Sejmowe biuro turystyczne „Wiejska Travel”

Opublikowano Listopad 13, 2014 | przez kozak

???????????????

Napisałbym, że mleko się rozlało, gdyby nie to, iż… to tak bardzo bez znaczenia. TAK BARDZO BEZ ZNACZENIA. Wykaz poselskich wojaży po świecie poraża – jasno pokazuje, że sejm stał się ekskluzywnym biurem turystycznym i bankomatem. Lewe delegacje, blichtr, wałki, zawyżane koszty. Mówiąc dosadnie – złodziejstwo. Polityka nie rozwiązuje dziś żadnych problemów, poza problemami finansowymi posłów. Jednocześnie stanowi wygodny sposób na zwiedzanie świata, bo jeśli wczytać się w listę delegacji Tadeusza Iwińskiego, to okaże się, że Tony Halik był przy nim tylko prowincjonalnym włóczęgą.

Do tej pory mówiło się, że w sejmie siedzą złodzieje, ale teraz przestało być to zabiegiem publicystycznym, a stało się faktem – dowody na liczne kradzieże mamy podane na tacy. Świat przemierzony wzdłuż i wszerz, bez wyraźnego powodu, jeśli nie liczyć powodów czysto finansowych. Jest to zbiorowa kradzież ponad podziałami partyjnymi, imają się jej i ci z lewej, i ci z prawej, ścisłe centrum również. Gdybyśmy tak przestrzegali standardów jak Skandynawowie, to ok. 400 parlamentarzystów musiałoby zdać mandaty.

Ale nie żyjemy w Skandynawii. I ta sprawa jest TAK BARDZO BEZ ZNACZENIA. Poczytamy, pośmiejemy się o kongresach kobiet w Rwandzie, czy innych wypadach do Gujany Francuskiej, by obejrzeć start rakiety. Zdziwimy się, że podróż do Francji może kosztować pięć tysięcy i że tak wielu posłów potrafi być w dwóch różnych miejscach równocześnie. Zastanowimy się, czy aby na pewno ten Meksyk i Filipiny to były wyjazdy służbowe, ale na sam koniec – my, jako masa – pójdziemy i zagłosujemy na dokładnie tych samych ludzi. Za tydzień już nie będziemy pewni, czy za nasze pieniądze okrążył kulę ziemską Iksiński z PO, czy Kowalski z PiS. Posłowie mogą spać zupełnie spokojnie. Mogą nawet spać na pokładzie samolotu, w pierwszej klasie – kierując się w stronę Fidżi. To bez znaczenia.

Tak naprawdę nie posłowie są winni tego, że kradną. Ludzie tak już mają, bez względu na branżę, że jak ich się nie przypilnuje, to cię orżną. Barmani i kelnerzy okradają szefa, dziennikarze biorą lewe faktury, w komisach cofane są liczniki… Życie. Problemem sejmu jest to, że nikt nie kontrolował wyciągania pieniędzy z publicznej kasy. Ktoś godził się na to, przy przedstawiano sfałszowane świstki, ktoś przymykał oko na aż tak powszechny proceder. Odpowiedzialność w pierwszej kolejności spada więc na tych, którzy mieli wszystko kontrolować, a nie kontrolowali nic. Spada na marszałków sejmu, przez ostatnie lata głównie z Platformy Obywatelskiej. Żadna firma nie może funkcjonować, jeśli księgowa wypłaci dowolną kwotę z kasy dowolnemu delikwentowi i nawet nie zapyta, po co to. Tyle że sejm to nie jakaś tam firma, tylko przedsiębiorstwo z nieograniczonym dostępem do gotówki. Można więc wywalić dziewięć milionów złotych na wyjazdy, z czego osiem na idiotyczne.

Rozliczanie zacznijmy nie od posłów, ale od marszałków – gdzie byliście? Byłoby to całkiem zasadne pytanie, gdyby nie to, że znamy odpowiedź: na ośmiorniczkach. Też za nasze. I na winie, którego niską ceną kelner nie chciałby obrazić.

Na koniec warto zaznaczyć, że posłowie wywodzący się ze środowiska piłkarskiego są konsekwentni – tak jak niewiele robią w sejmie, tak też niewiele latają po świecie, a jeśli już gdzieś ruszą tyłki to głównie… żeby pograć w piłkę. I tu należy zadać całkiem zasadne pytanie: czy naprawdę podatnicy powinni sponsorować posłom grę w piłkę? Czy to w Moskwie, czy w Rzymie, czy w Antalyi – bo to były ostatnie destynacje. Oczywiście to bardzo dobrze, że nie zaliczyli po drodze Filipin oraz Hawajów, więc nawet można byłoby ich pochwalić za powściągliwość i wydanie względnie małych sum (raptem kilkadziesiąt tysięcy), gdyby nie to, że gra w piłkę w wykonaniu posłów to jakiś żart.

Ale to wszystko bez znaczenia. I tak wybierzemy tych samych ludzi. A oni wybiorą tych samych marszałków.

I będzie żyło się lepiej. Czytaj: tak samo dobrze.

KRZYSZTOF STANOWSKI

Komentarze


Tagi: ,



Back to Top ↑