Seks pamiętnik Cebulaka – odcinek 13: jak erotoman stał się królem postu

Opublikowano Styczeń 28, 2014 | przez cebulak

 seks

Kiedy miałem 28 lat, mój seksoholizm osiągnął, jak to się ładnie mówi w świecie sportu, „życiową formę”. Podniecało mnie dosłownie wszystko: od naprawdę atrakcyjnych lasek w klubach, przez średnio wyględne 30stki w dużych marketach, po – wstyd się przyznać – dojrzałe mamuśki na ulicach, nawet jeśli miały pare kilo za dużo. Czułem, że chciałbym obsłużyć je wszystkie, no nie było miejsca, w którego nie miałem ochoty włożyć swojego kutasa.

Opowiadałem o tym nieustannym podnieceniu swojemu przyjacielowi, wówczas 38-letniemu byłemu piłkarzowi ręcznemu. Ten dojrzały facet nadal bardzo podobał się kobietom. 190 cm wzrostu, wysportowana sylwetka, długie, gęste włosy – tak wygląda. Gdyby tylko chciał, mógł dymać na potęgę. Nie robił tego z prostej przyczyny – już się wyszalał.

– Jest taki czas w życiu mężczyzny, oczywiście nie każdego, ale większości, że nieustanne bieganie za dupami zaczyna go nudzić. Zamiast iść na kolejną dyskotekę, wolisz spotkać się ze znajomymi na wino i dobrą kolację. Zamiast tracić w internecie godziny na wyhaczenie jakiejś dupeczki, bierzesz do ręki książkę i czytasz.

Słuchałem go i śmiałem się na głos. Że niby ja miałbym odpuścić? Przerwać ten szalony pęd za cipkami? Skończyć z rozsiewaniem swojego zajebistego jakościowo nasienie po całej stolicy? Nigdy! A na pewno nie przed pięćdziesiątką!

No ale wiecie, że życie bywa ironiczne i takie tam bla bla bla, prawda? Właśnie. Jakieś pół roku i pięć kolejnych fajnych dup po tej rozmowie, chcica mi przeszła. Kompletnie.

Wpadałem do klubów gdzie oglądałem te wszystkie suki w mini tak krótkich, że prawie było im widać pośladki, na szpilkach tak wysokich, że gdyby się potknęły skutki byłyby równie opłakane co upadek z trzeciego piętra i nic, zero reakcji, jakiegokolwiek podniecenia. Nie ruszały mnie też dupy z czatów, sympatii ani z pracy. Codziennie miałem kontakt z przynajmniej kilkoma atrakcyjnymi kobietami, które w normalnych warunkach powodowałyby u mnie tylko i wyłącznie chęć zaliczenia i nawet… nie chciało mi się z nimi flirtować.

Zwierzyłem się ze swojego problemu innemu koledze, prawdziwemu Casanovie. Wydymał więcej lasek niż każdy jeden z Was wypił w CAŁYM życiu butelek whisky, więc naprawdę zna się na rzeczy.

Diagnoza?

– Stary, spokojnie. Kryzys złapał cię w listopadzie, to jest normalne, to życie jest. Zaczyna się robić naprawdę zimno, to popęd cię opuszcza. Ale spokojnie, wróci. Koło Nowego Roku znów będziesz chciał pierdolić na potęgę.

Znajomy to w dziedzinie dupczenia taki autorytet jak Jack Nicholson w świecie kina, więc jego słowa mnie uspokoiły. Na jakiś czas po prostu przestałem myśleć o kobietach, a skupiłem się na pracy, ćwiczeniach fizycznych i książkach.

Nie powiem jednak, żebym nie oczekiwał niecierpliwie okolic 30 grudnia. Odliczałem kolejne dni do tej daty licząc, że jej nadejście w jakiś magiczny sposób uwolni mój popęd z kajdan seksualnej niechęci.

NI CHUJA TAK SIĘ NIE STAŁO.

Mimo że spędzałem sylwka na fajnej domówce, na której wiło się wokół mnie kilka singielek zainteresowanych tym, żeby skończyć ten wieczór z czym innym niż lampka szampana w ustach, pozostałem na ich wdzięki obojętny. Więcej: nachalność tych podlotków wręcz mnie irytowała.

Czy one nie mogłyby zachować trochę klasy? Poudawać cnotki wokół których trzeba trochę pochodzić, żeby zaruchać? Czy naprawdę muszą tak ostentacyjnie pokazywać, że łatwiej zagotować wodę na herbatę niż dobrać im się do majtek?

Nad ranem wyszedłem z imprezy zniesmaczony. I tak daleki od jakiegokolwiek podniecenia, jak Stanisław Tym od wyhodowania na głowie dreadów.

Od tych smutnych dla mnie wydarzeń minął prawie miesiąc i powiem wam, że nadal jest kiepawo. Penis zapadł w zimowy sen i nie ma na tym świecie takiego „miodku”, który by tego „niedźwiadka” wybudził.

Choć nie powiem, nie brakuje bladolic, które chcą podjąć wyzwanie. Dzwoni koleżanka:

– Hej, może wpadnę do ciebie na winko? (w domyśle: napijemy się, a potem mnie pacniesz).

– Oj chętnie, ale strasznie źle się czuję, chyba bierze mnie grypa – odpowiadam głosem tak skonanym, jakbym właśnie przekroczył metę triathlonowego Ironmana.

Właśnie odmówiłem ładnej, uśmiechniętej i chętnej dwudziestolatce. Nie po raz pierwszy w ostatnim czasie uznałem, że zamiast męczyć się fizycznie podczas pieprzenia, wolę… męczyć się intelektualnie. Dobra książka plus martini z wódką – oto mój ostatni substytut seksu!

Co się ze mną dzieje? Może… dojrzałem?

Brr, straszne słowo, boję się go bardziej niż choroby wenerycznej. Mam nadzieję, że jednak nie i wraz z nadejściem wiosny radośnie zakrzyknę „ach, to ty!” zapominając o swoich ostatnich problemach i skupiając się na tym, co lubię najbardziej – polowaniu.

Jeśli nie, jeżeli wysyp skąpo ubranych, młodych, gorrących jak lawa dziewcząt nie wzbudzi we mnie pożądania, znaczy to, że czas umierać. Honorowo rzucić się pod pociąg zostawiając wcześniej przyjaciołom krótki, zwięzły list-suchar o mniej więcej takiej treści: Przeszła mi chęć na jebanko, więc czas na małe na tory skakanko.

Komentarze


Tagi: , , , , ,



Back to Top ↑