Seks pamiętnik Cebulaka – odcinek 2

Opublikowano Styczeń 30, 2013 | przez cebulak

Jedzenie

Sto złotych. Zapłacilibyście tyle za ładną kobietę do towarzystwa? To pytanie retoryczne, wiadomo, że tak. Problem w tym, że vipowskie prostytutki chodzą za dwadzieścia razy większą kasę. Ten artykuł jest adresowany do panów, których nie stać na mega luksusowe dupy, ale którzy chcieliby jednak podymać młode, fajne dziewczyny.

Jak to zrobić? Odpowiedź jest prosta: przez żołądek do serca, ale i nie tylko – moim zdaniem także do majtek. Jeśli poznajecie fajną studentkę, dajmy na to w klubie czy barze, i dziewczyna tej samej nocy nie chce iść się bzykać, zaproście ją na dobrą kolację. Nie u siebie w domu, bo po pierwsze jest mało prawdopodobne, że dobrze gotujecie. Po drugie laski nie są aż tak debilne i wyczują, że się na nie zasadzacie. To bez sensu, sprawę trzeba rozegrać z klasą. Ale i z małym uszczerbkiem dla portfela.

Nie bzyknę za Was dziewczyn, nie oczaruje ich intelektem – to już zadanie indywidualne dla każdego pana. Ze swojej strony mogę zapewnić za to co innego: dobry prolog = restaurację, w której atmosfera jest miła, jedzenie smaczne i niedrogie. Poniżej przedstawiam Wam pięć takich miejsc w Warszawie. Warto tam wpaść, szansa na efektowne rozwinięcie i ciekawy epilog po takiej kolacji będzie naprawdę spora.

Ganesh na Wilczej

SONY DSC

Hinduskie jedzenie, między innymi kurczak podany na milion sposobów. Do tego nierozgotowany ryż, smaczne chlebki naan, niedrogie i nierozwodnione piwo. Jest też dużo bezmięsnych potraw, nigdy nie widziałem tylu w innej knajpie, to wskazówka dla tych z was, którzy mieli pecha poderwać wegetariankę.

Jeśli chodzi o inne rzeczy: stoliki są odsunięte od siebie na tyle, że nie macie wrażenia, iż druga para słyszy każde wasze zdanie. Można swobodnie rozmawiać, szczególnie, że muzyka gra niezbyt głośno, a kelnerki nie są nachalne i nie podchodzą co dwie minuty pytając czy wszystko w porządku (swoją drogą nigdy nie zrozumiem dlaczego to robią, zdarzyło Wam się kiedyś, żeby ktoś powiedział: „nie kurwa, jest chujowo”?).

Bulgaria Magica na Marszałkowskiej

bulgariaMagica

Ta knajpa ma więcej atutów niż 25-letnia Monica Bellucci. Już za około 20 złotych można kupić danie główne, które nie dość, że jest smaczne, duże, to jeszcze naprawdę oryginalne. No bo jak często jadacie potrawy w stylu Kawarma po radomirsku czy Banica ze szpinakiem? Lasce zaimponuje, że nie wzięliście jej jak każdy przeciętny szarak do Włocha na pizzę czy makaron, tylko się wysililiście. Polecam też wina w tym miejscu: są niedrogie, mocne, uderzają w łeb szybciej niż Mike Tyson w najlepszych latach.

Frida na Nowym Świecie

Frida

Frida to nie tylko jeden z najlepszych amerykańskich filmów jakie widziałem. To nie tylko wybitna malarka, która żyła we własnym świecie. To również restauracja, w której można spędzić miło wieczór. Jedzenie hiszpańsko-meksykańskie, dla wielbicieli czegoś ostrzejszego. Smak meksykańskiej siekanej wołowiny z kaktusem czy ostrych papryczek z serem, wołowiną i tuńczykiem pamiętam do dziś, chociaż ostatnio byłem tam w lipcu.

Poza żarciem plusem lokalu jest wystrój. Wiszą tam portrety Fridy, kolory dobrane są idealnie, człowiek ma tam wrażenie, że znajduje się w jakiejś meksykańskiej hacjendzie z 1940 roku. Polecam wam stolik dla dwóch osób przy oknie, człowiek trochę czuje się jak na wystawie, ale widać fajną panoramę Nowego Świata, robi się wielkomiejsko, dziewczynom to imponuje.

Bordo – Chmielna, Gałczyńskiego

bordo

Sieciówka, ale na poziomie. Nie ma klejącej się podłogi, brzydkich kelnerek i jedzenia sprzed trzech dni. Są za to dobre sałatki, w których – co w Warszawie zdarza się często – sałata nie stanowi 90 procent zawartości talerza. Także makarony w tej knajpie wymiatają. Przede wszystkim wielkością. Może nie liczy się ona w łóżku, ale już w restauracji – tak. Nie wiem jak was, ale mnie nic nie wkurwia tak mocno, jak to kiedy zapłacę za jakieś główne danie powiedzmy 30 zł, a po chwili dostaję coś, czego nawet nie da się nazwać przystawką. W Bordo taka wtopa was nie spotka. Plusem tego miejsca są też skórzane kanapy, można się o nie wygodnie oprzeć i oddawać słodkim pocałunkom na deser.

Browarmia Królewska

browarmia-krolewska

Knajpa, która przypomina trochę Zagłobę – jest przaśna do bólu, ale nie da się jej nie lubić. Muzyka na żywo, dobre, tłuste żarcie plus rzadko spotykane gdzie indziej piwa. To największe atuty Browarmii. Polecam szczególnie mocno jeśli wasza wybranka nie jest wykwintną warszawianką, a prowincjonalną pańcią. Jeżeli wychowała się w Przasnyszu, Sandomierzu czy innym Krośnie, doceni tę właśnie kuchnię. Żeberka, wieprzowe steki, kartacze z mięsem – panienka od razu poczuje się, jakby teleportowano ją do jadalni ukochanej babuni.

Poza tym browary w tym miejscu są lepsze niż pierwszy sezon House’a. Piwo Karmazynowe, Stout czy Klasztorne zyskały już w Warszawie miano kultowych, jak pan Roman z Przekąsek Zakąsek. A klasyka, jak wiadomo, nigdy nie wychodzi z mody.

Komentarze


Tagi: , , ,



Back to Top ↑