Seks pamiętnik Cebulaka – odcinek 4

Opublikowano Luty 27, 2013 | przez cebulak

erekcja

Wstaję rano, włączam radio i pierwsze co słyszę, to „Penigra, wskocz na byka”. Potem, w ciągu dnia, reklamy środków na poprawę życia seksualnego atakują mnie z każdej strony: z gazet, telewizji i internetu.

Nie mam problemów z potencją, jak większość facetów koło trzydziestki. Ale gdy nasłuchałem się o tym jakim mogę być zajebistym ogierem po zażyciu różnych magicznych środków, stwierdziłem, że przeprowadzę mały eksperyment. Plan był prosty: kupić jeden z suplementów diety, zażyć i podymać jak nigdy.

Zanim zdecydowałem się na konkretne proszki, poczytałem o nich trochę w sieci. Z godzinnej lektury wyszło mi, że najlepiej wziąć Braveran. Miał niezłe opinie pośród loverów, a producent zapewniał, że jak łykniesz cztery proszki na godzinę przed, potem zrobisz lasce konkretną jazdę, w domyśle lepszą niż Sobieski Turkom pod Wiedniem.

Umówiłem się więc z moją fucking friend, żeby czekała pod telefonem. Powiedziałem jej, co zamierzam zrobić, nieźle się uśmiała i stwierdziła, że chętnie weźmie udział w zabawie.

Wtorek, godzina 18.15. Za chwilę zacznie się mecz Legii Warszawa z Olimpią Grudziądz. Idealny moment na zażycie Braveranu – nie będę siedział i myślał o tym, czy za niedługo stanie mi jakoś nieziemsko, tylko skupię się na meczu.

Nie bez lekkiego stresu łykam tabletki – w głowie ciągle siedzi mi historia Grzegorza Markowskiego z „Perfectu”. Opowiadał kiedyś „Playboyowi” jak raz w życiu zażył Viagrę – potem biegał przez kilkanaście godzin po domu ze sztywną kuśką i obijał nią poręcz. W końcu posiniała. Poręcz, nie kuśka.

No ale tłumaczę sobie, że suplement diety to nie jest tak mocny lek, więc chyba nie zaliczę aż takiego hardcoru. I rzeczywiście – mija 20 minut, a ja nic. Zero podniety. W sumie to zrozumiałe, po pierwsze miałem coś poczuć po godzinie, po drugie ciężko jarać się tym, jak chłopaki z Grudziądza wymieniają między sobą podania.

To już prawie 50 minut. Przerwa meczu. Nadal nie czuję, żeby moje libido wzrosło choćby o jeden procent. Stwierdzam, że może, aby uruchomić tę lawinę doznań, trzeba jakoś sobie pomóc. Wchodzę więc na znany i ceniony przez panów serwis filmowy: tubegalore.com.

Uruchamiam w nim mój ulubiony dział: castingi. Aktor porno, niby to producent, dyma fajną 20stkę, niby to studentkę, która chciałaby zaistnieć w branży. Normalnie takie historyjki mnie kręcą, teraz też, ale… szału nie ma. Patrzę w spodnie: OK, jest erekcja, ale nie z tych, którymi można byłoby przebić Wielki Mur Chiński. A na taką właśnie liczyłem po łyknięciu Braveranu. Szczególnie, że właśnie minęła godzina…

Tłumaczę sobie, że nikt i nic nie jest doskonałe. Że może producent nieco ubarwił rzeczywistość pisząc o 60 minutach potrzebnych na osiągnięcie stanu mega gotowości bojowej. Daje więc suplementowi jeszcze trzydzieści minut. Legia zaczyna w tym czasie rozjeżdżać Olimpię. Gra seksi futbol, dużo ładnych podań, bramek, można się tym podjarać, szczególnie jeśli kibicuje się stołecznemu zespołowi. No dobra, żartuję, ale poza Pucharem Polski, gdzieś w tle, ciągle leci tubegalore. Konkretne jebanie, konkretne jęki, dzieje się więcej niż w wieczornym Gran Derby, ale ja i tak nie czuję się Leo Messim seksu.

Myślę, że może suplementy nie działają na sucho. Że może ich skuteczność należy zweryfikować w akcji. Dzwonię po przyjaciółkę. Jest u mnie w ciągu kwadransa. Zaczynamy figle, dokładnie dwie godziny po zażyciu środka. Seks jest dobry, bo i dupa całkiem fajna, ale… no właśnie. Znowu jakieś ale. Czytam na ulotce Braveranu, że dzięki niemu będę mógł więcej. Że ożywi libido i poprawi jakoś życia seksualnego. Szczerze? Nie odczułem tego ani w jednym procencie.

Ktoś może powiedzieć, że nic w tym dziwnego, bo tego typu środki są dla gości mających problemy z potencją. A jeśli ich nie mam, to naturalne, że mi nie pomagają. OK, może i tak jest, problem w tym, że w informacjach o produkcie na stronie braveran.pl nie jest zaznaczone, że jest on przeznaczony tylko dla facetów z kłopotami seksualnymi. A skoro tak, zakładam, że ma pomagać i „normalnym” kochankom. Nie pomaga. Przynajmniej nie mi. Jak chcecie, spróbujcie któregoś z tych środków na własnej skórze. Może wasze penisy zareagują na nie inaczej? Ja tam już dziękuję. Dopóki będę mógł, zamierzam dymać bez dopalaczy. A jak już będę „flaczkiem”, pomyślę o Viagrze. Mam tylko nadzieję, że do tego czasu ją udoskonalą. Nie chciałbym rozwalić penisem wszystkich mebli w domu.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Komentarze


Tagi: , , ,



Back to Top ↑