Seks pamiętnik Cebulaka – odcinek 8: mój pierwszy raz… u dziwki

Opublikowano Czerwiec 7, 2013 | przez cebulak

sexmoney

– To jak, bzykamy? – pyta głosem, którego używają taksówkarze, kiedy wypowiadają zdanie w stylu: Gdzie zawieść drogi panie?

Jednocześnie fachowo ocenia wzrokiem twardość mojego członka.

– Bzykamy! – odpowiadam podekscytowany faktem, że za chwilę zrobię to pierwszy raz za kasę.

Ileż to godzin w życiu spędziłem na odlotach. Podziwiałem studentki-amatorki, modelki, dojrzałę MILF-y i myślałem sobie, że bardzo chciałbym którąś z nich ruchnąć. Nie zrobiłem tego, ponieważ zawsze kiedy trzymałem już w dłoni telefon, by wykręcić odpowiedni numer, do głowy przychodziły myśli w stylu: nie no, jestem zbyt młody, żeby za to płacić, bez sensu. Jeszcze zdążę się nabzykać za hajs, za jakąś dekadę.

Tydzień temu, na szczęście, wreszcie  pogrzmociłem za kasę. Dlaczego akurat teraz?

Z natury jestem leniwy, więc irytują mnie te całe podchody w klubach: tańce połamańce, głupie żarciki, słuchanie problemów dwudziestokilkulatek, które gnębi jakiś pojebany profesor od filozofii. Wiadomo: robi się to po to, żeby na koniec wieczoru umoczyć. Raz się uda, innym razem nie, ale tak czy siak człowiek traci cały wieczór na spędzenie go z jakąś kretynką, której jedynym atutem jest ładne ciało i takaż sama buźka.

W końcu uznałem, że jestem już za stary na to całe wyrywanie. Po cholerę mam się spinać i wydawać w klubie kilkaset złoty na drinki bez żadnej gwarancji, że podymam, skoro za tą samą cenę mogę mieć konkret z ładną, wypachnioną i sympatyczną divą?

Kierując się tym tokiem myślenia, odpaliłem wiadomą witrynę. Akurat miałem ochotę na cycatą, drobną czarnulkę, opaloną, z tipsami, taką wiecie disco-gwiazdę.

Znalezienie odpowiedniej kandydatki na odlotach zajęło mi jakieś… dwie minuty. Ładne ciało, w komentarzach chłopaki piszą hurtowo, że i buźka fajna, no a poza tym dziewczyna sympatyczna, życiowa, można z nią pogadać o wszystkim. Akurat to miałem w dupie – nie szedłem tam, by podyskutować o XIX-wiecznym malarstwie holenderskim, a żeby samemu popracować pędzelkiem.

Środek nocy, dzwonię.

– Tak.

– Kochanie, chciałbym do ciebie wpaść, jesteś wolna?

– Jasne (w tle słychać męski głos i dwa kobiece, roześmiane).

– Sama?

– Nie, ale spokojnie, będziemy mieli dla siebie fajny pokoik.

Nie jestem bohaterem, więc trochę cykam się, że skroi mnie jakiś napakowany drechol w złotym łańcuchu.

Ostatecznie potrzeba pieprzenia, a jakżeby inaczej, wygrywa jednak ze strachem.

Ruszam. Niespiesznie, piechotką, ponieważ okazało się, że panna mieszka jakieś pół kilometra ode mnie.

Stara,ale zadbana kamienica. Światło we wszystkich oknach pogaszone. Nie dziwota, jest 3.30.

Dzwonię do drzwi. Otwiera roześmiana, gruba laska. Z wyglądu – siostra Agaty Wróbel.

– O jaki elegancik, jakie spodnie, no proszę, Nati będzie zadowolona.

Też się cieszę jej szczęściem.

Pokój, w którym jestem, nie powala na kolana. IKEA jak ta lala, zero finezji jeśli chodzi o wystrój.  Ale w sumie nie biorę udziału w TVN-owskiej „Bitwie o dom”, przyszedłem tu dymać, a nie zmieniać meble.

Włączam radio, rozbieram się, czekam na Natalię. Leci Eska, jest dynamika, moc, prędkość, to dobrze, bo choć nie jestem narąbany to jednak jest późno, więc czuję się trochę zmęczony, toteż szybka muza będzie przydatna w postawieniu mnie na nogi.

Po kilku minutach wchodzi Natalia. O, jest dobrze! Brązowe ciałko, zero tłuszczu, cycki-sterczące trójki. Buzia tak na 4, niezła jest, choć bez szału, no ale przecież nie będziemy się całować z języczkiem.

Na wstępie mnie rozśmiesza. Wyciąga rękę i się przedstawia, poczułem się jak na jakimś biznesowym spotkaniu. W sumie może i… słusznie.W końcu dobijamy pewnego targu – ja płacę, ona wypina.

Wbrew komentarzom z odlotów Nati ewidentnie nie należy do dziewcząt, które chcą się bawić w niepotrzebne rozmowy o życiu. Od razu zabiera się do rzeczy: ściąga moje bokserki i pokazuje, oralną finezę oraz klasę. Wie, kiedy przyspieszyć, zwolnić, kiedy wziąć głębiej, a kiedy zrobić przerwę i popracować rąsią. Profesjonalistka. Idealnie, takiej chciałem. Jaka miła odmiana po ostatniej małolacie, która była co prawda ładna i słodka, ale co z tego, skoro podczas pracy ustami prezentowała taką bezradność, jak Woody Allen w podrywie.

Po kilku minutach obciąganka moja nowa koleżanka decyduje się użyć ust do mówienia:

– To jak, bzykamy? – pyta głosem, którego używają taksówkarze, kiedy wypowiadają zdanie w stylu: Gdzie zawieść drogi panie?

Jednocześnie fachowo ocenia wzrokiem twardość mojego członka.

– Bzykamy! – odpowiadam podekscytowany faktem, że za chwilę zrobię to pierwszy raz za kasę.

Jako dobry chrześćijanin, który za młodu co niedziela uczęszczał na mszę świętą, dochodzę do wniosku, że rozpocznę współżycie w pozycji na misjonarza.

Po kilku minutach obracam naszą bohaterkę tyłem do siebie. Nad pupą ma – oczywiście – tatuaż! Zaczynam intensywnie myśleć, co oznacza. Jako intelektualista pełną gębą oddaje się tym rozważaniom tak bardzo, że zapominam wykonywać ruchów frykcyjnych.

– Ej no, pieprzysz? – Natalia chyba nie jest zadowolona z tej przerwy.

– Już, chwila, powiedz mi tylko, co oznacza twój tatuaż.

– To po chińsku.

– Aaa, ok. Ale jakie to słowo?

– Potem ci powiem, rżnij.

– Dobra, już dobra. Może masz napisane coś w stylu kocham ostrą zupkę chińską Vifon?

Natalia zaczyna się śmiać. Jest to nawet urocze, dziewczęce, słodkie. Czekam aż minie jej głupawka, wracam do pozycji na pieska i pach, bałamucę na całego.

Kilkanaście minut intensywnej zabawy i jest już po wszystkim. Super. Środek nocy, a właściwie to już wczesny ranek, to nie jest czas na niewiadomo jak dłuuuuugie jebanie, Cebulak zrobił swoje, Cebulak może odejść.

Zanim opuszczę lokal, moja partnerka zdobywa się jeszcze na żart:

– Daj tę gumkę, wyrzucę dzieci do kosza.

Wracam do domu niespiesznie. Krokiem pewnym siebie z majestatyczną miną, która powinna mówić ludziom wokół: patrzcie, ale ze mnie chojrak. Właśnie poruchałem pierwszy raz za kasę, było super!

Niestety, jest na tyle późno/wcześnie, że nie mijam nikogo poza trzema otłuszczonymi pasztetami w wieku nastoletnim, które oddają się – zapewne codziennemu – rytuałowi wpieprzania kebabów. Moje panie, dziwek to z was nie będzie. No chyba, że skończycie jako laski dla dewiantów, lubiących klepać w dupę i wchodzić za trzecią falą.

PS. Na koniec tekstu tego, bez zbędnego pierdolenia, chciałem wam polecić płatną miłość. O ile macie kasę, czas i brak ochoty na poznawanie głupawych pizdeczek w klubach, to uwierzcie mi, jest to dla was coś idealnego.

 

Komentarze


Tagi: , , , ,



Back to Top ↑