Seks pamiętnik Cebulaka – odcinek 9: zwyrole

Opublikowano Lipiec 11, 2013 | przez cebulak

vehicl

Jestem uzależniony od seksu, nie zaprzeczam, ale żaden ze mnie dewiant. Podduszanie, mocniejsze klapsy czy kajdanki to szczyt tego, co uważam za łóżkowe szaleństwo. Sztampa? Pewnie tak, ale jak patrzę na to, co kręci niektórych ludzi, to dziękuję Bogu, że taki ze mnie nudziarz.

Nie będę tu pisał o skrajnościach, takich jak zoofilia czy pedofilia. To ohydne tematy, o których nawet nie mam ochoty myśleć, a co dopiero rozwodzić się nad nimi na papierze. Dlatego skupię się na zabawniejszych stronach naszej seksualnej egzystencji.

Zacznę od tego, że mam kumpla, który osiąga spełnienie tylko wtedy, gdy kocha się z dziewczyną o… długim blond warkoczu. Gość sam nie wie z czego to wynika, ale przy innych laskach, choćby były pięknymi brunetkami, nie potrafi dojść bez pomocy Reni Rączkowskiej.

Nieźle, ale facet i tak nie przebije mojej zaledwie 20-letniej koleżanki, która jeszcze w LO uzależniła się od Hentai. Jest przywiązana do tych filmików tak bardzo, że nawet podczas stosunku ze swoim mężczyzną ma załączone na laptopie animowane porno, na które zerka kątem oka. Jeśli tego nie robi, satysfakcja ze współżycia jest o, tu cytat, „50 procent mniejsza”.

Kiedy zastanawiałem się nad tym, czy moi znajomi są kompletnie szaleni, doszedłem do wniosku, że oczywiście tak. Dziś zmieniłem zdanie, z prostego powodu: trafiłem w sieci na tekst o naprawdę porypanych dewiantach.

Niejaki Gerard Streator wpadł kiedyś na tym, że pieprzył… kanapę.  Żeby było bardziej niebanalnie – facet uprawiał ten naprawdę wysublimowany seks niedaleko samochodowej drogi. Gość skupił się na jechaniu między warstwy owego mebla tak bardzo, że nie zauważył czającej się policji. Smerfy, za co należy im się duży szacun, nie pomdlały z wrażenia tylko aresztowały naszego zboczuszka. W tekście nie jest niestety wyjaśnione, czy przedstawiciele prawa mieli na tyle taktu, że poczekali aż Gerard osiągnie szczyt, czy też zabawili się w znany i lubiany stosunek przerywany.

Streator został skazany na pięć miesięcy więzienia. Ponoć za kratkami najbardziej na świecie żałował tego, że tamtejsze prycze nie są wielowarstwowe i nie ma się jak za nie zabrać.

Ciekawe seksualne historie dzieją się nie tylko za wielką wodą, ale i w naszej kochanej, swojskiej Europie. Weźmy taką Szwecję: okazuje się, że ci przystojni blondyni mają w zwyczaju nie tylko grać w hokeja i podrywać Hiszpanki, czy Portugalki, oni kochają też kolarstwo. Jeden ze Szwedów umiłował tę dyscyplinę tak bardzo, że kradł ludziom rowery, a następnie współżył z nimi, lub na siodełku sam ze sobą, zależy na co akurat miał ochotę.

Nie potrafię sobie co prawda wyobrazić, jak można rypać np. górala (między szprychy???), no ale cóż, ludzka pomysłowość nie ma granic, facet musiał sobie jakoś radzić. Co ciekawe został przyłapany przez właściciela jednośladu, pana Pera Edstroma. Trochę gościowi współczuję – o ile nie odkryje nowego pierwiastka chemicznego, to na zawsze zostanie już zapamiętany przez Boga i historię jako ten, który nakrył rowerowego jebakę in flagranti.

Pamiętacie taki serial z lat 80. „Airwolf”? Okazuje się, że tytułowy bohater, helikopter zresztą, został seksualnie zbałamucony przez Edwarda Smitha, którego możecie obejrzeć sobie na zdjęciu do tego tekstu. Kiedy sprawa wyszła na jaw, Amerykanin pochwalił się światu, że to niejedyna powietrzna maszyna, z którą miał styczność. Smith twierdzi, że kopulował z ponad… tysiącem takowych. I dodaje, że nie zamierza odchodzić od swoich zwyczajów, nawet jeśli budzi w ludziach obrzydzenie:

– Jestem romantykiem. Wiem co siedzi w moim sercu i nie mam chęci, aby tego zmieniać.

Mamy lato, jest cieplutko, skończymy więc ten tekst tzw. akcentem wakacyjnym. Rzecz działa się w przydomowym basenie przeciętnej amerykańskiej rodziny. No, może nie tak przeciętnej, takowej nie stać na takie luksusy koło chałupy, w każdym razie byli to normalni, bogobojni ludzie. Kiedy zobaczyli jak ich sąsiad, Edwin Tobergta, rżnie w wodzie materac, musieli pomyśleć, że oto na ich posesji pojawił się sam szatan. Pan domu nie dobył jednak dubeltówki i nie zaciukał niedoszłego Michaela Phelpsa. Zamiast tego odważnie wkroczył pomiędzy niego, a pieprzoną rzecz. Przyłapany na gorącym uczynku Tobergta chciał wzbudzić w gospodarzu litość. Albo liczył na sąsiedzką solidarność, diabli wiedzą. W każdym razie rzucił coś takiego:

– Mam problem, błagam o litość.

Pan zhańbionego domu uznał jednak, że to, czego dopuścił się Tobergt, to jednak coś więcej niż jednorazowe zakłócanie ciszy nocnej głośną muzyką, dlatego zadzwonił po stróżów prawa. Wieść gminna niesie, że kilka dni później basen został zasypany ziemią na której posadzono kilka drzew. Domyślam się, że okoliczni dendrofile czekają z niecierpliwością na ich rozwój.

Komentarze


Tagi: , , , , , ,



Back to Top ↑