„Sęp” – nie ma tragedii, ale szału też nie

Opublikowano Luty 15, 2013 | przez Dżordż

Sep

Michał Żebrowski opowiadał  w „Dzień dobry TVN” o „Sępie” jako o filmie, który trzyma wysokie, holywoodzkie standardy. Rozumiem, że jako tytułowy bohater musiał zabawić się w ubarwianie rzeczywistości, ale w tym momencie to jednak przesadził – obrazowi Eugeniusza Korina trochę brakuje do poziomu, jaki prezentują DOBRE amerykańskie filmy akcji.

Z punktu widzenia dziennikarza muszę powiedzieć, że„Sęp” ma jakieś tam plusy:

a) pierwsza godzina filmu jest na tyle monotonna, że zdążyłem w tym czasie odpisać na kilka zaległych zawodowych maili.  W domu i w robocie zawsze wymyślałem sobie jakieś ciekawsze zajęcia, żeby tego nie robić, ale w sali kinowej nie miałem już wymówek.

b)  przestałem mieć jakiekolwiek kompleksy na tle swoich umiejętności pisania. U Eugeniusza Korina dialogi kłują w uszy sztampą. Jeśli lubicie wysublimowane, pełne podtekstów gry słowne, to po jakimś czasie w kinie poczujecie po prostu… wstyd za scenarzystów tego filmu. Zastanawiam się, jak to możliwe, że w USA niemal w każdym serialu rozmowy między bohaterami są znakomite, błyskotliwe i zabawne, a u nas film, w którym śmiejemy się z gierek słownych trafia się raz na pięć lat.

Scenarzyści powinni też dostać po sierpowym od Tomasza Adamka za stworzenie postaci głównego bohatera. Rozumiem, że w ich założeniu grany przez Żebrowskiego policjant miał być typem twardziela-intelektualisty o niebanalnych zainteresowaniach, ale nie wyszło. Jak dla mnie tytułowy „Sęp” to raczej… dziwak.

Facet notorycznie gada ze swoim kotem, wyprowadza go… na smyczy na spacer, a zamiast poważnej plazmy na ścianie ma tablicę wielkości garderoby Lady Gagi na której kreśli skomplikowane równania matematyczne. Dodatkowo gość jest uzależniony od słuchania opery w samochodzie, a na co dzień do ciężkiej, policyjnej roboty ubiera się tak, jakby szedł na balet do Platinium. Niepotrzebnie, w komendzie i na miejscu zbrodni naprawdę nie musi przechodzić selekcji, ale może nikt mu o tym nie powiedział?

W TVN-ie Żebrowski mówił też chyba o niebanalnych, drugoplanowych rolach gwiazd polskiego kina: Piotra Fronczewskiego, Andrzeja Grabowskiego czy Daniela Olbrychskiego. Jak dla mnie panowie raczej nie zachwycają. Są na planie ciałem, ale na pewno nie duchem. W sumie to się im nie dziwię: pewnie jak zobaczyli scenariusz „Sępa” doszli do wniosku, że nawet Anthony Hopkins za dużo by z niego nie wycisnął.

Fabuła „Sępa”: w Polsce od kilku lat znikają najgroźniejsi przestępcy. Nikt nie wie co się z nimi dzieje, dlatego postanowiono zabrać się za śledztwo na całego. Ale… jeśli ktoś szedł na seans spodziewając się efektownych strzelanin, niebanalnych pościgów, czy też niespodziewanych zwrotów akcji, gdzieś tak w połowie filmu musiał ostentacyjnie rzucić popcornem o ziemię.  W filmie Korina jest bowiem mniej więcej tyle suspensu, co w małżeństwie z dwudziestoletnim stażem. Przeciętnie inteligentny człowiek już po kilkudziesięciu minutach zorientuje się, jakie jest rozwiązanie zagadki.

Jeśli ktokolwiek uważa, że „Sęp” to bardzo dobry film, ja widzę tylko jedno uzasadnienie tej opinii: widz dał się zafascynować cyckom Ani Przybylskiej, którymi świeci przez kilkanaście ładnych sekund. A wiadomo, że jak facet zobaczy ładne piersi, to wszystko to, co działo się przedtem przestaje mieć dla niego znaczenie.

 

 

 

 

Komentarze

Piersi Przybylskiej
Stylówa Żebrowskiego
Dialogi
Zdjęcia Warszawy

Podsumowanie: Widzieliśmy 50 gorszych polskich filmów od "Sępa". Ale i z setkę lepszych...

2.8


Ocena użytkowników: 1.4 (12 głosów)

Tagi: , , ,



Back to Top ↑