Sex, drugs i literatura. Gwiazda rocka nie oddaje książek od 50 lat

Opublikowano Maj 28, 2013 | przez MB

fucker 2

Keith Richards, legendarny i, o dziwo, żyjący jeszcze gitarzysta The Rolling Stones, wymierzył środkowy palec w lokalną bibliotekę i do dziś nie oddał książek wypożyczonych jeszcze w liceum. To się nazywa rock’n’roll!

Rockman znany jest nie tylko ze swojego zamiłowania do twardych narkotyków, drogich butelek whisky i mocnych jak skurwysyn papierosów. Kocha też czytać. W swoim domu posiada pokaźną bibliotekę, z której powinien być i zapewne jest dumny. W bestsellerowej autobiografii „Życie” pisze:

„Czytam bardzo dużo książek. Jestem zapalonym czytelnikiem. Czytam wszystko, a jeśli mi się nie podoba, biorę kolejną książkę.”

Z mądrym człowiekiem to i pogadać warto, jak pisał Fiodor.

Krępujący fakt z życia Keitha wyszedł na jaw podczas wywiadu udzielonego w ramach jubileuszowej trasy Stones’ów „50 & Counting”.

– Wciąż mam zaległe grzywny sprzed około 50 lat. Muszą być teraz astronomiczne – zwierzył się muzyk.

I faktycznie są, przynajmniej dla przeciętnego Smitha. Brytyjscy dziennikarze „The Mirror” zaangażowali się w sprawę tak bardzo, że pokusili się o dokładne rozliczenie gwiazdora. W bibliotece publicznej w Dartford, gdzie dokonano wypożyczenia, dzień zwłoki wynosi 15 pensów. Zgodnie z tym w chwili obecnej za jedną książkę gitarzysta musiałby zapłacić 3 tysiące funtów.

keith 3

 

W tej chwili zajrzyjcie więc do biurka, pod biurko, do szafy i za szafę i sprawdźcie, czy gdzieś nie walają się porzucone „W pustyni i w puszczy” albo „Kamienie na szaniec”. W przyszłości może Was to drogo kosztować. Chyba że – tak jak Keith – dysponujecie majątkiem w okolicach 175 milionów funtów i po prostu macie wyjebane.

Nie jest to pierwsza i zapewne nie ostatnia afera literacka Richardsa. W 2012 roku został posądzony o sprzedawanie maszynowo, a nie ręcznie podpisywanych egzemplarzy wspomnianej biografii.

O nieuczciwy proceder posądził go rozczarowany fan, w Internecie funkcjonujący jako „trainarollin”. Gość okazał się fanatycznym zwolennikiem Stones’ów, który kolekcjonuje wszystko co się da i w jakiś sposób jest związane z zespołem. Sprawą zajęli się certyfikowani specjaliści zajmujący się weryfikowaniem autentyczności dokumentów. Dotychczasowe zbiory „trainarollina” porównali z egzemplarzem „Życia”. Przeanalizowali odstępy, nacisk długopisu, przepływ tuszu oraz rozmiar liter.

I wyszło, że autograf został wykonany autopenem, maszyną służącą do automatycznego składania podpisu. Urządzenie zapamiętuje wprowadzoną wcześniej parafkę i kopiuje ją w tylu egzemplarzach, ile zażyczy sobie zmęczona gwiazda. W sumie to Keithowi akurat się nie dziwię, bo pewnie trudno jest podpisywać książki będąc podczepionym do respiratora.

Tego typu incydenty nie są domeną wyłącznie muzyków (oprócz Richardsa na drobnym oszustwie został przyłapany Greg Allman). Z równie wielką radością z autopena korzystają politycy podpisując nimi listy do wyborców, a nawet ustawy. W 2011 roku podczas wizyty we Fracji Barack Obama wyraził oficjalną zgodę na użycie podstępnego ustrojstwa.

To jednak nie koniec przygód Keitha.  „Życie”, na które powołuję się przez cały tekst, otrzymało kilka prestiżowych nagród i wyróżnień literackich. Magazyn „GQ” uznał gitarzystę The Rolling Stones najlepszym pisarzem roku 2011 jednocześnie przyznając mu „Man Of The Year Awards”. Ważniejszym laurem jest ten otrzymany z rąk samego Billa „Nie Zaciągałem Się” Clintona. W kategorii „Wybitna Biografia” przyznano mu prestiżową Nagrodę Normana Mailera. Tę samą, którą kilka lat wcześniej otrzymał Orhan Pamuk.

Być może Keith Richards to hochsztapler i złodziej, być może też brzydki, ale historia po raz kolejny uczy nas, że gwiazdom rocka wybacza się wszystko, a nawet więcej. Szczególnie, kiedy mają talent nie tylko do tworzenia nieśmiertelnych kawałków, ale także do pisania. I w każdej chwili mogą wykitować.

 

PS. Czytajcie książki!

Komentarze


Tagi: , , ,



Back to Top ↑