„Sex on fire”, Snoop i powtórka z rozrywki. Orange jak Inżynier Mamoń

Opublikowano Kwiecień 1, 2014 | przez MB

orange2014

Kolejne karty odsłaniane przez organizatorów Openera giną w cieniu gwiazdorskiego line-upu Orange Warsaw Festival. Sądząc po reakcji Internautów i znajomych, bilety na tegoroczną edycję kupi dwadzieścia milionów ludzi.

Nawet w 2013 na Orange nie było tak dużego ciśnienia jak teraz. A przecież rok temu w stolicy wystąpiła sama Beyonce i wydawało się, że lepiej być nie może. Towarzyszy też miała nie od parady: Basement Jaxx, Cypress Hill, The Offspring, Fatboy Slim i Tinie Tempah. Jednak jak się okazuje są jeszcze na świecie artyści, którzy wywołują większą histerię niż luba Jaya-Z. Przynajmniej wtedy, gdy działają w grupie.

kings

Orange Warsaw Festival w tym roku leci ewidentnie na ilość. Do tej pory ogłoszono dwudziestu pięciu artystów, co sugeruje, że Rochstar Events starają się zadowolić każdego Polaka za nic mając porzekadło „wszystkim nie dogodzisz”. Być może właśnie się da, bo kiedy spróbujemy określić kierunek muzyczny festiwalu, to człowieka aż boli głowa. Rock, pop, reggae, metal core, drum’n’bass, hard rock, stoner, indie, hip-hop, nu metal i brit pop. Ciężko w tym szaleństwie znaleźć jakąś metodę i odnieść wrażenie, że program Orange’a jest od początku do końca przemyślany. Bardziej przypomina niewidomego próbującego ustrzelić kuropatwę.

Brak tu jakiejkolwiek refleksji. Za to nazwiska uderzają po gałach. Outkast, Snoop (którykolwiek), Kings Of Leon, Florence, Hurts, The Kooks, Pixies, David Guetta, Kasabian, Lily Allen, Timbaland, Limp Bizkit, Rita Ora a razem z nimi moje ukochane Queens Of The Stone Age. Oprócz tego jeszcze Chase & Status, Miles Kane, The Pretty Reckless (hot!) i zupełnie od czapy Bring Me The Horizon. Najwyraźniej perspektywa grubego hajsu wyprała organizatorom mózg. Ciężko ich jednak winić, przecież dwa lata temu do Warszawy przyjeżdżali jedynie ci, których nie było stać na Openera. W tym roku ceny karnetów obu wydarzeń są porównywalne, więc średnio zamożni widzowie muszą wybrać.

snoop

Wydawałoby się, że wybór jest jednak czysto teoretyczny. Znakomita większość artystów zaprezentowanych przez Orange to odgrzewane, często niesmaczne już kotlety, które grały na Openerze, Coke’u albo niejednokrotnie zahaczały o Polskę podczas tras koncertowych. Mimo to zainteresowanie jest przeogromne a każdy, kogo nie spytam, jedzie na Orange’a. Orange to, Orange tamto. Wielu fanów swój zachwyt kieruje nawet do Boga (w przypadku wszystkich poniższych komentarzy oryginalna pisownia została zachowana).

– O boże ja chyba śnie ja się poryczę Rita Ora w Polsce 😀  O BOŻE!!!

– Boże… TAK! <3

– Nie wiem czy mi mama pozwoli bo 7.06 jade na AM do Berlina , ale bozeeeee to bylby najpiekniejszy miesiac mojego zycia

Orange Warsaw Festival można nazwać Inżynierem Mamoniem wśród polskich festiwali. Tegoroczny line-up imprezy bazuje na melodiach, które ludzie już raz słyszeli. Zasada bohatera „Rejsu” ponownie się sprawdziła, a Polskę ogarną szał. Śmiemy twierdzić, że rozgłosem Orange już niedługo przebije Openera. Bo kto oprze się pokusie darcia mordy przy „Sex on fire”? Tak komercyjnie wyprofilowanego festiwalu nie było w Polsce od dawna.

david

Komentarze


Tagi: , , , , , , , , , ,



Back to Top ↑