Shot weekendu: malinówka i herbata z prądem

Opublikowano Styczeń 16, 2016 | przez Gofrey

IMG_4122

Cykl „Shot weekendu” to poradnik alkoholowy, w którym dowiecie się, jakie trunki są aktualnie na czasie i które warto spożywać by wyglądać cool. Poznacie również smaki, które być może dotychczas były dla was zagadką. W tym tygodniu pijemy tak, jak powinno się pić w sezonie na wyjazdy w góry.

Mamy połowę stycznia, właśnie kończy się tygodniowy martwy okres we wszystkich górskich miejscowościach, a rozpoczyna kilkutygodniowe białe szaleństwo na stokach, szlakach i naturalnie w karczmach. Jako że jesteśmy wiernymi fanami góralskich skarpetek i ciupag, skupimy się nie na piersiówkach zabieranych na podróż przez górskie potoki, ani mineralkach chowanych w plecaku zabieranym na stok, ale na trunkach karczemnych i schroniskowych.

Zapuszczając się w góry, nie możecie nie skorzystać z obszernej oferty tamtejszych lokali. Choć w wielu traficie na zwyczajnych naciągaczy, którzy za wodę z sokiem wezmą kilkanaście złotych, w niektórych spotkacie prawdziwe perełki, esencję górskiego smaku. Numer jeden, niekoronowana królowa wszystkich wódek – malinówka. Jak ją zrobić – raczej tłumaczyć nie musimy, zalanie malin spirolem, cukrem i wodą powinno załatwić sprawę. Rzecz w tym, że najlepiej smakuje nie w domowym zaciszu przy ekranie komputera lub telewizora, ale na drewnianym stole ustawionym w jakiejś przytulnej barówie w zaśnieżonej miejscowości. Karpacz, Białka Tatrzańska, może Szklarska Poręba. Bez różnicy, ważne by najpierw solidnie się zmęczyć łażąc po górach lub jeżdżąc po stoku, a dopiero potem skorzystać z doskonałego smaku malinowego trunku. Serwują go tam niemal wszędzie, raczej nie będzie problemów z odnalezieniem lokalu rozlewającego malinówkę.

Numer dwa? To propozycja, z której najlepiej skorzystać wysoko w górach. Weźmy choćby Karkonosze. Śnieżka nie jest jakimś wielkim kolosem na tle choćby karpackich szczytów, ale na trasie do niej znajdziemy co najmniej trzy schroniska, wszystkie położone na przyzwoitej wysokości. Według nas spokojnie możecie zatrzymać się w każdym, nawet jeśli zabalowanie w tych miejscówkach odbędzie się kosztem zaniechania zdobycia szczytu. Siadacie sobie pośród zaśnieżonych zboczy i zamawiacie herbatę z prądem – wódką, rumem, albo nawet jakąś nalewką. Wokół śnieżyca, wiatr, zimno, mokro – a wy w bezpiecznej enklawie z gorącym, podwójnie rozgrzewającym napitkiem.

Czy może być piękniej? Cóż, po wypiciu kilku rozgrzewaczy mogłaby się przydać winda, ale dla wyjątkowo strudzonych wędrowców jest przecież opcja noclegu w schronisku.

Co zrobić zaś, jeśli akurat nie chce wam się wędrować pół Polski, by napić się malinówki i herbaty z rumem w góralskich chatach? Można pójść śladem ludzi związanych z fundacją Rak’n’Roll i zdobyć Koronę Warszawy (szczegóły – klik!), rozgrzewające trunki przyjmując gdzieś w stolicy.

Komentarze


Tagi: , , ,



Back to Top ↑