Shot weekendu: kieliszek dobrze zamrożonej substancji

Opublikowano Lipiec 11, 2015 | przez lucky bastard

Clipboard01

Dziś nie będzie ani o kolorowych drinkach z palemką, ani o wymyślnych mieszaninach z mlekiem czy innym sokiem z gumijagód. Dziś wersja wyłącznie dla prawdziwych facetów. Przesadzamy? Absolutnie nie. Mieszkamy w Polsce i chcemy, czy nie chcemy, to smykałkę do picia mamy we krwi, zakorzenioną od pokoleń. Czy faceta, który przesadnie krzywi się na widok kielicha dobrze zamrożonej substancji, a co za tym idzie – pić nie potrafi – uważamy za niedorobionego? Jak najbardziej tak. Bo to mniej więcej jak z Japońcem, który nie potrafi włączyć komputera, albo Włochem jedzącym pizzę nożem i widelcem.

Minusów właściwie brak. Szot jest tańszy niż wymyślne trunki. No, może problemem jest smak, ale tylko na początku. Po trzeciej czy czwartej kolejce wódka, cytując klasyka, zaczyna wchodzić jak woda. Wiadomo – można wspomagać się przeróżnymi soczkami czy napojami gazowanymi, ale z czystą jak z whisky. Jedni wypicia bez wymieszania po prostu sobie nie wyobrażają, a inni podobną praktykę uważają za skrajną profanację. I rzecz jasna nie mówimy tu o wódkach kolorowych, które są zabawkami dla gimnazjalistek.

Sytuacje jednak są różne. Czasem, co doskonale znamy z imprez, na stanie zostaje wyłącznie wódka. Polak, człowiek surwiwalu, nawet gdy nie jest wybitnie wprawiony, powinien zacisnąć zęby i być prawdziwym facetem. Wódka nie smakuje jak szwajcarska czekolada, ale swoją powierzchowną cierpkość i nieprzystępność rekompensuje doznaniami duchowymi.

„Niech nie ośmielą się wydawać sądów o wódce ci, którym nie jest ona potrzebna. Jeśli ludzkość osiągnęła dotychczas cokolwiek trwałego w sensie ducha, to właśnie alkohol” – pisał Marek Hłasko w „Umarli są wśród nas”.

Gdyby była możliwość, to zadalibyśmy pytanie ogółowi: kto uważa, że wódka nie jest potrzebna? Odzew byłby mniej więcej taki, jak w podstawówce, kiedy pani pytała: dzieci, które z was chce pochwalić się wypracowaniem? Jedna, góra dwie podniesione ręce. Najczęściej platoniczna parka – kujon i kujonka. Znienawidzeni, odrzuceni. Dwa alieny. Tak samo jest z piciem wódki. Nie każdy praktykuje co tydzień, ale jak już jest okazja, to przestępuje z nóżki na nóżkę i odlicza dni, potem godziny. Wódka to katalizator emocji. Wyciąga sekrety, przyśpiesza relacje międzyludzkie. No i – przeważnie – nie ma po niej takiego kaca, jak po winie czy whisky.

I jeszcze jedno. Wiecie co odróżnia, albo przynajmniej powinno odróżniać nas od Rosjan? Umiar. My potrafimy pić z klasą. Nie do zapaści, nie do tarzania się w rzygowinach. Na koniec, trochę ku przestrodze, przypominamy fantastyczną rolę Janusza Gajosa. Z kultowego filmu pokazującego, że przesadna miłość do białej może się źle skończyć.

 

Komentarze


Tagi: , , ,



Back to Top ↑