Skarlans – film dokładnie taki, jak planowano

Opublikowano Październik 26, 2013 | przez Gofrey

 zdj

54-minutowa produkcja youtube’owa rozpoczyna się apelem o pomoc dla małego Franka, dotkniętego chorobą nowotworową. Następnie otrzymujemy informację, że film powstał po to, by pokazać że wysokobudżetowe szmiry równie dobrze mogą zastąpić szmiry kręcone bez jakiegokolwiek budżetu. Cel? Ten główny, związany ze zbiórką pieniędzy – szczytny, godny pochwały i trzymamy kciuki, by jak najszybciej udało się go osiągnąć. Ten poboczny – już został zrealizowany. Skarlans to szmira porównywalna z tymi kinowymi komediami, które od lat równie dobrze można by kręcić w garażach na kamerach wbudowanych w smartfony.

O co właściwie chodzi? Background jest następujący: raper Gorzki oraz Paweł Bilski, zajmujący się produkcją filmową, postanawiają zrobić za darmo to, czym nieudolnie trudni się większość polskich filmowców pracujących przy komediach. Wrzucić kilka gwiazd w sztampową, oklepaną i nudnawą fabułę, dopisać im kilka równie oklepanych gagów, a następnie nakręcić, starając się przyciągnąć publikę znanymi nazwiskami.

Normalnie kosztuje to setki tysięcy złotych, które przeznacza się na gażę dla gwiazd zapełniających choćby „Kac Wawę”, następne setki inkasuje scenarzysta-gamoń i reżyser-pierdoła, w finale zaś pałeczkę przejmują marketingowcy. Oni postanowili zrobić to za darmo – nakłonili do współpracy m.in. Kasię Cichopek, zespół Monopol, Krzysztofa Ibisza, Rafała Mroczka, Miśka Koterskiego i Michała Milowicza, po czym wcisnęli ich w dość banalną historyjkę o celebrytach.

Co w tym takiego fajnego? Właściwie niewiele. Poza wspomnianym charytatywnym charakterem całej akcji całkiem błyskotliwe jest użycie do wyśmiewania celebrytów… samych celebrytów. Cichopek, Misiek Koterski czy – przede wszystkim – Jędker to przecież niemal symbole generacji artystów, którzy wypadli „Pudelkowi spod ogona”. W filmie tymczasem z dużym dystansem szydzą z celebrytów, którzy jak dotąd „gówno zrobili” i raczej „gówno zrobią”, a ich jedyną szansą na przetrwanie jest wieczny lans. Jest nawet morał – lans przemija, celebryci świecą co najwyżej przez sezon.

Plusami są też ze trzy śmieszne gagi (Piotr Świerczewski – i przede wszystkim sposób, w jaki został zapowiedziany – czapki z głów!), może dwa fajne dialogi i ciekawa zabawa słowem w tytule nawiązującym do Skarżyska-Kamiennej. Reszta to nuda przeplatana uczuciem rezygnacji i walką, by nie wyłączyć. Wyświetlenie jednak warto nabić, podobnie jak udostępnić dalej. W końcu po krótkim wstępie, gdzie pojawia się numer konta małego Franka, można z czystym sumieniem wyłączyć. Aha, polecamy epizodyczną (w sumie wszyscy bohaterowie grają epizodyczne) rolę aktora grającego „Tatuńcia”. Nie będziemy wam zdradzać co i jak, ale ten konkretny dialog świetnie się ogląda. Okolice dwudziestej pierwszej minuty.

 

Komentarze


Tagi: , , , , ,



Back to Top ↑