Skaryfikejszyn. Ludzie żyją gościem z pociętą twarzą…

Opublikowano Lipiec 13, 2015 | przez ZP

maxresdefault

Zawsze mieliśmy wrażenie, że Internet to piękne miejsce. Ogromne możliwości. Znakomity sposób na spędzanie wolnego czasu. Tysiące informacji na wyciągnięcie ręki, setki fantastycznych zdjęć, historii, artykułów. Doskonałe żarty, kreatywna społeczność.

No dobra. Bez jaj. Internet bywa fajny, ale przede wszystkim: jest jak zimny prysznic. Jest jak wiadro lodowatej wody wylanej prosto na łeb. Jest jak przypomnienie, że ten cały fantastyczny słoneczny świat za oknem zamieszkują ludzie inni niż my…

Że ten cały fantastyczny słoneczny świat za oknem pełen jest Karolów. Karolów takich jak Karol Skaryfikejszyn, alias „Karol, człowiek, który został idiotą” tudzież „Karol, człowiek, który został Popkiem”.

Karol z wyglądu przypomina gimnazjalistę przygotowującego się do testów licealnych. A raczej przypominał. Przejście z dzieciństwo w dorosłość u naszego Karola nie przebiegało bowiem do końca normalnie. Otóż bohater naszej historii postanowił wejść w świat dorosłych z pewnym atrybutem swojej męskości, z jakąś widoczną oznaką twardości, której przecież Karolowi z pewnością nie brakuje. Karol więc, śladem jednego ze swoich idoli, niejakiego Popka, postanowił wykonać u siebie skaryfikację.

Skaryfikacja to proces, w którym nabywa się blizny za pomocą profesjonalnego zabiegu wycinania (wydrapywania, wypalania…) skóry. Innymi słowy, skaryfikacja to jakaś niesłychana chujowizna, którą fundują sobie muzycy lub gimnazjaliści, szpecąc już na zawsze swoje urocze twarze obfitymi bliznami. Popka jesteśmy w stanie zrozumieć – gość postawił wszystko na jedną kartę, przyjął przydomek „Popek Monster” i stwierdził, że maksymalnie upodobni się do potwora. Tatuaże na gałkach ocznych, skaryfikacje, bla bla. Chujowy, ale jednak – pomysł na wizerunek sceniczny. Coś jak ten wydziarany od stóp do głów typ z klipów, Skeleton Boy.

Karol jednak jest w innej wadze. On wyrwał sobie skórę z połowy pyska, bo tak zrobił jego idol i – jak już się wydało – kumpel bądź nawet kilku kumpli. Karol wpieprzył na fejsa zdjęcia, jak leży z zakrwawioną mordą na łóżeczku, a całość szybko rozeszła się po sieci. Jego sesja zdjęciowa zyskała 4,5 tysiąca udostępnień, na Facebooku szybko powstały strony fanów Karola oraz tych, którzy Karola uznają, prawdopodobnie słusznie, za gamonia bez mózgu.

On sam wydał zaś odezwę do hejterów.

Wypadałoby skomentować słowami jego idola:

Zostawmy jednak na chwilę Karola. Świat jest pełen ludzi, którzy robią sobie krzywdę z idiotycznych przyczyn. Bardziej martwi nas chyba fakt, że koleś naprawdę stał się sławny. Filmiki z jego udziałem ogląda po kilkadziesiąt tysięcy osób, strony na Facebooku, zarówno te wyszydzające kaliskiego buntownika, jak i te, które udzielają mu wsparcia wyrastają jak burdele w Sankt Pauli. Rośnie liczba udostępnień, komentarzy, lajków. Za moment facet pewnie pójdzie do „Rozmów w toku”, a potem może nawet wystąpi gościnnie w „Warsaw Shore”.

Internet… Lodowatym kubłem na łeb nie jest fakt, że w jakimś miasteczku istnieje facet, który pociął sobie twarz, by upodobnić się do idola. Lodowatym kubłem na łeb jest fakt, że gość stał się wirtualnym celebrytą. Że „ludzie tym żyją”, że „ulica o tym mówi”. Jest tyle poważnych problemów na świecie, w Polsce, na każdym z osiedli, a ludzie trwonią swój czas udostępniając filmik typa ze szpetną facjatą.

Internet. Bloody hell.

Komentarze


Tagi: , , , ,



Back to Top ↑