Słomki po 900 dolców, czyli gwiazda wpada do Polski

Opublikowano Maj 7, 2013 | przez ZP

beyonce gramy 615 reuters

W programach typu „Late Show with David Letterman” gwiazdy lubią wychodzić na zajebiście wyluzowane osoby. Dowcipne, z dystansem do siebie, otoczenia, generalnie całego świata. Jednak telewizja, jak wiadomo, kłamie…

Prawdziwe oblicze ludzi sławnych można zobaczyć nie w wywiadach, a w codziennych sytuacjach, na przykład przed koncertami. I tak gdy czytam o wymaganiach niektórych muzyków, dochodzę do wniosku, że są nienormalni. Totalnie oderwani od rzeczywistości.

W Polsce niebawem pojawi się Beyonce. Dla jednych symbol popu, dla innych obiekt regularnie powtarzanego samogwałtu przy gorących fotkach. Tak czy siak – gwiazda.

No i ta właśnie diva domaga się, by w jej garderobie papier toaletowy miał kolor… czerwony. Żądanie zupełnie dziwaczne, tak, jakby białym czy zielonym gorzej podcierało się dupę.

Idźmy dalej: wiedzieliście, że istnieją na świecie słomki do napojów warte 900 dolarów?! Od razu dodam, obrotne Polaczki, że nie można dostać ich za free do shake’a w McDonaldzie. Są wykonane z… tytanu i pija się przez nie schłodzoną, jonizowaną wodę. Czyli taką, jaką uwielbia Beyonce. Nasza wokalistka jara się nią bardziej niż Jayem-Z, ponieważ działa antybakteryjnie i spowalnia proces starzenia się.

No więc Amerykanka wymaga w swojej garderobie owych słomek. Pragnie jeszcze czegoś: by każdy z członków ekipy technicznej miał na sobie strój wykonany w 100 % z bawełny. Organizatorzy i tak powinni cieszyć się, że padło na tę tkaninę, a nie na jedwab…

Jeśli uważacie, że Beyonce jest pierdolnięta, posłuchajcie tego: Lady Gaga żąda, by przed występem dostarczono jej… manekina o gęstych, różowych włosach łonowych. Jednocześnie odmawia wyjaśnienia, do czego jej służy. Może to i lepiej – nawet moja, nieco chora psychika, ma jakieś granice perwersji.

Organizatorzy Orange Warsaw Festiwal powinni więc cieszyć się, że nie zaprosili autorki hitu „Paparazzi” na swoją imprezę. Beyonce, mimo wszystko, wydaje się przy Gadze mniej odjechana.

W naszej stolicy nie chciałbym też oglądać Britney Spears. I to nawet nie dlatego, że z wyglądu nie ma już raczej nic wspólnego ze słodką lolitką z piosenki „Baby one more time”. Chodzi o co innego: Amerykanka nie wyjdzie na scenę, jeżeli do jej garderoby nie dostarczy się wcześniej ryby z frytkami, fig, suszonych śliwek, pasty do zębów i… cheesburgerów.

Hm, jeśli Spears zawsze śpiewa po takim zestawie, to gdzieś tak koło drugiej piosenki musi łapać ją kurewskie rozwolnienie. Szczęście, że nieprzywykli do takich performance’ów Polacy nie zobaczą tej scenicznej sraczki na żywo.

W tym tekście jak na razie darłem łacha tylko z pań, pora wyprowadzić kilka ciosów w kierunku panów.

Marylin Manson. Nie tylko wygląda jak efekt eksperymentów doktora Henry’ego Frankensteina, on jeszcze sam lubi sobie przetestować różne historie. Oto przed wyjściem do publiczności nasz hollywodzki Quasidomo lubi dziabnąć żelki Haribo, a potem zapić je butelką absyntu. I tych właśnie dwóch fantów wymaga od organizatorów.

Ów mix korzyści tak jakby nieco tłumaczy oryginalne zachowanie Marylina w trakcie show.

Mamy jeszcze Axla Rose’a, kojarzycie, to ten  gwiazdor światowego rocka, co to jest na tyle odważny, że jakiś czas temu zagrał w Rybniku. No więc facet  ma prywatnego przewodnika duchowego, który wychodzi na scenę przed nim, by sprawdzić, czy aby nie ma na niej złych mocy. Dodatkowo koleś lubi sobie dziabnąć przed koncertem… no zgadnijcie, co?

Facet kocha mocne pierdolnięcie, więc mogliście pomyśleć o whisky, wódce, piwie, a najpewniej o połączeniu wszystkich tych trunków.

Ha, nic z tego!

Rose rozsmakował się w konsumpcji… kwadratowych melonów. Ciężko je dostać, płaci się za ten owoc jak za diament, ale co zrobić – celebryta wymaga, organizator zapierdala.

 

Komentarze


Tagi: , , ,



Back to Top ↑