Ślub – serdecznie polecam

Opublikowano Maj 6, 2014 | przez Gofrey

kuba

Według wielu to coś jak napis „game over” w oldskulowych grach przygodowych. Śmierć towarzyska, koniec rozrywki, definitywne zerwanie ze wszelkimi przyjemnościami. Ślub. Ostateczność, którą uruchamia się zazwyczaj w przypadku wpadki, ewentualnie grubo po trzydziestce, gdy wytaczanie się z taksówki nad ranem staje się coraz bardziej karykaturalne.

W wieku 24 lat ślubować wierność, dopóki śmierć nie rozłączy? W świecie, w którym nie do końca wiesz, gdzie się obudzisz jutro rano, w świecie, w którym pracę zmieniasz częściej niż szczoteczki do zębów, w świecie gdzie „wieloletnia przyjaźń” oznacza każdą znajomość dłuższą niż jeden semestr na studiach czy spędzony wspólnie rok w korpo?

A jednak mam wrażenie, że ślub od każdej strony – jako pakt z Bogiem dla wierzących, jako symboliczna umowa dla tych wierzących nieco mniej, jako wyraz miłości, ale i jako deklaracja monogamii aż po kres dni – to właśnie jeden z ostatnich bastionów normalności w tym coraz mniej „normalnym” świecie. Wzięty świadomie, z akceptacją wszystkich konsekwencji i wynikających z niego korzyści oraz obowiązków – to coś, co trzyma jeszcze tę podupadającą, starzejącą się i coraz bardziej dziadziejącą cywilizację w jakichkolwiek ryzach.

Po pierwsze – wymóg naprawiania. Widziałem swego czasu hulający po sieci ckliwy obrazek z dziadkiem wyjaśniającym dlaczego wraz z babcią legitymują się tak długim stażem małżeńskim. Odpowiedź: pochodzimy z czasów, gdy zepsute rzeczy się naprawiało, a nie wyrzucało. Małżeństwo niemal wymusza „naprawianie”, uświadamia jak ważna jest cierpliwość, wyrozumiałość i akceptacja błędów. Widzę po swoich znajomych – rozstających się z przyczyn absurdalnie głupich – że cierpią, bo z błahych przekomarzanek wyrosły wielkie kłótnie, które zakończyły ich poważne związki. Nie twierdzę, że ślub to niezawodne panaceum na bezpodstawne fochy i irracjonalne kłótnie, ale to z pewnością coś, co uświadamia jak beznadziejnie krótkowzroczni jesteśmy zabijając się o kompletnie nieistotne sprawy. Szczególnie kobietom, które z awantur o drobnostki uczyniły osobny dział sztuki.

Po drugie – spokój i pewność. Gwarancja, że zawsze jest gdzie wrócić, że zawsze jest się komu zwierzyć. Szczególnie gdy żona jest jednocześnie przyjacielem, co moim zdaniem jest jednym z warunków wspólnego życia.

Po trzecie wreszcie – schodząc już na ziemię z tych nieco patetycznych i wzniosłych pobudek – to naprawdę kapitalna impreza, zarówno w kościele, gdy widzisz dziesiątki albo i setki znanych twarzy, jak i na weselu, choćby tym najskromniejszym i najtańszym, w gronie najbliższej rodziny i przyjaciół. Życzenia, szczere i wzruszające, nawet od ludzi z którymi ostatni raz widziałeś się w 1979, nawet od tych, których nie spodziewałeś się jeszcze kiedykolwiek zobaczyć. Szlochający rodzice przy błogosławieństwie, bramki (oczywiście z racami, jakżeby inaczej), śpiewy…

Ostatnio Rysiek Peja na płycie Mesa rapował: „naturalne jak założenie rodziny”. Ślub to świetna przypominajka od cywilizacji/społeczeństwa/Boga/przodków, jakkolwiek chcielibyście to definiować. Przypominajka, że na ziemi nie jesteśmy po to, by opowiadać ziomkom o kolejnych zdobytych skalpach. Naturalne jest stworzenie rodziny, naturalne jest kojarzenie się w pary, naturalna – bo przechowywana przez ludzkość od wieków – jest monogamia i wierność. Świat się zmienia, ludzie się zmieniają, zmieniają się wierzenia, przekonania, obyczaje, ale ślub nadal jest taki sam, nadal stanowi jeden z niewielu stałych elementów w świecie trzęsącym się od dynamicznych przemian. A gwarancja stałości i pewności jest w tych czasach jeszcze droższa i jeszcze bardziej wartościowa, zapytajcie w swoich bankach.

Instytucja, która przetrwała tyle lat, tyle różnych filozofii, tyle epok, tyle kulturalnych rewolucji i zrywów to musi być coś wyjątkowego. Nawet jeśli wmawiają wam, że to koniec wolności i przyjemności.

Moim zdaniem to dopiero początek. Którego życzę każdemu i każdej z was.

Komentarze


Tagi: , , , , , , ,



Back to Top ↑