Słuchasz disco-polo? Nie, no co ty! W życiu! Nigdy!

Opublikowano Styczeń 19, 2013 | przez kozak

1

Trudno, przyznaję. Ja uwielbiam ją. Tę piosenkę. I wcale nie jest mi z tego powodu głupio.

 

Obrazek pierwszy.

– Ale disco-polo to nie będziesz puszczał na weselu? – pyta kolega o niezwykle wyrafinowanym muzycznym guście.

– Oczywiście, że będę.

– Nie no, daj spokój. To już lepiej niech będzie jakaś muzyka… nie wiem… klubowa?

– Nie, będzie „Jesteś szalona”.

– O nie… Chyba kpisz.

 

Obrazek drugi.

„Kolega o niezwykle wyrafinowanym muzycznym guście” już mocno dziabnięty kiwa się na parkiecie i wydziera: „Jesteś szalona, mówię ci, zawsze nią byłaś, skończ już wreszcie śnić!”. Śpiewają wszyscy, wszyscy uśmiechnięci, ale oczywiście każdy z osobna powie, że nie śpiewa, tak tylko podryguje, w oczekiwaniu na jakiś lepszy, mniej prostacki kawałek. Z osobna – nikt nie lubi „Boysów”, ale dziwnym trafem wszyscy ci ludzie zebrani do kupy tworzą grupę, która tłucze refren już siódmy raz.

Dziwna sprawa, co? Polacy najlepiej bawią się przy piosenkach, których się wstydzą.

Sylwester w telewizji. Na scenie grupa „Weekend”. Osobiście nie znam ani jednej osoby, która by mi powiedziała, że lubi piosenkę „Ona tańczy dla mnie”, ale z jakiegoś niewyjaśnionego powodu tłum ludzi zna każde słowo, zna melodię i śpiewa razem z wokalistą. Nie wyglądają na przymuszanych, powiedziałbym raczej, że bliżej im do euforii. Ale jak się już rozejdą, jak wyleczą kaca, to będą rozmawiać między sobą: – Ale że „Weekend” zaprosili? Obciach, co?

Po miesiącu wszyscy przy wspólnych rozmowach dochodzą do wniosku, że w sumie to byłoby lepiej, gdyby zamiast tego wiejskiego „Weekendu” zaprosić Staszka Sojkę. Albo Grześka Turnaua. Na ulicach cichosza, na chodnikach cichosza, nie ma Mickiewicza i nie ma Miłosza… Ale byśmy się pobujali. Byłoby SZAMPAŃSKO!

To trochę jak z porno. Nikt nie ogląda, ale jakoś statystyki temu przeczą. Kto nabił „Weekendowi” 40 milionów wyświetleń teledysku, też do końca nie wiadomo. Może to błąd w systemie?

Teraz ja, trudno, niech będzie. LUBIĘ PIOSENKĘ „ONA TAŃCZY DLA MNIE”. I wśród tych 40 milionów wyświetleń jest też moje. Możecie mnie zmasakrować w komentarzach, ale nie mam zamiaru już dłużej udawać: podoba mi się! Jeśli miałbym zrobić imprezę, to puściłbym właśnie ten kawałek. Nagrałbym na płycie jako co czwartą piosenkę. Hmm… „Nagrałbym”. Nagrałem, to się stało. Znajomi się skrzywili – że co, że my będziemy tego słuchać? Ale co było dalej, to na pewno wiecie.

Boooooooo… (kto po prostu przeczytał „boooooo”, a kto podświadomie zanucił?)

„Newsweek” dał „Weekend” na okładkę. Niby po to, żeby wytłumaczyć fenomen tej grupy i zbadać gust Polaków, wręcz trochę nad tym gustem zapłakać. Ale w rzeczywistości oni po prostu liczą, że co dziesiąty słuchacz „Weekendu” kupi tę gazetę, zachęcony pierwszą stroną. Patrzcie, fuj, my się tym brzydzimy, bleee – ale może chcielibyście o tym poczytać i nam sypnąć groszem, co? Tak z pięć złotych? Pewien felietonista, bodaj Marcin Meller, napisał, że podoba mu się jak ironicznie do „Ona tańczy dla mnie” podeszli kibice Legii. I sobie puszcza filmik, na którym śpiewają. TO TAKIE IRONICZNE. 

Ironia natomiast polega na czym innym (bo na pewno żadnej ironii w śpiewach kibiców nie ma) – skoro facet ten filmik puszcza, to znaczy, że po prostu podoba mu się kawałek „Weekendu”. Jednak wciąż zżera go wstyd. Pewnie jak jest sam, to czasami sobie odtworzy, ale zaraz potem zżerają go wyrzuty sumienia. „Nie mogę tego słuchać, jestem taki inteligentny”.

 

PS Taki bonusik – jak „Weekend” wkroczył do świata medycyny…

Zrzut ekranu 2013-01-19 o 04.14.54

Komentarze




Back to Top ↑