Smaki dzieciństwa, czyli najlepsze słodycze lat 90.

Opublikowano Luty 17, 2015 | przez lucky bastard

Zajawkowe L9dM8SU

Opublikowano Luty 17, 2015 | przez lucky bastard

0

Ostatnio chciałem odwiedzić pięcioletniego siostrzeńca, więc przedtem wybrałem się do spożywczaka, by kupić mu coś słodkiego. Podstawowy problem – co wybrać? Całe półki wyładowane różnego rodzaju szitem, a on na coś – oczywiście nie pamiętam na co – jest uczulony. Poza tym jest dosyć marudny i nie wszystko lubi. Zdecydowałem, że lepiej będzie niczego mu nie kupić, niż rozczarować go jakimś badziewiem. W ten właśnie sposób mały stracił szansę na słodką niespodziankę.

Te 20-25 lat temu, kiedy sam byłem w jego wieku, sprawa była o wiele prostsza. Na rynku nie było zbyt wielkiego wyboru, a dzieci były zdecydowanie mniej wybredne. Tak naprawdę wszyscy lubili wszystko. Przypomnijmy więc najlepsze smaki lat 90-tych. Z pewnością je pamiętacie.

Jogurt owocowy

Tak zwany sztos początku dekady. Jaki był? Po prostu słodki i jakże inny od wszystkiego, co można było znaleźć na sklepowych półkach. Po spożyciu musowo trzeba było oblizać pojemnik.

Guma Donald

Był to produkt, o którym powstawały piosenki, i to wcale nie reklamowe. Po prostu kultowa sprawa. W środku pyszna guma i krótka, obrazkowa historyjka. Najlepiej smakowała przy komiksie „Kaczor Donald” – lub w późniejszych czasach „Gigant”- w sobotnie przedpołudnie, przy telewizyjnych bajkach Disneya.

Kuku Ruku

Wafelek z historią. Po pierwsze: wpadająca w ucho, głupawa piosenka, którą dzieciaki chętnie przerabiały na nieco mocniejszą wersję. Po drugie: naklejki w środku, które wklejało się do albumu, by wygrać piłkę lub inną podobnej klasy nagrodę. Najtrudniej było znaleźć w środku obrazki z numerami 97, 98 i 99 – trafienie ich to była dopiero wielka sprawa. No i na końcu sam wafelek, w tamtych czasach po prostu idealny. Marketingowy strzał w dziesiątkę.

Serek homogenizowany

Jadło się go samego lub z rodzynkami, zawsze smakował perfekcyjnie. Co ważne, w niektórych miejscach wciąż jest dostępny, chociaż trochę w cieniu produktów wielkich korporacji. Tym bardziej warto do niego wrócić.

Guma Turbo

Kolejna guma, ale o zupełnie innym smaku oraz z obrazkami z samochodami w środku. W pewnym wieku po prostu nie wypadało dalej wcinać Donaldów i trzeba było przerzucić się na Turbo. Aż do momentu głośnej plotki krążącej wśród dzieciaków – guma jest rakotwórcza. To była dopiero szokująca wiadomość, a dla wielu jedna z trudniejszych decyzji w dotychczasowym życiu – żuć czy nie żuć?

Andruty

Można je było jeść na tysiąc sposobów, zawsze smakowały świetnie. Andruty również są dostępne dziś, trzeba tylko dobrze poszukać. Wystarczy jeden krążek, by przypomnieć sobie smak dzieciństwa.

Vibovit

Tak, to też trzeba potraktować jako słodycz. Z jakiegoś niezrozumiałego powodu ktoś napisał w instrukcji, że Vibovit powinno się rozpuszczać w wodzie. Dzieciaki jednak nie dawały się na to nabrać. Obowiązkowo jadło się sam proszek, a później starannie rozdzierało torebkę i wylizywało wszystkie zakamarki. Cała paczka Vibovitu w kilkanaście minut? W tamtych czasach nie było to żadne wyzwanie.

Kasza manna

Kiedy w domu nie było niczego słodkiego, zawsze awaryjnie można było zjeść kaszę manną. To znaczy poprosić mamę o jej przyrządzenie, bo z perspektywy dziecka przypominało to skrajnie skomplikowaną operację. Na kaszę manną zawsze czekało się w kuchni i zawsze… opłacało się czekać.

Sunquick

To raczej druga połowa lat ’90, ale produkt z pewnością kultowy. Po co było pić zwykłą wodę, kiedy można było wlać do niej trochę magicznego syropu? W wielu domach z Sanquicka przygotowywano całe dzbanki, i to kilka razy dziennie. Z nudów można było skosztować też nierozcienczonego syropu, też smakował dobrze.

Cola Cao

Dla wielu Cola Cao było jedyną opcją, dzięki której można było regularnie pić mleko. Koniecznie na ciepło i koniecznie bardzo dokładnie wymieszane.

Guma-papieros

Smakiem nie powalały, ale w końcu nie smak był ich główną siłą. Kto z was nie próbował kiedyś szpanować takimi papierosami?

Twistos

Dziś można zjeść chipsy w każdym smaku, a niektóre są tak obrzydliwe, że nie ośmielimy się chociażby wspomnieć ich nazwy. A klasyki gatunku nie sposób dostać. Potraficie spojrzeć na powyższe zdjęcie i z czystym sumieniem przyznać, że nie macie na nie ochoty?

Oranżada

Według niektórych teorii spożywanie jej bardziej niszczyło wątrobę, niż dwadzieścia lat picia wódki. Ale to raczej niemożliwe. No bo czy trucizna mogła tak dobrze smakować? W latach 90-tych trudno było sobie wyobrazić bardziej orzeźwiający napój.

Komentarze


Tagi: , , , ,



Back to Top ↑