Śmieci na wallu. Co wrzucać, żeby zostać wyśmianym.

Opublikowano Maj 24, 2013 | przez MB

kartka

Praktycznie każdy wśród znajomych na Facebooku ma osoby, które swoimi statusami i zdjęciami robią przysłowiową wiochę. Przeglądając walla najczęściej drzemy z nich łacha bądź też po cichu rozkazujemy Fejsowi zablokowanie zawartości żenujących profili. Zastanawiam się więc, które facebookowe tendencje drażnią najbardziej.

Najczęstszym, a przez to najbardziej klasycznym, czynnikiem wkurwogennym Facebooka są zdjęcia z rąsi, dziubki oraz grupowe samojebki. Robione z góry, z dołu, sprzed lustra, na siedząco, na leżąco, z kotem i na rozjebanym łóżku. Tego typu fotografie świadczą o kilku rzeczach.  Przede wszystkich o absolutnym zachwycie autora nad samym sobą oraz całkowitym braku jakichkolwiek refleksji w tym temacie. Często mówią też: „patrzcie, nie mam żadnych zainteresowań” (osoba ma za to na tyle dużo wolnego czasu, że spędza go na pstrykaniu obrzydliwie słodkich autoportretów).

Do tego typu ekspresji zdążyłem jednak przywyknąć. Trudniej jest natomiast oswoić się z widokiem roznegliżowanych grubasów. Wiele osób otyłych ma skłonności do prezentowania swoich wątpliwych wdzięków na portalu społecznościowym. Pal licho, kiedy są to fotografie z wakacji. Często jednak brzuchaci goście eksponują swoje torsy podczas remontu albo meczu lokalnej drużyny futbolowej. Laski z kolei cechuje nieodparta chęć pochwalenia się nową wyszczuplającą bielizną, z której wylewa się na prawo i lewo. Niesmaczne.

Wspomniane zdjęcia z wakacji też potrafią wzbudzić kontrowersje. Nie jest to jednak związane z pojęciem estetyki. Krajobrazy Turcji, Grecji i Malediwów potrafią być bardzo efektowne. Wynika raczej z narodowej zawiści Polaków, którzy z natury nie lubią, kiedy ktoś ma lepiej. Taką skłonność najczęściej obrazuje „nowy samochód sąsiada”. Na Facebooku funkcjonuje jako „znowu se, kurwa,  na Hawaje pojechał…”.

Użytkownicy portalu chwalą się nie tylko dalekimi podróżami. Dopiero po sukcesie Facebooka okazało się, że powodem do dumy może być jedzenie. Absurd. Ludzie nagminnie fotografują wszystko, co za chwilę zjedzą. Nawet jeżeli jest to schabowy z kapustą w barze „U Grażynki”. Tego typu foty często pojawiają się w albumach „Chorwacja 2009” albo „Wakacyjny relaks z Misiakiem”, ponieważ za granicą nie tylko się wypoczywa, ale też wpierdala na potęgę.

Powodem do wrzucenia nowego zdjęcia mogą być także dzieci. Nie tylko w przypadku, w którym znajomy został szczęśliwym rodzicem. Takimi rzeczami młodzi ludzie raczej się nie chwalą. Za to kiedy stają się wujkami, ciotkami albo ojcami chrzestnymi, momentalnie im odpierdala: „Ja i mój Koteczek :*”, „Słodka buzia Cukiereczka 🙂 🙂 :)”, „Najukochańszy…!!! XD”. Do kurwy nędzy, to nie są Wasze dzieci. Zostawcie je w spokoju. Zamiast pozować do durnych zdjęć, wolą spać i srać w wygodnych kołyskach.

Natomiast kibice piłkarscy wolą się wzajemnie dissować. Tylko niewidomi mogli nie zauważyć komentarzy pod wynikami meczów Barcelony z Realem. „Real to chuje”, „Barcelona to pizdy”. „Jebać Barcę, jebać!!!”, „Madryt śmierdzi, a Ronaldo to skończony pojeb”.

Sport= emocje= rozumiem. Najgłupsze w tym wszystkim jest to, że najczęściej tego typu śmieci wypisują osoby, które nigdy w życiu ani Madrytu, ani Barcelony nie widziały na oczy. Jedyne mecze, jakie obserwowały to Ruch Radzionków kontra Chrobry Głogów. Fanatyczna miłość do zagranicznego klubu, z którym ma się tyle wspólnego, co pszczelarz z fizyką kwantową, jest zwyczajnie śmieszna.

Bawi również zacięcie społecznego komentatora. Wielu użytkowników żyje w przekonaniu, że ich znajomi chcą nie tylko oglądać zdjęcia, ale również czytać wynurzenia dotyczące spraw bieżących z kraju i ze świata. Otóż nie. Mało kogo obchodzi, co myślicie o Smoleńsku, ACTA oraz małżeństwie Olusi Kwaśniewskiej. Wasi znajomi to na pewno światli ludzie o sprecyzowanych poglądach i własnych autorytetach. Czytają tygodniki opinii i przeglądają portale, a od Was oczekują jedynie nowego profilowego oraz dobrej nuty.

Na pewno jednak nie chcą oglądać Waszych butów. Kojarzycie? Nastolatki nagminnie fotografują swoje obuwie. Najczęściej świeżo po zakupach, podczas których dwie stówy od ciotki zainwestowali w Vansy albo Conversy. Często na shopping wybierają się grupowo. Wtedy na Facebooku pojawiają się foty pięciu, sześciu par stóp ułożonych w okrąg. Prawdopodobny podpis: „nasze nowe buciki, jaramy się na maksa, pozdrówki!”. Jest szansa, że być może kiedyś z tego wyrosną.

Tak samo jak z przeświadczenia o niepowtarzalności motywów z Audrey Hepburn i Marylin Monroe.

Komentarze


Tagi: , , ,



Back to Top ↑