Śmierć człowieka analogowego

Opublikowano Luty 23, 2014 | przez MB

writer

Przeczytałem o pierwszej szczoteczce do zębów skonfigurowanej z iPhonem. Specjalna aplikacja od razu informuje użytkownika o długości mycia zębów, jego dokładności, daje wskazówki, co poprawić, jak szczotkować bardziej efektywnie i której strefie jamy ustnej poświęcić więcej uwagi. Zamiast się zachwycić, złapałem się za głowę.

Potem prześledziłem swój stosunek do innych nowinek technologicznych i stwierdziłem, że kompletnie mnie to nie jara. Czy w XXI wieku to normalne?

Nie jestem w końcu Woodym Allenem, który urodził się w czasach, gdy szczytem możliwości technicznych był gramofon. Dzieciństwo upłynęło mi pod znakiem walkmanów, discmanów, płyt CD, tamagotchi, game boyów i pierwszych odtwarzaczy mp3. Przesiadywałem w kafejkach internetowych, grałem u kumpli na konsolach, miałem komputer jeden, drugi, trzeci, w końcu laptopa. Zatrzymałem się na smartfonach, których nie wykorzystuję pewnie nawet w dwudziestu procentach.

iPhone’y, tablety, smartwatche, kindle, odtwarzacze blu-ray, Xbox One to stuff, który kompletnie mnie nie dotyczy. Nie używam, nie potrzebuję, nie chcę. Nie śledzę zapowiedzi, nie czytam branżowych pism, jestem przywiązany do jednej marki komórek. Na telefon za to nie ściągam nowoczesnych jak „Piąty Element” aplikacji, nie mam konta na Instagramie i nie twittuję wcale.

Co gorsza, nie jestem w stanie przerzucić się na Urban Card od trzech lat od jej wprowadzenia. Nie ufam maszynom, czytnikom i terminalom. Dobrze mi idzie jedynie z kartą płatniczą, przez którą notorycznie nie noszę przy sobie gotówki.

I tak się zastanawiam, czy ktoś tak analogowy jak ja może sprawnie funkcjonować we współczesnych realiach, w zdominowanej przez komputeryzację każdej strefie życia? Począwszy od randkowania przez zakupy aż po sam seks.

Czytając artykuły takie jak te o iSzczoteczce obawiam się, że w pewnym momencie zwyczajnie przestanę nadążać. A kto nie idzie do przodu, ten stoi w miejscu. I stanę się takim Woodym Allenem właśnie. Nieprzystosowanym do czasów, w których żyje, nie radzącym sobie z obsługą podstawowych urządzeń, z problemami w komunikacji międzyludzkiej.

Wydaje mi się, że póki ogarniam Facebooka, maile i telefonię komórkową wszystko jest w porządku, ale do czasu. Pewnie jeszcze za mojego życia wszystko to stanie się bezwartościowym archaicznym rupieciem. I co wtedy? Społeczny exodus? Brak wspólnych tematów z zaawansowanymi technologicznie znajomymi? Opinia dziwaka i outsidera? To dobry temat na oscarowy film.

Złapię się za głowę raz, drugi, trzeci aż w końcu nie wytrzymam tego zawrotnego tempa i padnę w połowie dystansu. Nie przejadę się autobusem zgodnie z prawem, nie kupię margaryny, nie zamówię biletu na koncert, nie zadzwonię do nikogo i nie umyję poprawnie zębów. Technologiczny dziesięciobój prędzej czy później mnie wykończy.

Komentarze


Tagi: , , , , , , ,



Back to Top ↑