„Sobowtór diabła” – wstrząsający film o Iraku

Opublikowano Kwiecień 8, 2013 | przez Dżordż

 

hussaijn

 

Czasem w życiu bywa tak, że człowiek ma zajebistego pecha. Wsiądzie do samolotu, który akurat kilka godzin później spadnie do oceanu. Wejdzie na pasy, a kierowca auta rozmawiający przez komórkę nie zdąży się zatrzymać. Trafi w nocy na pijanego psychola z nożem w ręce. To straszne sytuacje, kończące się najczęściej spektakularną, szybką śmiercią.

Bohater filmu „Sobowtór diabła”… marzy o tym, żeby spotkało go coś takiego. Błyskawiczny, nawet bolesny zgon – to coś, czego Latif Yahia gorąco pragnie od ładnych kilku miesięcy. Facet ma dość swojej egzystencji, ponieważ niemal 24/h na dobę spędza w otoczeniu potwora: mordercy, gwałciciela, pedofila. Musi oglądać jego okrutne zbrodnie, ponieważ jest… sobowtórem a zarazem powiernikiem tego skurwysyna.

Udaya Husseina, syna Saddama, nie można nazwać człowiekiem. To nie był jeden z nas. Na pewno. Ludzie, nawet ci chorzy psychicznie, po prostu tak się nie zachowują. Nie torturują innych wyrywając im na przykład obcęgami zęby. Nie zabierają panny młodej z wesela, by brutalnie ją zgwałcić. Nie wciskają siłą do auta młodych, kilkunastoletnich dziewczyn, które następnie biją i wykorzystują seksualnie.

Ta kreatura z Iraku robiła właśnie takie rzeczy. Ten diabeł wcielony wykorzystywał wielką władzę i majątek swojego ojca każdego dnia. Żył w Bagdadzie jak absolutny król świata. Sypiał w swoim pałacu w jedwabnych piżamach, rozdawał współpracownikom złote roleksy, a jego olbrzymią garderobę wypełniały po brzegi szyte na miare garnitury od najznakomitszych projektantów.

Latif Yahia nie miał z rodziną Husseinów więzów krwi. Z Udayem łączyło go tylko to, że chodzili do jednej szkoły. I że byli do siebie bardzo podobni.

Kiedy syn dyktatora szuka dla siebie sobowtóra, przypomina sobie o Latifie. Następnie zmusza go do podjęcia nietypowej pracy. Tak właśnie zaczyna się „Sobowtór diabła”.

Potem oglądamy na ekranie m.in. wszystkie te świństwa, które wyczyniał młody Hussein. Grający obu bohaterów Dominic Cooper jest w tych rolach genialny. Po dwudziestu minutach patrzenia na Udaya zrobiło mi się niedobrze. Miałem ochotę wylać kwas na mordę tego skurwysyna i patrzeć jak zwija się z bólu.

Z kolei Cooper jako Yahia budził we mnie szacunek i współczucie. Respekt za to, że nie oddał się słodkiemu życiu bon vivanta, chociaż mógł robić dokładnie to, co jego szef. Wspołczucie ponieważ Latif, jako dobry, wrażliwy człowiek, czuł się w roli sobowtóra szatana straszliwie.

Raz miał jej na tyle dość, że podciął sobie żyły. Najlepsi w Iraku lekarze zdołali go uratować.

Nie będę wam zdradzał, jak skończyła się relacja Udaya i Latifa – po prostu to sobie obejrzyjcie. Jeżeli lubicie naprawdę mocne filmy, takie, po których człowiek dochodzi do siebie pół dnia, to będziecie zadowoleni. Choć to chyba nienajlepsze słowo – ciężko być szczęśliwym patrząc na taki obraz. Będziecie wstrząśnięci – o, tak brzmi lepiej.

Tuż po napisach końcowych wyguglowałem sobie młodego Husseina. Przypomniało mi się, że został zabity w 2003 roku, w zasadzce zorganizowanej przez amerykańskich żołnierzy. Szczerze to trochę żałuje, że zginął w ten właśnie sposób. Takie bydle powinno odejść z tego świata inaczej: nie błyskawicznie, po otrzymaniu kulki w łeb czy inną część ciała, a powoli, w męczarniach.

Może uznacie, że trochę w tym momencie przesadzam, może i tak jest, nie wykluczam. Ale po tym, co zobaczyłem kilkanaście godzin temu, nadal siedzi we mnie olbrzymia złość pomieszana z niedowierzaniem, że ktokolwiek mógł być AŻ TAKIM skurwysynem. I chyba właśnie fakt, że ciągle nie mogę zapomnieć o tym filmie, jest dla niego najlepszą reklamą.

 

Komentarze

Agresja Udaya
Wrażliwość Latifa
Tempo akcji
Wpływ filmu na psychikę widza

Podsumowanie: Brutalny, doskonały opis życia młodego Husseina w Iraku w latach 80. i 90.

4.5


Ocena użytkowników: 4.1 (10 głosów)

Tagi: , , , , ,



Back to Top ↑