Soundtrack do bezsennej nocy. Moje pewniaki

Opublikowano Wrzesień 6, 2013 | przez Tindowiec

miasto

Nie raz i nie dwa każdy z was zarywał nockę. A to ucząc się, pracując, czy po prostu z powodu niemożności zaśnięcia. Można wtedy oglądać filmy, seriale, szukać końca internetu przeglądając najgłupsze memy, albo czytać Wyszło (wersja dla hardkorowców).

A ja uwielbiam w nocy słuchać muzyki. Nie ma nic lepszego jak słuchawki, otwarte okno (wersja letnia), papieros i widok na nocną Warszawę. A to moje pewniaki, płyty, które zawsze sprawdzają się w takiej sytuacji i zdecydowanie lepiej siadają pod blask księżyca.

GET CAPE, WEAR CAPE, FLY – THE CHRONICLES OF A BOHEMIAN TEENAGER

Debiutancki album składu z Southend. Właściwie to orkiestra jednego kolesia – Sama Duckwortha. Ten hipstersko-nerdowo wyglądający facet w 2007 roku został okrzyknięty jedną z najbardziej interesujących postaci wśród brytyjskich debiutantów. Album, który wyszedł sześć lat temu, trafił wtedy na listę 100 najlepszych płyt roku. Mistrzowskie riffy, hermetyczny klimat, gdzieś w tle gra trąbka, a wszystko podlane tekstami o brytyjskich nastolatkach chcących ogarnąć swoje życie. Późniejsze płyty też są mocne, jednak debiut to jak na razie najlepsze co zrobił Duckworth.

 

KINGS OF CONVENIENCE – RIOT ON AN EMPTY STREET

Jeżeli kiedyś trafię do nieba i będę skakał od chmurki do chmurki, chce żeby z głośników leciała ta płyta. Drugi oficjalny album duetu z Norwegii nie wieje skandynawskim chłodem, wręcz przeciwnie. To płyta niesamowicie ciepła, pełna pięknych melodii, które wlewają się do uszu tak przyjemnie, że nie pozostaje nic innego jak wyciągnąć z pudełka po butach resztkę towaru, nabić wiadro i odlecieć. A „Misread” z miejsca trafiło do TOP 20 (10?) najwspanialszych kawałków jakie słyszałem w swoim życiu

 

KANYE WEST – YEEZUS

Oj, ile szumu ta płyta narobiła. Gówno, West odleciał, skończył się, nie ma pomysłów – dało się słyszeć ze wszystkich stron. A ja wciąż uważam, że to być może jego najlepsza płyta. Trzeba tylko do niej dobrze podejść. Nie spodziewać się kolorowych przestrzeni dźwiękowych jak „Gold Digger” czy „Homecoming” z Chrisem Martinem. To płyta trudna, ciężka, słuchanie jej boli. Ale ważna, w niesamowity sposób oddająca to co dzieje się z Westem. Przerost ego, złamane serce, problemy z samym sobą – Ye jest szczery i słychać to w każdym dźwięku tej płyty. Daft Punk, Omega, czy Nina Simone śpiewająca o wieszaniu przez Ku Klux Klan czarnych niewolników – zmieścić to wszystko na hip-hopowej płycie to nie lada sztuka. Zmieścić tak, żeby wszystko ze sobą współgrało. Świetna płyta na nocne granie, bo wymagająca ciszy i skupienia. Ye, you did it again.

 

THE XX – xx

Mało odkrywcze, bo każdy ten krążek pewnie już słyszał. Najgłośniejszy debiut brytyjskiej muzyki ostatnich lat. Czwórka 19-latków zrobiła płytę, która sprawiła, że miliony ludzi zbierali szczęki z podłogi. KLIMAT, KLIMAT, KLIMAT. To płyta idealna do wszystkiego. Jaranie, wiadomo. Seks? Pięknie siada. Złamane serce? Proszę bardzo. Cisza, noc, księżyc na niebie – coś pięknego. Podstawowa sprawa – dobry sprzęt grający, albo słuchawki wysokiej klasy nie kupione na przecenie w Biedronce. Tu trzeba słyszeć wszystko, każdą linię basu, każdy smaczek. Płyta bliska ideału.

 

KINGS OF LEON – ONLY BY THE NIGHT

Sam tytuł wskazuje, kiedy najlepiej zapuścić ten krążek. Już pierwsze dźwięki otwierającego „Closer” dają ciary. Najbardziej znany album Kings Of Leon, fani spierają się czy najlepszy, dla mnie tak. Płyta wypełniona hitami, „Use Somebody” czy „Sex On Fire” grały przecież wszystkie stacje telewizyjne i radiowe, na czele z Vivą czy Eską. Album do którego można wracać w nieskończoność, nie ma prawa się znudzić. Do przesłuchania łapcie remix wspomnianego wcześniej „Closer”, który jeszcze lepiej współgra z nocnym papierosem.

 

THE FOUNTAIN – SOUNDTRACK

Już w drugim tekście wspominam o filmie „Źródło”, ale warto. Sam film jest genialny, ale nie kopałby w głowę tak mocno, gdyby nie mistrzowski soundtrack wysmażony przez Clinta Mansella. O sile każdej ścieżki filmowej świadczy to, jak radzi sobie jako osobna muzyczna opowieść. A ta sprawdza się świetnie. Idealna do zasypiania, zamknięcia oczu i przeżywania każdego dźwięku. Polecam szczególnie osobom, które filmu nie widziały i nie mają o nim żadnego pojęcia. Włączcie to arcydzieło Mansella i sami stwórzcie sobie historię, którą poczujecie.

 

MOŻDŻER, DANIELSSON, FRESCO – THE TIME

Ta płyta to kołdra, pod którą śpi się najlepiej, najcieplej, najbezpieczniej. Album pod który zasypiałem niezliczone ilości razy. Przeżycie ponad muzyczne. Każde uderzenie w fortepian Możdżera, każde dotknięcie kontrabasu przez Danielssona – to trzeba usłyszeć. Gdybym miał wybrać jedną płytę, która miałaby towarzyszyć mi podczas nocy polarnej, na pewno wziąłbym ze sobą „The Time”. Ten album pachnie nocą.

Komentarze


Tagi: , , , ,



Back to Top ↑