Sport: bossaball, czyli siatkówka na trampolinach

Opublikowano Listopad 4, 2015 | przez ZP

bossaball-3

Nie raz byliście pewnie na grillu u znajomych, którzy – tak się akurat złożyło – mieli małe dzieci. Siedzicie w ogrodzie, popijacie co trzeba, śmiejecie się ze starych czasów. I gdzieś pomiędzy obracaniem szaszłyków a kolejnym drinkiem spostrzegacie, że… w ogródku stoi trampolina. Niewiele myśląc wbijacie się do środka i świrujecie pawiana. Podskoki, wygibasy, salta. Znacie to, nie? Jeśli zrobiliście tak choć raz, na pewno zajaracie się bossaball. Co to takiego? Sport polegający na połączeniu gimnastyki, siatkówki i piłki nożnej.

Zajebistość bossaballa oparta jest na dmuchanym polu do gry – wielki materac, na środku wysoka siatka, a tuż pod nią, po obu stronach, trampoliny. Idealny sport dla tych, którzy chcą się wyżyć. Można – szczególnie, jeśli jesteście amatorami – nieźle się sponiewierać. Dozwolone rzucanie się po całym polu (nic wam się nie stanie, wszystko jest idealnie miękkie), gwoździe w stylu Mariusza Wlazłego, a także spełnianie dziecięcych marzeń o przewrotkach a’la Rivaldo (nie wiem jak wy, ale ja zawsze bałem się, że zrobię sobie z kręgosłupa origami).

W zależności od ustaleń, drużyna może liczyć czterech lub pięciu zawodników. Zasady nieco różnią się od „siatki” – można dotknąć piłkę aż pięciokrotnie (jeden zawodnik może dotknąć ją ręką tylko raz, jak w volleyballu, za to dwa razy nogami lub głową). Kiedy trwa akcja, atakujący stara się osiągnąć jak największy pułap, żeby w kluczowym momencie skutecznie zaatakować. Wiadomo, że największym respektem widzów – ale też skutecznością – cieszą się różnego typu przewrotki czy uderzenia poprzedzone saltem. Mecz toczy się do trzech wygranych setów po 25 punktów.

Największymi profi w tej dyscyplinie są, co zresztą nietrudno odgadnąć, południowcy – Hiszpanie i Brazylijczycy. Są takimi kozakami, że rozgrywają swoje akcje w rytm akompaniującej im muzyki. I to nie tylko tej z głośników – na meczach pojawiają się kibice z bębnami i tamburynami. Tworzy się więc swoista interakcja kibiców z zawodnikami, coś w rodzaju muzyczno-sportowego jamu. Żeby było mało – bossaballiści dorzucają do swoich pokazów różne układy choreograficzne rodem z capoeiry. Tyle elementów na raz, wszystko podszyte improwizacją. Imponujące.

Choć dyscyplina ta nie jest jeszcze popularna w Polsce, dwukrotnie odbyły się w nią już mistrzostwa świata. W 2009 roku wygrali Brazylijczycy, w 2013 – Holendrzy.

Jeśli kiedyś stworzymy cykl pod tytułem „marzenia ściętej głowy”, już wiemy, co wzięlibyśmy na pierwszy ogień: mecz w bossaball naszych złotych siatkarzy z ekipą zebraną przez Zlatana Ibrahimovicia. Potem moglibyśmy już umierać.

 

Komentarze


Tagi: , , ,



Back to Top ↑