Sportowiec: Zamiast plewić ogródek, biegnie po Koronę Ziemi

Opublikowano Lipiec 19, 2015 | przez ZP

man-running-on-beach-sunset

Jeśli zastanawiasz się, jak zebrać myśli, wskoczyć w sportowe obuwie i w końcu wyjść na długo zapowiadany trening – ta historia działa, jak motywator. Chęć udowodnienia nie tylko sobie – ale i światu – że granice w ludzkim organizmie są tylko skalą naszej wyobraźni. Profesor Jan Chmura jako 66-latek zbiera ostatnie szlify przed realizacją kolejnego celu, jakim jest pokonanie maratonu Ameryki Południowej.

Dziekan wrocławskiej Akademii Wychowania Fizycznego, najlepszy fizjolog w kraju, który ma za sobą współpracę z połową drużyn polskiej ekstraklasy piłkarskiej, a z jego usług korzystali nawet zawodnicy FSV Mainz. Naukowiec, który na własnym organizmie postanowił sprawdzić, czy w związku z upływającym wiekiem zdolności sportowca wyczerpują się.

Na dobre przygodę z bieganiem rozpoczął po sześćdziesiątce. Wszystko zaczęło się od zbijania wagi. Profesor Chmura wychodził z założenia, że jeden zbędny kilogram to odczuwalne obciążenie stawów na każdym pokonywanym metrze. Proste równanie – jeden kilogram obciążenia na jeden metr przeobraża się w tonę dźwiganego balastu na kilometrze. Działa na wyobraźnię, a zwłaszcza w dojrzałym wieku nieźle potrafi zmotywować do odłożenia kolejnego kawałka ciasta. Dziś 66-letni Chmura waży około 60 kilogramów. Taki poziom tkanki tłuszczowej po raz ostatni miał ponad 45 lat temu, zaczynając długi romans z AWF-em.

Najpierw miało być rekreacyjnie, by się co nieco poruszać, zgubić kilka kilogramów i poprawić krążenie w – bądź, co bądź – organizmie emeryta. Każdy trening skrupulatnie analizował. – Miałem tę przewagę, że po badaniu, wiedziałem czy na drugi dzień podnieść intensywność, czy może lekko zrzucić z tonu – opowiada profesor. Pierwszy start zaliczył w 2012 roku w Półmaratonie Ślężańskim. Powiedział sobie, że co jak co, ale na pokonywanie półmaratonów to go nie stać. Faktycznie, z półmaratonami skończył, ale na rzecz jeszcze większego wyzwania. Jeszcze w tym samym roku Chmura pokonał maraton wrocławski. Chciał się zamknąć w czterech godzinach. Udało się, z trzyminutowym zapasem.

– Mam 66 lat i w ciągu dwóch lat udało mi się zdobyć Koronę Polski, pokonując ten szczególny dystans w Dębnie, Krakowie, Poznaniu, Warszawie, no i oczywiście we Wrocławiu. Teraz postawiłem przed sobą kolejne wyzwanie. Chcę zdobyć Koronę Ziemi, czyli pokonać maraton na siedmiu kontynentach, z Antarktydą włącznie – zapowiada profesor Chmura, który na swoim koncie ma już skalpy z Jerozolimy, Nowego Jorku i Berlina. Jednak życiówkę zaliczył w Hannowerze, kończąc bieg z wynikiem 3:22’57. Przyznacie, że taki czas zdumiewa? Zresztą o jego umiejętnościach przekonali się nawet Amerykanie, bo Chmura w kategorii sześćdziesięciolatków największego maratonu świata zajął drugie miejsce! – Naprawdę to nie są wyniki na miarę mojego wieku. To jest coś niespodziewanego, ale uświadomiłem sobie, że 40-50 lat temu miałem ogromny potencjał, by zostać zawodowym lekkoatletą. Nikt jednak nie potrafił tego u mnie wykryć, stąd zrobiłem to sam – mówi Chmura, który trenuje obecnie cztery razy w tygodniu. – Jeśli mówimy o typowym treningu maratończyka, to faktycznie biegam cztery razy na tydzień, dawkę zwiększam tylko przed zawodami. Rozgrzewka liczy u mnie około 5 kilometrów, a podczas całego treningu pokonuję mniej więcej 30 kilometrów. Oczywiście, do treningów nie zaliczam wypadów na basen, czy rower, bo to zwykła rekreacja. Do tego codziennie robię 900 brzuszków. 500 powtórzeń rano i 400 wieczorem.

Rocznik 1949. A jednak można?

Za tydzień profesor Chmura stanie przed kolejnym etapem w drodze po Koronę Ziemi. Wystartuje w Rio de Janeiro i rozpocznie końcowe odliczanie na swoim maratońskim szlaku. Po Ameryce Południowej, zostaną mu do pokonania jeszcze Afryka, Australia i wieńcząca kurs Antarktyda. Jest pewny, że to osiągnie i jako jeden z kilkunastu Polaków będzie mógł się szczycić tym faktem. Dziś nie chce nawet mówić o karierze biegacza, bo karierę to robił w nauce, a sport – pomimo kapitalnych wyników – wciąż uważa za przygodę i frajdę. Frajdę jakże odmienną od tej, którą jego rówieśnicy odczuwają przy plewieniu ogródka.

Komentarze


Tagi: , , , ,



Back to Top ↑