Sporty, w które wkręciłem się przez Eurosport

Opublikowano Lipiec 9, 2013 | przez MB

snooker

Kanał telewizyjny Eurosport wywołał u mnie zamiłowanie do niecodziennych sportów. Nie stałem się od razu ekspertem, za to namiętnie śledziłem ciekawostki proponowane przez francuską stację. Niektóre z nich wydawały się człowiekowi za młodu tak kuriozalne, że aż interesujące. Do tego stopnia, że przeszedłem etap całkowitego znużenia piłką nożną.

Zaczęło się chyba od snookera, który okazał się absolutną rewolucją. Wciągnąłem się, mimo że nigdy wcześniej nie trzymałem w ręku kija. Geniusz Ronniego O’Sullivana, Shauna Murphy’ego czy Johna Higginsa był dostrzegalny nawet dla totalnego naturszczyka. Największym fighterem okazał się jednak błyskotliwy Paul Hunter, którego śmierć wstrząsnęła mną bardziej niż wypadek Księżnej Diany.

Zawodnicy zachwycali niespotykaną precyzją, opanowaniem i cierpliwością. Sama zaś gra wydawała się niezwykle dostojna, elegancka i na poziomie. Jak gdyby parali się nią wyłącznie arystokraci. Choć nigdy nie uważałem się za takowego, to jednak świat szyku i dobrych manier zawsze mnie pociągał.

Potem zobaczyłem jak wygląda zawodowa gra w dart. Wow! Sokole oko, pewna ręka, przemyślana strategia. Tylko zawodnicy trochę inni od snookerzystów. Jak prezentuje się przeciętny gracz? Łysina, duży brzuch, niski wzrost, opcjonalnie wąs. Czyli aparycja przeciętnego żłopacza piwska. Wydaje się jednak, że w innych niż osiedlowa speluna warunkach, nie idzie złapać bakcyla tego sportu.

Co innego z curlingiem. Nie mam zielonego pojęcia, jak można postawić pierwsze kroki w tym sporcie. Istnieją jakieś szkółki, sks’y? Działają ligi juniorskie? Tak czy siak przypuszczam, że dziewięćdziesiąt procent populacji uważa go za najnudniejszy na świecie. Pozostałe dziesięć procent to gracze, ich rodziny i ja. Jest bowiem coś niezrozumiale pięknego w sunącym po lodzie „czajniku” i niedorzecznie urzekającego w gościach zasuwających z miotłami. Dziękuję ci Eurosporcie. Jeszcze tylko spraw mi takie zajebiste buty.

Albo kolarzówkę. Przyjemność z jazdy na rowerze pozostała. Niestety miłość do oglądania kolarstwa w telewizji przepadła. Choć swego czasu była ogromna. Mimo że w istocie nic kompletnie się nie działo. Przynajmniej do momentu finiszu. Główna część trasy to iście hipnotyzująca rozrywka dla najwytrwalszych. I wcale nie mówię tu o zawodnikach, a kibicach. W przetrzymaniu tych maratonów niewątpliwie pomagał legendarny duet Jaroński-Wyrzykowski. Gadać godzinami o widokach wokół trasy czy jednostajnym ruchu peletonu – to jest mistrzostwo świata.

Jest jeszcze Texas Hold’em. Ktoś, kto wpadł na pomysł, by transmitować turnieje pokerowe, zasługuje na najlepsze posiłki do końca życia. To najbardziej dramatyczny i emocjonujący ze znanych mi sportów. Piłka nożna? Please… Zwroty akcji, zaskakujące posunięcia, kanty, blefy, kamienne twarze. Sam jestem jednak zbyt wielką cipą, by grać kumplami na hajs. Dlatego oglądam Eurosport ,„Casino Royale” i „Wielkiego Szu”.

Z nadzwyczajnych jak na telewizję zjawisk pamiętam jeszcze silne uzależnienie od zawodów rąbania drewna, siłowania na rękę oraz rzutu kłodą.

Niestety, nigdy w życiu nie uprawiałem żadnego z tych sportów. Jedyny postęp, jaki poczyniłem, to bilard i złapanie się za kij. Nie dość, że nie zraniłem nim nikogo wokół stołu, to jeszcze nawet wbiłem kilka kul.

Komentarze


Tagi: , , , , , ,



Back to Top ↑