Spóźnienie, czyli najprostszy sposób, by okazać brak szacunku

Opublikowano Grudzień 10, 2014 | przez lucky bastard

xw4rBEV

Żyjemy w czasach, w których ciągle na coś czekamy. Na przystanku, na światłach, w kolejce do kasy, na posiłek w restauracji, na uruchomienie komputera, na koniec przerwy reklamowej – po prostu na wszystko. Gdyby to zsumować, wyszłaby pokaźna ilość czasu, którą tracimy dzień w dzień. W taki sposób skonstruowany jest współczesny świat i trudno się z tego tytułu specjalnie zżymać. Gorzej, kiedy bezsensownie czekamy z powodu czyjegoś spóźnienia. Nad taką sytuacją trudniej już przejść do porządku dziennego.

Czas jest dziś niezwykle cenny, więc trzeba tępić ludzi, którzy w głupi sposób nam go kradną. Oni zazwyczaj podają tysiące wymówek, z których płynie tylko jeden przekaz: „mój czas jest cenniejszy od twojego”. Kiedy umawiamy się z kimś na konkretną godzinę – nieważne czy w sprawach biznesowych, czy towarzyskich – spóźnienie najczęściej świadczy o braku szacunku. A trudno o spotkanie w przyjaznej atmosferze, kiedy na wstępie przyjmuje się tego typu policzek.

Wiadomo, zdarzają się wypadki losowe, których nie da się przewidzieć. Jednak każdy z was z pewnością zna przynajmniej jedną osobę, która notorycznie się spóźnia. Kogoś, kto zasadę kwadransa akademickiego przeniósł w pozostałe sfery życia. Człowieka, który swoim zachowaniem sprawia, że – nie chcąc bezsensownie czekać – sami spóźniamy się na spotkania z nim. Niestety, tego typu postawy stają się coraz bardziej powszechne.

Tego typu ludzie często spóźniają się „podwójnie”. Czekając na spotkanie z takim delikwentem w końcu wykonujemy telefon z jakże zasadnym pytaniem – gdzie jesteś? W odpowiedzi słyszymy, że jest już w drodze, chociaż de facto lata jeszcze w gaciach po domu. Żeby jednak nas nie denerwować, po raz kolejny rzuca słowa na wiatr i, przy okazji, po raz kolejny nie okazuje należytego szacunku.

Dlaczego ludzie w ogóle się spóźniają? Jest to pochodna braków w wychowaniu i, co za tym idzie, w kulturze osobistej. Nasza punktualność nieodzownie łączy się z tym, co wynosimy z domu. Jeśli spojrzeć szerzej, łatwo wskazać całe regiony, w których ludzie mają luźniejsze podejście do czasu. W Ameryce Łacińskiej czy na południu Europy spóźnialstwo jest czymś w rodzaju cechy narodowej. Jeżeli nikt z rodziny czy znajomych nigdy nie kładł nacisku na punktualność, to siłą rzeczy dzieci nie mają skąd czerpać odpowiednich wzorców.

Poza tym punktualność nie jest typem zachowania, którego łatwo uczyć dzieci od najmłodszych lat. Przykładowo: jeżeli rodzice wożą swoje pociechy do szkoły, to tylko od nich zależy, czy spóźnią się na pierwszą lekcję, czy nie. Nauczyciele też mają ograniczone pole manewru, bo trudno karcić uczniów z powodu kiepskiej organizacji rodziców. Punktualności można uczyć i wymagać dopiero, kiedy młody człowiek w jakimś stopniu się usamodzielni. Innymi słowy, 10-latek zazwyczaj wie, że należy jeść z zamkniętymi ustami, sprzątać po sobie i ogólnie być grzecznym, ale nie ma pojęcia co robić, by się nie spóźniać.

Przy punktualności bardziej niż wychowanie liczą się realia, w których dany człowiek funkcjonuje. Rzadziej spóźniają się ludzie z mniejszych miast i wsi, bo nauczyli ich tego lokalni przewoźnicy. Jeżeli z jakiegoś miejsca odjeżdża jeden lub dwa autobusy dziennie, to brak punktualności oznacza kompletnie zdezorganizowany dzień. A kiedy metro śmiga raz na trzy minuty, czas ma zdecydowanie mniejsze znaczenie.

Nigdy nie jest za późno, by zrezygnować ze złych nawyków. Warto przy tym uświadomić sobie, jak nasze zachowanie może być postrzegane przez innych. Najłatwiej posłużyć się przy tym oklepaną regułką, mającą zastosowanie przy większości elementarnych zasad savoir-vivre’u: zachowuj się tak, jak chcesz, by inni zachowywali się wobec ciebie.

Komentarze


Tagi: , ,



Back to Top ↑