Sprzedaż płyt a gust muzyczny. Polacy to wielka niewiadoma

Opublikowano Październik 15, 2014 | przez MB

kupicha

Portal Onet.pl opublikował niedawno zestawienie najchętniej kupowanych polskich płyt XXI wieku. Polityczna poprawność nie pozwoliła autorom skomentować jego wyników. My nie mamy z tym problemu.

Pierwsza rzecz. W tytule zestawienia dziennikarze Onetu zastanawiają się „jak zmieniały się gusta Polaków?”. To spora podpucha dla czytelników, bo każdy mniej lub bardziej uważny obserwator polskiej sceny muzycznej zorientuje się, że na przestrzeni lat 2001 – 2012 te gusta nie zmieniały się ani na jotę.

2001, 2002 – Ich Troje, 2003 – Łzy, 2004 – Krzysztof Krawczyk, 2005 – Krzysztof Kiljański, 2006 – Piotr Rubik, 2007, 2008 – Feel, 2009, 2012 – Andrzej Piaseczny, 2010 – Ania Dąbrowska, 2011 – Zakopower, 2013, 2014 – Dawid Podsiadło.

Prawdziwa wolta stylistyczna następuje, jak nietrudno się domyślić, dopiero w 2013. Dobry rok to też 2010, gdzie triumfowała najambitniejsza laureatka „Idola”. Pozostałe dotychczasowe lata XXI wieku to ewidentna dominacja miałkiego, niesmacznego i niewyszukanego popu (Ich Troje, Łzy) grafomanii (Feel, Andrzej Piaseczny) oraz ukrywania mało znaczących treści pod płaszczykiem czegoś wzniosłego (Piotr Rubik, Krzysztof Kiljański). To także kontynuacja mody na rodzimy folk rozpoczęty niegdyś przez Golec uOrkiestra. Góralszczyzna nowego wieku ma twarz Zakopower i głupiego jak podhalańska stodoła hitu „Boso”.

Feelowi niedaleko do Ich Troje, Krawczykowi po drodze z Piasecznym. Kiljański udaje polskiego Sinatrę, Rubik polskiego Palestrinę. Wszystko w linii prostej, jak po sznurku. Przez dwanaście lat zmiany tendencji wśród słuchaczy to zwykły mit. Co roku pojawiał się ktoś, kto zaspokajał te same nikczemne gusta. Nawet Anna Dąbrowska, choć w całym zestawieniu faktycznie bryluje, nie zdobyłaby aż tak dużego rozgłosu, gdyby nie program rozrywkowy w komercyjnej stacji telewizyjnej.

Wniosek jest taki, że statystyczny polski odbiorca muzyki nie ewoluuje. Niechętnie słucha nowości i lekką ręką poddaje się głosu tłumu. Tak przynajmniej wynika z artykułu opublikowanego przez portal.

Druga rzecz jednak jest taka, czy w XXI wieku muzyczny gust Polaków faktycznie należy mierzyć ilością kupionych przez nich płyt? Przecież oni tak samo jak reszta świata od długiego czasu nabywają muzykę w Internecie, korzystają z YouTube’a, Soundclouda i innych, używają iPodów i od lat jeżdżą na duże festiwale muzyczne.

Sprzedaż płyt, jak wiadomo, leci na łeb, na szyję. Wynik kilku, kilkunastu tysięcy to prawdziwa mizeria, która o niczym tak naprawdę nie świadczy. W dzisiejszych czasach liczą się zupełnie inne statystyki. Wyświetlenia, lajki, pobrania. Biorąc je pod uwagę, klasyfikacja generalna mogłaby wyglądać zupełnie inaczej. Nawet jeśli zapuścilibyśmy się w poszukiwaniach aż do 2001 roku. Na popularność i frekwencję na koncertach w XXI wieku nie mogły narzekać tak skrajnie ukierunkowani wykonawcy jak Behemoth, Pogodno, Hey, Vader, Sistars, Monika Brodka czy Slums Attack. Każdego z nich już wtedy można było złapać w sieci, ściągnąć albo odsłuchać.

Zestawienie Onetu, który w roli idola nastolatek nadal najchętniej widziałby Piaska a ulubieńcem ich mam nazywał Krzysztofa Krawczyka, pokazuje jak bardzo zastałe, zaśniedziałe i zrobaczałe są tendencje polskich słuchaczy statystycznych. Ciężko jednak uznać ten ranking za wymierny, nawet jeśli uwzględnia sukces Dawida Podsiadło. Świadomy polski słuchacz równie często sięga bowiem po Julię Marcell, Fissmola, Patrick The Pan, Petera J. Bircha albo Króla, którzy swoją muzyką zdecydowanie odcinają się od mainstreamu. Podobni artyści cieszą się popularnością, mają stałe grono odbiorców i od kilku lat z powodzeniem tworzą równolegle z Rubikiem, zespołem Feel czy Zakopower.

Jak zatem najbardziej wiarygodnie zmierzyć gust polskiego odbiorcy? Najlepiej tego nie robić. O gustach ponoć się nie dyskutuje.

Komentarze


Tagi: , , , , , , , , , ,



Back to Top ↑