Stare wygi z pierwszej ligi: Red Alert 2

Opublikowano Kwiecień 5, 2014 | przez Gofrey

W cyklu o starych grach, które do dziś wspominamy z sentymentem i odpalamy razem z piosenkami Mieczysława Fogga, mieliśmy na rozkładzie Deluxe Ski Jumping i Pizza Syndicate, ale sytuacja geopolityczna zmusiła nas do modyfikacji planów. Szalony i knurowaty rosyjski premier, jego demoniczny doradca, bezradna Ameryka i III wojna światowa. Jak moglibyśmy sobie tego odmówić. Na ekrany wjechał bodaj najsłynniejszy przedstawiciel cyklu „Command and Conquer” – „Red Alert 2”. I nie schodził z nich przez ostatnie dwa tygodnie.

Dzieciaki urodzone w dniu premiery tej gry poginają obecnie do gimnazjum, a mimo to Red Alert nadal nas wciąga i pochłania – zarówno zróżnicowaniem jednostek i po prostu świetną mechaniką rozgrywki, ale i doskonałą fabułą. To od tej ostatniej wypada zresztą zacząć – historia jest bowiem skrojona na miarę wysokobudżetowego filmu wojennego, co łatwo sobie wyobrazić oglądając niesłychanie profesjonalne cut-scenki z udziałem żywych aktorów. Wszystko aż kipi stereotypami – rosyjski premier to wiecznie czerwony burak, amerykański prezydent – lowelas z wyżelowaną fryzurą i doklejonym uśmiechem, generał armii aliantów – twardy kowboj z silnym akcentem bluzgający na „komuchów” (gra go Barry Corbin znany między innymi z filmu… „Gry Wojenne”), ale to przerysowanie i wyrazistość jedynie uatrakcyjnia całą rozrywkę.

redalert2_carville05

Do rzeczy. Skąd nasze skojarzenia z Putinem i obecną sytuacją polityczną? Gra rozpoczyna się w momencie wielkiej inwazji na Stany Zjednoczone – tradycyjnie już w pył obrócona zostaje Statua Wolności, a rosyjski desant szybko zdobywa teren. Już w programie instalacyjnym, zresztą również utrzymanym w klimacie gry, dowiadujemy się z kolei, że II Wojny Światowej… nie było.

Dzięki wymyślonej przez Alberta Einsteina maszynie do podróży w czasie, alianci zlikwidowali Hitlera zanim zdążył sprowadzić na Europę wojenny kataklizm. Takie mieszanie w przeszłości zaowocowało jednak wojną ze Stalinem, a następnie trwałym podziałem Europy – przebiegającym naturalnie po granicy Polski z Niemcami (to jeden z dwóch momentów, gdy wspomina się nasz kraj, drugim jest misja rozgrywana właśnie w tym miejscu, na styku dwóch światów). Po wojnie ze Stalinem w jego fotelu alianci obsadzają nieco marionetkowego premiera. Marionetkowego – do czasu.

Premier Romanow, prawdopodobnie pod wpływem mogącego wpływać na umysły Yuriego, buntuje się i rusza na podbój całego świata. Dalej jesteśmy już tylko my i dwadzieścia cztery misje, po 12 na każdą ze stron konfliktu. Aha, przez grę prowadzą nas asystentki, obecne we wspomnianych cut-scenkach. Wspominamy o tym teraz, bo to jedna z tych zalet, które dla czytelnika Wyszło są najważniejsze. Wyglądają one tak:

redal

redal3

Sama mechanika gry? Bardzo rozbudowana gra w „kamień, papier, nożyce”. Po kilku pierwszych misjach czujemy już mniej więcej „kto-kogo”. Wysyłając jednego komandosa SEAL możemy rozbić całą piechotę wroga, ale naszego elitarnego zawodnika rozłoży na łopatki pierwszy z brzegu wrogi czołg, o specjalnych wieżyczkach obronnych nie wspominając. Gigantyczne ośmiornice (!) są wyjątkowo odporne na wszelkie rakiety, ale już pisk delfinów bojowych (tak!) zamiata je w kilka sekund.

Całość polega więc na kombinowaniu i próbie balansu w taki sposób, by nie zaskoczyła nas ani jedna jednostka wroga. Raz przy obronie jednego budynku w kampanii wyszkoliliśmy miliard jednostek lądowych, ale ani jednej jednostki z działkiem przeciwlotniczym. Wystarczył jeden oddział lotniczy i mogliśmy tylko biernie patrzeć na ekran z napisem „mission failed”.

Jeśli chodzi o wady – wymienilibyśmy chyba tylko dość ubogi tryb „bitwy”, ale biorąc pod uwagę jak ważna jest tu fabuła i filmowe przerywniki nie dziwimy się, że nie przyłożono do tego elementu zbyt wielkiej wagi. Zresztą dodatek naprawia ten tryb, dodając możliwość gry w zespołach i tym podobne frykasy. Poza tym – bez wad. Grafika się nie zestarzała, akcja nadal grzeje jak stary dziennikarz przy weekendzie, dynamika gry to wzór na lata, a kreatywność twórców przy jednostkach, kolejnych punktach zwrotnych w kampanii i tworzeniu klimatu to poziom wciąż nieosiągalny dla większości twórców gier.

Najlepszą recenzją i jednocześnie poleceniem odświeżenia gry niech będzie fakt, że już ukończyliśmy dodatek „Yuri’s Revenge” i powoli przymierzamy się do Red Alert 3. Kopanie sowieckich tyłków to jednak zawsze znakomita rozrywka…

Komentarze


Tagi: , , , , ,



Back to Top ↑