Steve Jobs. Historia człowieka trudnego w obsłudze

Opublikowano Listopad 19, 2015 | przez lucky bastard

steve

Dobrze zrobiona biografia to jeden z naszych ulubionych gatunków filmowych, ale, no właśnie, dobrze zrobiona. Najczęściej filmy te opowiadają o wszystkim, lecz nie o tym, o czym powinny. Niby są przedstawione fakty z życiorysu bohatera, który – skoro doczekał się filmu – zapewne osiągnął coś spektakularnego, obserwujemy jego wzloty, upadki, drogę na szczyt. Oglądamy taką biografię, po czym wychodzimy z kina i zadajemy sobie pytanie: kim on, do cholery, tak właściwie był?

Po obejrzeniu „Steve’a Jobsa” gryzie nas coś zupełnie odwrotnego: doskonale wiemy, jakim Jobs był człowiekiem, ale nie mamy pojęcia, co osiągnął. To znaczy – jasne – znamy tę postać, żyjemy na tym świecie, używamy produktów firmy, którą wzniósł na wyżyny. Ale gdybyśmy dopiero co przylecieli z Marsa, nie mieli pojęcia o ziemskich sprawach, obejrzeli ten film, zapytalibyśmy tylko o jedno: fajnie, świetna opowieść o trudnym człowieku, wiemy już o nim wszystko, ale co ten chłop takiego zrobił, że kręcą tu jego biografię?

Danny Boyle nie stworzył filmu o życiorysie Steve’a Jobsa, nie domalował obrazka do powściągliwej notki z Wikipedii. Wybrał tylko trzy pozornie mało istotne momenty z jego życia (debiut trzech produktów – Maca, NeXT-a i iMaca) i wokół nich zbudował całą fabułę. Podzielił ją na trzy części – pokazał, jak wyglądało 40 minut przed uroczystą prezentacją każdego z komputerów. Ostatnie poprawki, ustalenia, rozmowy. Czterdzieści minut, z zegarkiem w ręku. Aż do wejścia na scenę. Pojawiają się tylko te wątki, które mają posłużyć do zbudowania odpowiedniego portretu postaci. Kompletnie pominięta jest walka z chorobą czy rozkręcanie studia Pixar, nie wiemy nic o dzieciństwie Jobsa czy o tym, jak w ogóle doszło do stworzenia urządzeń, które przecież zrewolucjonizowały świat – a to przecież równie ważne momenty jego życia.

W telegraficznym skrócie, film wygląda tak: początek, dialog, dialog, dialog, dialog, dialog, dialog, dialog, dialog, dialog, dialog, dialog, dialog, dialog, dialog, dialog, dialog, dialog, dialog, dialog, dialog, dialog, dialog, dialog, dialog, dialog, dialog, dialog, dialog, dialog, dialog, dialog, dialog , dialog, dialog, dialog, dialog, dialog, dialog, dialog, dialog, koniec.

Serio. W tym filmie CAŁY CZAS toczy się rozmowa. I to niejedna, lecz kilka na raz. Jobs rozmawia ze swoją córką, żeby po chwili zaczepił go jeden z podwładnych. W międzyczasie stojąca obok współpracownica kontroluje czas i podpowiada, ile minut pozostało do wyjścia na scenę. Co chwilę pojawia się nowy człowiek, który czegoś chce. Nowa awaria, którą trzeba się zająć. Nowa informacja, którą trzeba wykorzystać. Nowy problem, z którym trzeba się zmierzyć. A w środku tego wszystkiego Jobs. I my, wędrujący za nim jak najwierniejszy pies.

Jakiego Jobsa dostajemy w tym filmie? Cukierkowego gościa, którego życie jest usłane różami, a my mamy tylko bić brawo i podziwiać jego kolejne osiągnięcia? Przeciwnie. Widzimy faceta, który nieludzko traktuje swoich podwładnych, kompletnie nie liczy się z ich zdaniem, wypiera się własnej córki, nie chce pomóc finansowo – mimo milionów na koncie – matce swojego dziecka. Tyran, który, w miarę upływu klatek, zaczyna rozumieć samego siebie, łagodnieje, dostrzega swoje ułomności.

Jeśli chcecie pójść do kina i wyluzować się po ciężkim dniu, przesiedzieć dwie godziny w lekkim odmóżdżeniu i zajadać popcorn – sorry, wybierzcie inny film. „Steve Jobs” wymaga pełnego skupienia przez cały czas, ba, wręcz przygotowania, odrobienia pracy domowej. Jeśli nie znasz podstawowych faktów z jego życiorysu, niektóre sceny mogą wydać ci się dziwne, niejasne, będziesz rozpaczliwie szukał na ekranie kolejnych tropów, ale zamiast rozwiązania zagadki dostaniesz kolejną łamigłówkę.

Komentarze

Podobieństwo wizualne do prawdziwego Jobsa
Uroda 19-letniej Lisy
Cierpliwość współpracowników Jobsa
Bezczelność głównego bohatera

Podsumowanie: Warto. To biografia, w której poznacie człowieka, a nie jego życiorys. Cyferki na koncie i pasmo sukcesów stoją gdzieś z boku faceta, który – w przeciwieństwie do jego produktów – jest dość trudny w obsłudze.

4.2


Ocena użytkowników: 0 (0 głosów)

Tagi: , , , , , ,



Back to Top ↑