To straszne jak łatwo jest dziś zostać uznanym za talent

Opublikowano Styczeń 23, 2014 | przez Dżordż

im-talented

Znajoma wrzuca na Facebooka tandetny filmik, na którym przez niespełna minutę wyglądająca jak striptizerka laska wije się do dziwacznej muzyki. Podsumowuje go zdaniem o autorze: „Mam zdolnego kolegę”. Czytam to z niedowierzaniem i dochodzę do smutnego wniosku: w dzisiejszych czasach szalenie łatwo zostać uznanym za talent.

Kiedyś, żeby powiedziano o człowieku per zdolny, naprawdę trzeba było coś umieć. Pisać mądre książki (Tyrmand, Hłasko), grać wysublimowaną muzykę (Komeda) lub też w poważnych filmach (Gajos, Holoubek). Dziś status osoby utalentowanej błyskawicznie osiąga pierwsza lepsza fajtłapa.

Blogerka modowa wrzuci na stronę trzy propozycje stylizacji i już, zaraz kilkaset osób będzie widzieć w niej nową Annę Wintour.

Jakiś nieudacznik napisze nowelkę długości „Naszej szkapy”, którą potem odpowiednio wypromuje potężne wydawnictwo, i pach, studenciki wmówią sobie, że oto narodził się kolejny Janusz Głowacki.

Dwudziestokilkuletni aktorzyna zagra w kilku odcinkach serialu – do którego dialogi mogłyby spokojnie pisać kasjerki z Tesco – i to generalnie wystarcza, by media obwołały go nowym Zbigniewem Cybulskim.

Właściwie co dziedzina życia, to wysyp beztalenć czczonych, nie wiadomo z jakiego powodu, przez masy. A właściwie to… wiadomo. Niestety, ale większość społeczeństwa to matoły. A tym potrzeba do szczęścia naprawdę niewiele. Jedna piosenka z umcyk-umcyk w refrenie, jedna książka, w której słowo kurwa występuje tak często, jak przecinek i już, nasze głąby zakochują się w danym „artyście”.

Może robią to dlatego, że wydaje im się, iż sami mogliby tworzyć podobne „dzieła”? Jeśli tak jest, to zapewne… mają racje. Większość polskich celebrytów jest na takim poziomie, że rzeczywiście pierwszy lepszy z brzegu człowiek mógłby na niego bez większych problemów wskoczyć.

Są też oczywiście w tym kraju osoby inteligentne, które także często źle oceniają umiejętności danego artysty. Dlaczego? Ja tłumaczę to sobie tak: w dzisiejszych czasach ludzie przyzwyczajeni są do pośpiechu. Jedzą, pracują, a nawet srają w sprinterskim tempie. Ciągle brakuje im na wszystko czasu, więc żeby jakoś to życie ogarnąć zamieniają się w klony Usaina Bolta. Tyle że on biega na maksymalnych obrotach przez niespełna 10 sekund, a my przez prawie 24h na dobę, siedem dni w tygodniu.

W ten sam sposób, w jaki intelektualiści egzystują, oceniają też niestety innych. Nie mają chyba siły, ochoty i przede wszystkim właśnie czasu, żeby dogłębnie poznać danego artystę (lub „artystę”), więc na podstawie fragmentu piosenki/filmu/ książki wyrabiają sobie o delikwencie zdanie. Czasem rzeczywiście tak krótkie spotkanie ze sztuką pozwala się do niej ustosunkować, ale są to przypadki skrajne, kiedy mówimy o kimś naprawdę wybitnym lub wybitnie… beznadziejnym. Na rzetelną ocenę całej reszty potrzeba jednak czasu. A tego nam brakuje, więc ferujemy wyroki na podstawie intuicji, jakże często zawodnej.

Opinie wydajemy też w oparciu o zdanie znanych dziennikarzy lub portali, które w danej materii dorobiły się miana eksperta. Często wystarczają nam np. dwa zdania krytyka, mieniącego się znawcą kina, żeby stwierdzić: tak, to na pewno jest dobry film. A że nawet go nie widzieliśmy? No cóż, wychodzimy z założenia, że ten znany facet/portal nie może się przecież mylić.

Wiecie co? Życie nauczyło mnie, że to błędna teza. Poznałem kilku ekspertów od futbolu, kuchni, kina i literatury, i w wielu przypadkach po dłuższej rozmowie okazywało się, że tacy mądrzy to oni niestety wcale nie są. To znaczy owszem, mają jakieś tam pojęcie o wykonywanym przez siebie zawodzie, ale żeby od razu byli wytrawnymi znawcami tematu? No nie bardzo.

Na koniec tego tekstu pozwolę sobie na odrobinę melodramatyczny apel do mądrzejszej części społeczeństwa (głupsza i tak nie doszła do tego momentu): zanim wrzucicie kogoś na Olimp sztuki, zanim zdecydujecie się sławić imię takiej osoby na swoich wallach, Twitterach i Instagramach, poświęćcie na poznanie delikwenta więcej niż piętnaście minut. Więcej niż kwadransa trzeba też oczywiście, by z całą pewnością strącić kogoś do piekielnych czeluści…

Komentarze


Tagi: , , , ,



Back to Top ↑