Studentki wykorzystane przez „profesora”. Na co liczyły?!

Opublikowano Listopad 5, 2015 | przez lucky bastard

celwalls.com_2652

Natrafiliśmy dziś na niecodzienną informację – jakiś 69-letni dziadzia z Poznania przebrał się za profesora wyższej uczelni i postanowił wykorzystać swój fałszywy status do… oglądania nagich studentek. Wyszukiwał swoje ofiary na uniwersyteckich korytarzach, zagajał na wypełnienie ankiety, a później proponował nietypowe, rozbierane badanie – chciał sprawdzać ciepłotę ciała przez naklejanie na nie wilgotnych karteczek (!?). Całość puentował nakłanianiem do tzw. innych czynności seksualnych.


Przebieraniec został zatrzymany, policja przeszukała jego mieszkanie i okazało się, że jego badania prowadzane były na szeroką skalę – prawdopodobnie od lat 90. udało mu się nakłonić do niego prawie 300 studentek. Tyle wypełnionych ankiet zostało zabezpieczonych przez funkcjonariuszy.

Cóż… na pewno ciężko staruszkowi odmówić kreatywności, co oczywiście nie zmienia faktu, że cały jego misterny plan trudno wcisnąć w ramy obowiązującego prawa. Mówimy tu o zwyrolu i rzeczy godnej jedynie pogardy – co należy podkreślić jasno i wyraźnie – ale im dłużej myślimy nad tą sprawą, tym bardziej jedna kwestia nie daje nam spokoju, a mianowicie: zachowanie drugiej, poszkodowanej strony.

Czyli biednych studentek.

Niby autorytet związany z tytułem profesora może działać cuda, ale dajcie spokój… jak można zgodzić się na coś takiego? Badanie ciepłoty ciała… W toalecie albo w zwykłej sali… Przecież to śmierdzi na kilometr. Nawet ci świrnięci praksterzy prawdopodobnie mieliby problem, by wpaść na coś takiego.

Zastanawiamy się, co myślały sobie dziewczyny, które powiedziały: dobrze profesorze, spróbujmy…

– że ich rozebranie się przyczyni się do rozwoju nauki, a kto wie może i do przełomowego odkrycia?

– a może założenie o bezinteresowności jest niewłaściwe? Jak czytamy na stronie Głosu Wielkopolskiego, mężczyzna oferował badanym pomoc w uzyskaniu zaliczenia egzaminów.

Tak czy siak, obie wersje są dla naszych studentek dość niekorzystne. Doskonale wiecie, co oznaczają. Naszym zdaniem w grę wchodziła przede wszystkim zwykła naiwność, dość charakterystyczna dla tej grupy, ale nie damy sobie uciąć żadnego członka, że właśnie tak było. Nie bronimy „profesora”, mamy nadzieję, że solidnie za to beknie, ale „boki” tej sprawy są dość zastanawiające. Przypominamy, że może chodzić o blisko 300 dziewczyn, a to już dość reprezentatywna grupa…

Komentarze


Tagi: , , ,



Back to Top ↑