Supermoce Nokii 3310

Opublikowano Luty 20, 2017 | przez MB

Nokia poświata

Słynna, a dla niektórych nawet mityczna Nokia 3310 powraca. Jej odświeżona wersja zostanie zaprezentowana już 26 lutego podczas targów Mobile World Congress w Barcelonie. Z tej okazji przypominamy wszystkie niesamowite właściwości, które posiadał ten niepowtarzalny telefon, kiedy wchodził na rynek.

Nokia 3310 w świadomości użytkowników pojawiła się dokładnie w 2000 roku. Szał na nią był tak ogromny, że fińska firma sprzedała ponad sto dwadzieścia milionów egzemplarzy. Z biegiem lat telefon stawał się coraz bardziej popularny i memogenny, by ostatecznie przejść do historii jako urządzenie mobilne, któremu żadne inne wcześniej i później nie dorównało.

Pod względem technologicznym tę legendarną komórkę od współczesnych smartfonów dzielą lata świetlne. Nie miała dotykowego ekranu, nie łączyła się z Internetem, nie robiła zdjęć, nie kręciła filmów, nie było w niej Snapchata, ale drzemały w niej supermoce, o których Galaxy i inne Xperie mogą tylko pomarzyć.

Nokia 3310, jako jedyny znany nam telefon, była niezniszczalna i niezatapialna. Gdyby istniała już w 1912 roku, to ona najprawdopodobniej zostałaby transatlantykiem typu Olympic i przetrwałaby zderzenie z górą lodową. Dzięki temu, że była tak wytrzymała, używanie pokrowca do niej, było zupełnie zbyteczne. Nie istniała taka siła, która byłaby w stanie ją złamać, nadkruszyć lub przedziurawić. Robiła dziury w parkietach i chodnikach, a jej wyższość musiał uznawać nawet diament. Jeśli ktoś się uparł i koniecznie chciał zrobić jej krzywdę, musiał użyć drugiej Nokii 3310.

kamizelka

Zniszczenie tego telefonu było właściwie niemożliwe, tak samo jak wyczerpanie jego energii. Źródełko nigdy nie wysychało. Nawet jeżeli na ekranie pojawiała się informacja o jednym procencie baterii, to i tak nikt w nią nie wierzył. Na świecie żyją ponoć ludzie, którzy ani razu nie ładowali Nokii, bo po prostu nie było takiej potrzeby. Ładowarka do tego telefonu najczęściej służyła im za klin do drzwi.

W tym aparacie ochy i achy wzbudzała również ponadczasowa gra, po dziś dzień zwana po prostu Wężem. Gimby pewnie nie znają, dlatego pokusimy się o krótki opis: człowiek sterował kilkunastoma pikselami połączonymi tak, że przypominały węża. Robił to przy pomocy czterech przycisków. Musiał manipulować nimi tak, by wąż zebrał pożywienie, czyli pojedynczy piksel, i nie uderzył przy tym o ściany wyznaczające pole gry. Proste i genialne zarazem. W obliczu takiej atrakcji PlayStation było nędzną zachcianką.

Po Nokii 3310 fińska firma nigdy nie odniosła już tak spektakularnego sukcesu. Ba, w ogóle nie odniosła już żadnego sukcesu i musiała usunąć się w cień. Sprzedała udziały, wycofała się z rynku i głośno szlochała w koncie przesypiając rewolucję smartfonów. Dziś już sterowana przez innych specjalistów próbuje się odrodzić jak Feniks z popiołów. Póki, co przypomina niewinnego i wystraszonego wróbla. Reaktywacja legendarnego modelu (59 euro, ładny design) ma to zmienić.

Komentarze


Tagi: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,



Back to Top ↑