Wesołe jest życie celebryty? Nie, już nie

Opublikowano Listopad 22, 2013 | przez Deszczowiec

kazadi_patrycja

 

Są takie chwile, kiedy nawet głośne i uporczywe powtarzanie sobie „Jesteś zwycięzcą!” traci sens. Kiedy wszystkie motywacyjne gadki, które wciskają nam macherzy od autopromocji, wydają się być gówno warte. Człowiek dowiaduje się, że za pokręcenie dupą i rzucenie kilku ładnych uśmiechów można wyłapać nawet 10 kafli i od razu odechciewa mu się wszystkiego. Tyle mniej więcej wyrywała za pokazanie się tu i ówdzie np. Patrycja Kazadi.

Pomyślcie tylko: kilka imprez w miesiącu – tak z pięć, sześć – i można żyć na całego. Wynająć chatę na Wilanowie, kupować kiecki od Burberry, ogólnie to trzymać wysoki poziom. Tak było do niedawna, ale finansowe eldorado zdaje się dobiegać końca…

Nie w pełni rozumiem istotę tzw. „eventów”, czyli imprez okupowanych przez gromady fotoreporterów z wielu ważnych i poważnych czasopism opinii, takich jak „Flesz”, „Viva” czy inna „Gala”. Zazwyczaj pełno tam także młodszych i starszych gwiazdeczek, znanych z TV. Wiecie, Edzia Herbuś, Ola Szwed, Werka Rosati – te klimaty. Co ciekawe, za pojawienie się tam, te wypindrzone lale dostawały szmal. Za to, że były, za nic więcej. Nieśmiertelny tropiciel gwiazd (wschodzących, spadających i tych całkiem upadłych) – Super Express – ustalił, że stawki wynosiły od 2 do 10 nawet tysięcy na rękę. Ostatnio jednak, organizatorzy płacą coraz mniej chętnie. A biedne dziewczęta popadają w marnację. I skarżą się na swój ponury, gorzki los…

Niedawno zapłakała np. wspomniana Kazadi, która lamentowała, że Polska jest krajem drogim, bo za granicą za takie bywanie na eventach gwiazdeczki dostają nie tylko szmal, ale też prezenty czy bony. Na przykład do wykorzystania w sklepach odzieżowych.

– Nam się to kompletnie nie opłaca, ponieważ ja na takie wyjście wydaję minimum 150-300 złotych na make up, 100 złotych na włosy i w zależności czy wypożyczasz ciuchy, czy się ubierasz i kupujesz, może to być przedział od 700 do 3000 złotych (…) Jak ograniczę koszta, to mieszczę się w tysiaku. Jeżeli już wychodzę na taki event, to musi być to dla mnie opłacalne, bo jeżeli ja wkładam w to kasę, to co ja mam z tego?” – pyta sfrustrowana swoim  ciężkim, posępnym losem celebrytka.

Ot, takie małe #firstworldproblems – nie mogę chodzić na imprezy, bo nie dają bonów i nie będzie kolejnej torebki od Louis Vuitton. W takich chwilach tysiące ludzi , często młodych, mogących dać światu więcej niż wypindrzony uśmiech i zalotne spojrzenie, rzucone zza sztucznych rzęs, a pracujących na śmieciowych umowach za 1,500 netto, mamroczą pod nosem „A bodaj cię posiadł od tyłu ślepy niedźwiedź!”

Żałosnych czasów dożyliśmy, naprawdę. Pindzia-mindzia, która znana jest głównie z kręcenia dupą i śpiewania nieskomplikowanych przebojów, marketingowy produkt chujowych programów, otwiera dzióbek i wyśpiewuje nad swoim trudnym położeniem bolesną skargę umierającego łabędzia. O, marności! O, gorzki świecie!

Komentarze


Tagi: , , , , ,



Back to Top ↑