Świąteczna dyplomacja

Opublikowano Kwiecień 1, 2013 | przez Redakcja

swieta_wielkanoc

Późno, bo późno, ale wreszcie to chyba pojąłem. Kiedyś wyglądało to, mniej więcej, tak:

Dziadek: Tyle się mówi złego na czasy, jak to określają, komuny – chociaż w Polsce nigdy komunizmu nie było! – a jednak jak dziś popatrzeć, to wcale nie działo się nic strasznego. Na pewno nie było tylu bezrobotnych, tyle biedy!

Ja: Słuchaj, ludzie, którzy spędzili lata w więzieniach i dni w kolejkach po srajtaśmę i telewizor mają inną opinię…

Dziadek: Może nie było idealnie, ale każdy się musiał nastać po równo!

Ja: Oprócz Was, Wy mieliście dostęp do innych sklepów…

Dziadek: Na pewno nie było tyle bezrobocia! Nie było tylu ludzi bez pracy, co dzisiaj, nie było tak ciężko o zawód! Ktoś kończył szkołę i od razu wiedział, ile będzie zarabiał…

Ja: …i wciąż nie mógł za to sobie nic kupić.

Dziadek: Ale z drugiej strony…

I tak dalej, i tym podobne. Tak wyglądały moje święta przez lata, od kiedy tylko pamiętam, że przestałem umieć siedzieć cicho, kiedy ktoś opowiada bzdury. W rodzinie, w której katolicy mieszają się z twardogłowymi antyklerykałami, a socjalista siedzi przy jednym stole z kimś, kto komunistów nie cierpi, były to dyskusje długie. I mam na myśli 2-3 godziny, a nie 20-30 minut. Miesiąc za miesiącem, rok za rokiem. Nawet, jeśli w pewnym momencie wydawało nam się już, że pewne rzeczy – choćby zbrodniczą naturę jakiegoś czerwonego kacyka, czy problem zwany gdzieniegdzie wsadzaniem do więzień bez dowodów – rozwiązaliśmy w czasie Bożego Narodzenia 2005, znienacka, jakby nigdy nietknięty, powracał w Wielkanoc 2011. I dalej, i znów. Te same argumenty, ten sam przewód, ta sama kapitulacja, to samo uśpienie.

Piszę: uśpienie, bo nigdy nie udało mi się w kimś jego poglądów zabić. Myślałem przez lata: „Tak to jest z wiekiem” – i nawet w pewnym stopniu zaczynałem ten upór obserwować u siebie. Co spotkanie, to dyskusja. Sport, polityka, religia – jeden stół, milion wojen.

Do wczoraj.

Nie wiem, co się stało, ale doznałem wtedy, na wpół między telefonem i sałatką, olśnienia, które uzdrowiło moje życie rodzinne na zawsze. Postanowiłem bowiem, zresetować ten spór i zakończyć go na zawsze najbardziej prostym komunikatem, jaki przyszedł mi do głowy. Uwaga, replay:

Dziadek: Tyle się mówi złego na czasy, jak to określają, komuny – chociaż w Polsce nigdy komunizmu nie było! – a jednak jak dziś popatrzeć, to wcale nie działo się nic strasznego. Na pewno nie było tylu bezrobotnych, tyle biedy!

Ja: To ciekawe, nigdy nie słyszałem takiej opinii na ten temat.

Cisza.

Cisza, jak makiem zasiał. Koniec, nie ma już nic. Nie ma sporu, nie ma dyskusji, nie ma argumentów. „Nie słyszałem nigdy takiej opinnii na ten temat. To ciekawe”. Geniusz, prostota. Zwróćcie uwagę na tę konstrukcję. Ona jednocześnie:

  • oddaje pewną dozę niby-szacunku mówcy („to ciekawe”)
  • sprawia, że mówca nie czuje się atakowany, a w niektórych wypadkach uzna nawet, że jest górą (a niech uznaje)
  • nie zmusza cię do przyznania racji ani zaakceptowania poglądów, którymi gardzisz
  • w zasadzie kończy temat, ponieważ daje znać, że już wysłuchałeś tej historii i chyba (według mówiącego ją) nie masz nic przeciwko
  • zasiewa ziarnko niepewności, bo zaznacza, że w rzeczonej tezie musi być coś szalenie absurdalnego, jeśli jeszcze nigdy się z nią nie spotkałeś
  • nie zmusza nikogo do kontynuacji

Genialne, prawda? Cudowne, złote, zawieszenie. Przepiękny unik i rozbrojenie, które rozmówca traktuje jako swój triumf. Powiedzcie to u siebie i patrzcie, co się dzieje. Powiedzcie to słysząc najbardziej debilne, obraźliwe, ksenofobiczne opinie. Wyobraźcie to sobie:

Debil: Propaganda żydowska utrzymuje, że obozy zagłady istniały, podczas gdy wielu historyków negowało ich istnienie w Oświęcimiu, czy Treblince.

Ty: To ciekawe, co mówisz, nie słyszałem wcześniej takiej opinii na ten temat.

Kretyn: Nie jestem rasistą, ale czarnuchy mają mniejszą puszkę mózgową, niż biali i nie nadają się do wykonania prac trudniejszych, niż obróbka spawaniem.

Ty: To ciekawe, co mówisz, nie słyszałem wcześniej takiej opinii na ten temat.

Idiota: Geje mają i tak wystarczająco dużo praw, a teraz chcą jeszcze się afiszować ze swoją chorobą publicznie.

Ty: To ciekawe, co mówisz, nie słyszałem wcześniej takiej opinii na ten temat.

Piękne, co? Spróbuj, zobacz, jak mogą wyglądać święta – lub dowolna inna okazja, podczas której ktoś doprowadza cię do szału.

Komentarze


Tagi: ,



Back to Top ↑