Syndrom labradora, czyli strzeż się zakochanych szajbusek

Opublikowano Październik 17, 2013 | przez MB

labrador 4

Aby oddać królowi, co królewskie – nie ja jestem twórcą pojęcia „syndromu labradora”. Ukuł je mój dobry kolega, jeszcze za czasów licealnych. A że młody był, piękny i miał gadane, to laski kleiły się do niego jak magnes do lodówki. W dodatku niezły był z niego ogier i rzadko kiedy odmawiał. Miał więc pełne prawo, by sformułować najbardziej przezorną przestrogę dla wszystkich ślepo zakochanych mężczyzn.

Syndrom labradora dotyczy bowiem nas wszystkich panowie. Pierwsze miłostki, pierwsze dziewczyny, pierwsze „poważne” związki. W pewnym wieku damsko-męska relacja trwająca dłużej niż trzy miesiące uznawana jest za znajomość o bardzo długim stażu. W wielu przypadkach, niestety, granica wieku zostaje znacząco przesunięta.

Wiadomo, co się dzieje na początku każdego związku. Rzyganie tęczą, uniesienia, zachwyty, wazelinka i te sprawy. Dwie osoby nie mogą bez siebie żyć, każdą chwilę spędzają razem, chodzą wspólnie do kibla i podcierają sobie nawzajem tyłki. Potem wybierają się na łączkę, jedzą sobie z dziubków i podziwiają obłoczki. W tym całym słodkim zapomnieniu najbardziej głowę tracą, umówmy się, kobiety. Chłopak to bóg. Najlepszy na świecie, najwspanialszy, troskliwy, kochany, przystojny, ambitny, rodzice go lubią, ma fascynujące zainteresowania, potrafi być szalony, ale też odpowiedzialny i uważny. Element bez ani jednej skazy.

Każdy głupi wie, że po pięciu miesiącach nieustannej sielanki na jaw w końcu wychodzą wszystkie brudy i już nie jest tak kolorowo. Człowiek zakochany niestety nie posiada takiej świadomości. Mężczyzna może i coś przeczuwa, i zachowuje pewną rezerwę, za to kobieta jest zaślepiona opętańczo.

I stąd już tylko krok do syndromu labradora. W głowie dziewczyny zachłyśniętej nieskazitelnym wizerunkiem swojego chłopaka zaczyna kiełkować pewna myśl. Właściwie cały ogród myśli, ale skoncentrowanych wokół jednego tematu: wieczność. „Chcę spędzić z nim resztę swojego życia”, „To ten, na którego zawsze czekałam”, „Urodzę mu dzieci”, „Synek będzie miał na imię Kubuś, a córeczka Zosia”, „Będziemy żyć długo i szczęśliwie”. „Nasz dom będzie wyglądał tak…”, „Kupimy sobie samochód, zmywarkę i psa”.

Labrador symbolizuje zatem wszystko to, czego niejeden młody facet boi się najbardziej: stateczność, związek na całe życie, odpowiedzialność, mało czasu na browary z kumplami, wspólne mieszkanie i koniec z wolnością.

Powyższe kobiece rozważania przedstawione w formie oralnej są zatem dla mężczyzny jak potężny podbródkowy od Wałujewa albo spadający prosto z nieba walec. Wgniatają w glebę.

Będąc w związku z kobietą trzeba być więc czujnym i skutecznie odpierać wszystkie ataki, które mogłyby sugerować opisywany syndrom. Jak mówi znane polskie porzekadło, co nagle, to po diable. Z mojego doświadczenia wynika (a jak jest u Was?), że nasze panie najczęściej jednak są w gorącej wodzie kąpane i jak najszybciej starają się zaciągnąć gacha przed ołtarz. Tej nadgorliwości, która, jak wiadomo, jest gorsza od faszyzmu, trzeba się strzec jak stada rozwścieczonych bizonów. Nigdy nie wiadomo z kim ma się do czynienia. Wszystkim życzę, by trafiali na niesamowite laski, które po prostu poniosło. Prawda jest jednak taka, że spora część to szajbuski i fanatyczki. Oczy szeroko otwarte są więc w stanie uchronić nas przed tzw. toksycznym związkiem i wszystkimi jego konsekwencjami.

Komentarze


Tagi: , , , , , , , , , , ,



Back to Top ↑