Szachowy mistrz, model, celebryta i… śpioch. Poznajcie Magnusa Carlsena

Opublikowano Listopad 25, 2013 | przez Dżordż

magnus-carlsen

Myślicie, że już nic Was nie zaskoczy? To posłuchajcie tego: brytyjski magazyn GQ dał na swojej stronie tekst ze zdjęciami z pokazu modelek Victoria’s Secret obok artykułu o pojedynku o szachowe mistrzostwo świata. Ten drugi… wzbudził o wiele większe zainteresowanie. Dlaczego? Odpowiedź zawiera się w dwóch słowach: Magnus Carlsen.

W Norwegii stał się już popularniejszy od biegaczki Marit Bjoergen i eks-piłkarza Ole Gunnara Solskjaera. Nie jest jednak lokalną gwiazdą, jego sława wykracza daleko poza Skandynawię. „Time” uznał go za jedną ze stu najważniejszych osobistości globu 2013 roku. A „Cosmopolitan” zaliczył do grona najprzystojniejszych mężczyzn świata.

Te wszystkie sukcesy przypadły Carlsenowi w udziale jeszcze zanim stanął do walki o mistrzostwo świata w szachach, z Viswanathanem Anandem. Zimnolubny Norweg walczył z jaśniepanującym od 2007 roku czempionem na jego terenie, w gorących Indiach. I co? I zlał mu niedawno dupę stając się drugim najmłodszym w historii zdobywcą tytułu, co oblał, dosłownie, w taki sposób:

mistrz

Ma niespełna 23 lata. W historii szachów tylko jeden mistrz – Garri Kasparow – sięgnął po tytuł wcześniej, będąc o kilka tygodni młodszym. Rosjanin zresztą uwielbia Magnusa, nazywa go „Harrym Potterem” swojej dyscypliny. O czarodziejskich umiejętnościach Skandynawa mógł się przekonać niespełna dekadę temu, kiedy to… zremisował z 13-latkiem. Już wtedy było wiadomo, że Carlsen może zajść daleko. Ale że wskoczy na sam szczyt? Tego chyba nie spodziewał się nikt. No, może poza Kasparowem, na którym nasz bohater zrobił takie wrażenie, że zechciał go trenować.

Carlsen to gracz zupełnie wyjątkowy. Z dwóch przyczyn: został mistrzem świata jako drugi w historii człowiek z zachodu, po legendarnym, zdziwaczałym Bobbym Fischerze. Drugi powód robi chyba jeszcze większe wrażenie: Magnus jest najlepszy mimo że – mówiąc delikatnie – nie należy do grona pracusiów.

– Uwielbiam spać. Często zdarza mi się kimać do południa – przyznaje bez ogródek. I dodaje, że zamierza grać w szachy dopóki, dopóty będzie mu to sprawiać przyjemność. I ani sekundy dłużej.

– Z chwilą kiedy przestanie mnie to bawić, odejdę – zapewnia Norweg. Gdyby znudziła mu się sportowa kariera, spokojnie może kontynuować tę… modela. Tak tak moi drodzy, doczekaliśmy takich czasów, że mistrz szachów reklamuje ubrania, konkretnie te firmy G-Star. Robi to z gwiazdami kina, m.in. z Liv Tyler (a propos Hollywood, jak na niego patrzę, mam wrażenie, że to młodszy brat Matta Damona).

magnusliv

Mimo że jest młody, sławny, dosyć bogaty (zarabia ponad milion euro rocznie) i – według wielu pań – przystojny, pozostaje singlem.

– Szachy zajmowały mi dotychczas na tyle dużo czasu, że nie starczało go na poważny związek – przyznaje Carlsen, choć nam zdaje się, że coś by upolował, gdyby tyle nie kimał. Pytany o swój ideał, tylko się uśmiecha:

– Na pewno musi to być kobieta, która nie zagada do mnie w stylu: hej, mój dziadek też grał w szachy. Wolę rozmawiać z paniami o czymkolwiek, tylko nie o swojej robocie. A tak w ogóle to zapewniam, że umiem sobie radzić z dziewczynami!

Wypada mu wierzyć, w końcu wychował się z trzema siostrami. W dosyć zwariowanej jak na zimnych Skandynawów rodzinie – gdy miał 13 lat ojciec wziął urlop, sprzedał auto, wynajął dom, a następnie zabrał najbliższych w… całoroczną podróż. Zwiedzali, poznawali nowe kultury, a młody grał przy okazji w szachy. Zachwytom nie było końca, świat obwołał go geniuszem.

– Nie czuję się nim. Jestem po prostu bardzo, bardzo dobry w tym co robię – odpowiada skromnie (jak na szachowego arcymistrza) Carlsen. Nigel Farndale, brytyjski dziennikarz, który spotkał się z Norwegiem kilkakrotnie, mówi, że to nie poza. Że Magnus taki właśnie jest – cnotliwy, ale nie znaczy to, że nieśmiały. Nie, to pewny siebie chłopak, który po pokonaniu Ananda nie zawahał się powiedzieć czegoś takiego:

– Podczas gry zdałem sobie sprawę, że rywal się denerwuje. To nie był żaden Superman.

Carlsen jadł ostatni posiłek półtorej godziny przed każdym starciem. Wcześniej głównie spał.

– Lubię drzemać w dniu pojedynku. Wtedy najlepiej się relaksuję i unikam stresu. Poza tym mniej więcej pięć godzin po przebudzeniu mój umysł pracuje najsprawniej – zdradza Magnus, któremu czasem… śnią się szachy.

– Zwykle w negatywnym kontekście – przegrywam mecze – śmieje się Norweg.

W realnym świecie ciężko sobie wyobrazić jego porażkę. Trudno też uwierzyć, by poszedł w ślady Fischera, który swego czasu zaczął zachowywać się jak dziwak, po czym… zniknął na wiele lat.

– Kto wie co się stanie, jestem młody, mam jeszcze czas, by oszaleć – odpowiada rezolutnie pytany o Amerykanina Carlsen. Na razie to świat zwariował na jego punkcie – niektóre mecze z Anandem oglądało po 100 mln osób!

Komentarze


Tagi: , , , , , ,



Back to Top ↑