Szał – Edyta Bartosiewicz nagrała nowy krążek!

Opublikowano Kwiecień 29, 2013 | przez ZP

 

bartosiewicz

Edyta Bartosiewicz wraca do gry! Ostatni raz  jarałem się tak bardzo comebackiem Michaela Jordana.

MJ wznowił karierę w NBA w 2001 roku. Dwa lata wcześniej Bartosiewicz wydała swoją ostatnią płytę. Świetną, jak niemal wszystkie poprzednie.

OK, ta babka nie ma głosu Elli Fitzgerald, nie tworzyła tak ambitnej muzyki, jak John Coltrane, ale i tak wymiatała. W swojej kategorii muzycznej, mieszance popu z rockiem, była w latach 90. w Polsce numero uno. Jak dla mnie liczbą hitów nakrywała czapką inne gwiazdy tamtych czasów, choćby Justynę Steczkowską (która ma lepszy głos) czy Edytę Górniak (która wygląda atrakcyjniej).

„Tatuaż”, „Sen”, „Jenny”, „Kłamałam”, „Ostatni”, „Szał” – błyskotliwe, mądre, ale jednocześnie lekkie w odbiorze piosenki Bartosiewicz były wówczas słyszane wszędzie. W autobusach, na plażach czy na imprezach (sam zaliczyłem pierwsze, nieśmiałe macanki na dyskotekach szkolnej przy jej wokalu. I może dlatego czuję do niej taki sentyment?) . O skali jej talentu najlepiej świadczy jeden fakt: aż dziewięć utworów Edyty wdrapało się na pierwsze miejsce legendarnej listy przebojów radiowej Trójki!

***

Wystawiła swoich fanów na wielką próbę. Milczała miesiącami. Raczej nie udzielała wówczas wywiadów,  przeważnie nie dawała koncertów. Czasem przerywała tę straszną ciszę: a to napisała kilka utworów na płytę Górniak, a to zaśpiewała coś w duecie z inną gwiazdą, np. z Krzysztofem Krawczykiem. Dawała ludziom drobną cząstkę siebie, podczas gdy wszyscy marzyli o Edycie w pełnej krasie = o posłuchaniu jej nowej płyty.

W 2002 roku było nawet blisko, żeby została wydana. Wówczas zarejestrowano w studiu wszystkie instrumenty, tyle, że Bartosiewicz… nie była w stanie dodać do nich wokalu. Dziś wspomina to tak (fragment wywiadu dla strony twoje-wiesci.pl):

Głos odmówił mi posłuszeństwa i to nie chodzi o to, że ja nie mogłam mówić, ale cały aparat, potrzebny do śpiewania, bawienia się wokalem, wyrażania emocji, u mnie zaniemógł. Wszystko runęło. Po latach myślę, że nie wytrzymałam swojego stylu życia, który był dosyć szybki i barwny.

Teraz, nareszcie, wszystko poszło jak trzeba. Bartosiewicz na swoim fejsie:

To moment dla mnie wyjątkowy. Mogę w końcu podzielić się z Wami czymś dla mnie naprawdę ważnym. Siedzę w domu i słucham tego, co wydarzyło się w studio. 13 zgranych numerów. Cała płyta. Najpiękniejsza, jaką kiedykolwiek nagrałam.

Nie wiem jak was, ale mnie ostatnie zdanie rozgrzewa do czerwoności. Edyta to nie jest laska, która robi cokolwiek pod publiczkę czy firmy fonograficzne. To nie jest także kobieta zadowalająca się byle czym. Toteż jeśli pisze, że stworzyła najfajniejszą płytę w karierze, można jej ślepo wierzyć.

Aż strach pomyśleć, jak dobry będzie to krążek. Moim zdaniem spokojnie może okazać się najlepszy polskiej muzyce pop w XXI wieku. Coś czuję, że tym wszystkim młodym gwiazdeczkom w stylu Honey pospadają szpilki z wrażenia, kiedy posłuchają cioteczki Edyty. Cioteczki, która przeszła psychiczny lifting, czego nie ukrywa publicznie:

Czuję, że jestem potrzebna. Czuję się jak debiutantka. Nigdy wcześniej nie bawiłam się tak na własnych koncertach, jak teraz.

No właśnie, Edyta zaliczyła mini-trasę, pięć występów, pod znamiennym tytułem: „Renovatio prelude”. Podczas tych koncertów była w kapitalnej formie, a publiczność dopisała: na każdym pojawił się komplet widzów. Znajomy dziennikarz muzyczny mówił, że nie brakowało ludzi gotowych wydać i 500 zł za wejściówkę!

Bartosiewicz milczy, z drobnymi przerwami, od tylu lat, a mimo to jest obecna tak mocno w umysłach Polaków. I to nie tylko tych trzydziestoletnich i starszych, na jej ostatnich występach nie brakowało licealistów. Niesamowite. Naprawdę niesamowite.

Głęboko wierzę, że trzy ostatnie słowa wypowiem jeszcze raz, podobnie jak wy, po wysłuchaniu jej nowej płyty.

 

foto: www.pomponik.pl

Komentarze




Back to Top ↑