Sześć rzeczy, które denerwują mnie w polskich serialach

Opublikowano Listopad 21, 2014 | przez Pato

muz4842532

Ostatnio dziwnym trafem atakują mnie polskie seriale. Nie wiem, jaki jest klucz, ale po powrocie do domu – w knajpie przy piwie lub obiedzie – pare razy zdarzyło mi się zobaczyć Jacka z Klanu i pomyślałem: kurwa, tyle lat, a to się nie zmienia. Jacek dalej ma kwaśną minę, dalej jest spięty jak dupa wielbłąda, no i w dalszym ciągu przemierza świat w garniturze. – Tato, pójdziemy pograć w piłkę? – zapytał go pewnego razu Jaś. – Oczywiście – odparł Jacuś, ochoczo wstając z fotela i wystrojony w krawat chwycił piłkę i ruszył do parku. O tym będzie ten tekst. O rzeczach, które irytują (bardziej bawią) mnie w polskich serialach.

1. Targ śniadaniowy – też macie wrażenie, że coś z tymi śniadaniami nie tak? W polskich serialach wszyscy jedzą razem. Nieważne, że jeden nie pracuje, drugi chodzi do szkoły, a trzeci tyra w korporacji. Babcia, tatuś, dorosły syn. Oni potrafią się skrzyknąć, wstać razem i wpieprzać. Chociaż nie! Bo oni wcale nie jedzą! Nawet jeśli stół jest zawsze suto zastawiony i chyba jakaś niewidzialna ręka wstaje o szóstej i to wszystko przegotowuje. Rodziny są wielopokoleniowe, często spotykają się na obiadach, a każde takie wspólne żarcie, czyli nieżarcie, trwa pół dnia.

2. Nikt nie przeklina – rozumiem, że „Klan” nie przemieni się w filmy Pasikowskiego. Wysłuchiwania mięcha o siedemnastej nie jest niczym przyjemnym, ale nudzi mnie ta poprawność, a już w sytuacjach ekstremalnych ociera się o absurd. Kłótnia z dziewczyną? Kurka wodna! Włamanie do domu? Bożesz, ty mój! Tutaj nawet stanie w korku nie wyprowadza nikogo z równowagi. Wszystko jest ułożone, spokojne, nawet awantury na ulicach wyglądają jak targowanie się na bazarze. Tak trudno dorzucić małą, dyskretną kurwę? Nawet kosztem wypikania, bo rzygać się chce od tej idylli. Najmocniejsze, co usłyszałem to „Co ty chrzanisz?!”. Ha!

3. Warszawa jak wieś – może przesadzam, ale sami spójrzcie, jak wygląda stolica w większości polskich seriali. Przecież taki Klan to sama Sadyba. Może dlatego bohaterzy nie poznają innych ludzi, tylko ciągle mieszają się we własnym sosie? Rafalski bierze się za kochankę Jacka, który z kolei miał kiedyś romans z córką Rafalskiego itd. No i takich historii jest sporo. Serio, czasem mam wrażenie, że Warszawa liczy tam jakieś 50 osób.

4. Studenckie mieszkania – telewizja tworzy sielankę, wiem. Ale Boże, z tymi mieszkaniami to już przesadzają. Wszystkie jakby wzięte z Wilanowa. A przecież życie przeciętnego studenta to nie jest 100-metrowe mieszkanie w Lemingradzie, tylko akademik z piramidą puszek. Studenci w naszych serialach nie pracując w McDonaldzie, nie siedzą na infolinii, nawet, jeśli mówią o problemach z pieniędzmi, to życie upływa im na plotkach i nauce. A potem proszę, mieszkanko z Ikei, odpicowane, poukładane. Żadnych śmierdzących skarpet i skórek po banach.

5. Domowe pielesze – wspomniałem o Jacku, który łazi w garniturze, no to trzeba też powiedzieć o innych. Przeciętny Kowalski siedzi w domu tak jak siedzą bohaterowie Kiepskich. Kapcie, krótkie spodenki, t-shirt za 20 złotych. Nie zawsze, ale przeważnie. A w naszych pięknych telenowelach nie dość, że kobiety po przebudzeniu mają pełny makijaż, to jeszcze szwendają się po domu, jakby zaraz miały iść na rozdanie Telekamer. No i nigdy nie zdejmują w domu butów. Nigdy. Jureczek w Klanie wysłany przez Elżunię po papier toaletowy odchodzi od garów i pod krawatem wędruje do sklepu.

6. Detale – sporo drobiazgów, które potem składają się na całość. Pierwszy podejrzany nigdy nie jest sprawcą. Gospodarz, jeśli oferuje drinka, to gość nigdy nie pije go do końca. Dziewczyna mizia się z chłopakiem w łóżku, a rano oboje budzą się w piżamach. No wiele takich, nie wspominając już o graniu na komputerze w… wygaszacz ekranu.

Komentarze


Tagi: , , , ,



Back to Top ↑