Polscy wieśniacy w samolotach: tu nie ma co ostrzegać, tu trzeba karać!

Opublikowano Marzec 23, 2013 | przez Redakcja

qatar

Jak donoszą media, polska ambasada w Katarze wystosowała specjalny komunikat do polskich turystów, którzy, nie ma co owijać w bawełnę, na pokładzie samolotów Qatar Airways zachowują się wieśniacko. Według różnych przekazów: chleją na umór, robią oborę w toaletach, chamsko odnoszą się do personelu pokładowego, palą mimo zakazu i tak dalej. Ambasada pisze, że Katar to państwo islamskie, o rygorystycznym prawie, które wyciąga wobec Polaków surowe konsekwencje.

Nie rozumiem dwóch rzeczy.

Po pierwsze – medialnego zdziwienia. Czego spodziewali się niektórzy ludzie po naszych rodakach w samolotach, w których darmowy alkohol rozdaje się wszystkim pasażerom, niezależnie od klasy? Obsługa, która na co dzień zajmuje się ludźmi na poziomie przyzwyczajona jest do tego, że klienci piją pewnie po 2-3 kieliszki wina i tyle. Nasi, natomiast, czyszczą bary, jak Regulax jelita. Osuszają je do ostatniej kropli, po czym wytaczają się z samolotów, klaszcząc w międzyczasie lądowaniach (leciałem, widziałem, nie ma co z tym dyskutować). Gdyby im powiedzieć o savoir vivre, będą go chcieli zamówić, litrową, dobrze zmrożoną butelkę.

Po drugie – nie wiem, po co w ogóle ostrzegać. Jedyne, co w ten sposób się osiągnie, to trochę śmiechu w komentarzach. Tu nie ma co ostrzegać, tu trzeba wjeżdżać z karami! Nagłówek portalu nie powinien brzmieć: „Polacy piją w samolotach”, ale „Qatar Airways nałożył już 100 tysięcy złotych kar na pijanych Polaków”! O czym tu mówić? Jak ktoś jeździ po pijaku w obcym kraju samochodem, to policja nie stosuje do niego ostrzeżeń przez ambasadę, tylko po zatrzymaniu wlepiają mu mandat, albo wsadzają do celi. I tyle, koniec historii. Nawaliłeś się jak świnia? Płać! Palisz w kiblu, bo jesteś osłem i nie potrafisz się zachować? Szykuj kartę kredytową! Klepnąłeś w arabskim kraju kobietę w tyłek? Wstawiasz na Allegro rodową zastawę po prababci!

Wieśniak to wieśniak, nie ma zmiłowania. 

„Hihi, ale akcja, nasi znów zrobili wiochę” – tak komentuje te zajścia wielu ludzi. Koniec z tym! Koniec z pobłażliwością! Jest cienka granica pomiędzy wypiciem czegoś dla zagłuszenia lęku przed lataniem, a zmasakrowaniem się tak, żeby nie pamiętać o podniesieniu klapy od kibla przed załatwieniem numeru 2.

Podobno dotychczas postrachem arabskich linii lotniczych byli Pakistańczycy. Teraz już nie są liderami w tym rankingu. Ktoś pewnie powie: „A Ruscy nie lepsi”!

A nas obchodzą inni?! Mnie obchodzi to, że teraz w Katarze, państwie, w którym pewnie o Polsce wcześniej nie słyszeli, naszym symbolem może zostać czerwony, spocony, zamroczony darmowym alkoholem ryj, który w 120 minut obalił przydział whisky na całą kabinę. „Za darmo dają, to biorę” – to jest jego motto.

Za granicą zawsze przyznaję do tego, że jestem Polakiem, ale nigdy mi nie jest wstyd za wieśniaków, którzy posiadają taki sam paszport. Reprezentują samych siebie. Tylko niech nie liczą na pomoc, kiedy człowiek z tazerem i w kominiarce będzie pakował ich w kajdanki przy wyjściu z samolotowej toalety. Nawet się uśmiechnę, licząc na dobry show.

***

Kwestia na marginesie… Nie wierzę, że Qatar, linia cholernie ekskluzywna, drugi raz zrobi taką promocję na loty, jaką zrobiła na start swojej obecności w Polsce (Azja za 1500 PLN i tak dalej). Celem linii było rozpropagowanie swoich usług, przywitanie się z nami w najlepszy, jak potrafią, sposób. Można powiedzieć, że potraktowano nas wyjątkowo, bo dotychczas, aby latać tak tanio w tak komfortowych (bizantyjskim, można rzec) warunkach, trzeba było robić kombinacje i czatować na wyloty z innych krajów Europy.

I właśnie im za ten piękny gest, jako społeczeństwo, podziękowaliśmy. Bełkocząc pod wąsem. Przedstawiliśmy się tak, że teraz możemy tylko liczyć na ich amnezję.


Tagi: , , , ,



  • Expat

    Taką samą wiochę potrafią w samolocie zrobić Amerykanie, Włosi , Hiszpanie, Angole, Węgrzy, Francuzi itd… Chyba tylko latając po Azji nie spotkałem się nigdy z jakimiś incydentami na pokładzie . To samo tyczy się buraczanego obyczaju klaskania po lądowaniu. Klaszcze się ( znów oprócz Azji ) chyba na całym świecie. Tzn. – zdarza się że ludzie klaszczą i tak jest też z Polakami – TO SIĘ ZDARZA , ale nie jest regułą.

    Jest jednak coś co „wyróżnia” nas od reszty świata – najebany Polak w podróży lubi pokozaczyć, naubliżać jakiemuś współpasażerowi czy robić mniej lub bardziej chamskie awanse w stosunku do co ładniejszych stewek. Reszta napierdolonych, latających nacji preferuje imprezowanie a’la wycieczka szkolna i generalnie jest z tym mniej problemu niż w przypadku Polaka czy Ruskiego, choć to też nie jest 100% reguła. Wszystko to jednak pikuś, bo najgorsze co może człowieka spotkać w powietrzu ( i nie tylko ) to towarzystwo szkolnej wycieczki żydowskiej. Kto kiedyś ich spotkał na swojej drodze ten pewnie ( tak jak ja ) żałuje że nie było to np. Gestapo czy Hiszpańska Inkwizycja tylko te nastoletnie pejsate skurwysyny. Ale to w sumie nie na temat …

    Podsumowując – zapłaciłeś za bilet grosze albo lecisz czarterem – licz się z tym że możesz lecieć w towarzystwie najebanej hołoty. I nie ma znaczenia jaki kraj wydał tej hołocie paszporty

  • Marco

    Rudzki? Oczywiście że Rudzki. Strasznie nienawidzisz Polaków ciekawe co Ci zrobili.

  • pk

    Samoloty to niestety tylko wierzchołek góry lodowej. Przykłady buractwa można mnożyć, np. tu jest parę: http://weekendowi.wordpress.com/2013/02/04/polaczek-na-zaganicznej-wycieczce-czyli-wstyd-i-zenada-uwaga-zawiera-wulgaryzmy/

    I niby nie wolno wrzucać wszystkich do jednego worka, ale…kurde, jakoś zawsze to nasi zagranicą najbardziej się rzucają w oczy i w uszy

  • sja

    Miejsce akcji: przestrzeń powietrzna na Urugwajem, najbliższa miejscowość San Rorodinp

    Godzina: 12:43 CET

    Postać drugoplanowa: moja skromna osoba

    Postać pierwszoplanowa: Dzordz.

    Otwierając lekko łzawiące oczy, zdaje sobie sprawę że ktoś podpieprzył mi numer pokładowej gazetki ( co ja teraz będę kurwa robił- pomyślałem sobie przeciągle). Po chwilowym wkurwieniu wywołanym rzeczoną kradzieżą, zacząłem sobie przypominać jak doszło do tego że obecnie znajduję się na wysokości 10 tys m n pm, i podążam w stronę zachodzącego słońca (zachód to nie zawsze dobry kierunek- stwierdziłem pompatycznie w swojej głowie). Moje rozważania przerwało niestety, przeciągłe pierdnięcie dzordza. Co za zjeb pomyślałem, no ale z drugiej strony jako jego osobisty lekarz musiałem docenić że w końcu przerobił fajitas które wpierdolił w tym kurniku, miejscowi nazywają to lotniskiem, co tam, ja swoje wiem.

    Po szczelnym zakryciu nosa, powróciłem do swoich rozważań. Jak to się stało że znajduję się w tej gównianej puszcze ( stan samolotu dzordz ocenił na ” wporządalu jak buty od armaniego” ). To wszystko wina dzordza, pomyślałem jego konkubina mnie ostrzegała. No ale po kolei była sobota albo środa zawsze te 2 dni mi się mylą, bądź co bądź było pochmurno, kończyłem właśnie wypisywać receptę na środek na porost włosów dla pewnego znanego celebryty- biznesmena. Gdy ten zaskoczył mnie pytaniem ” Lubi pan latać?” chwila namysłu z mojej strony dała mu do zrozumienia, że nie wiem o co mu chodzi. Bo widzi pan- fachman od wszystkiego kontynuował, ja uwielbiam -spojrzał znacząco na mój Polski wąs (tak nosze wąsy, wiem że to obciach, ostatnio czytałem o tym na portalu szydło- no ale co mam poradzić).

    Long story short, wcisnął mi bilet do ameryki południowej ( twierdząc przy tym że to do Rio na karnawał,karnawał w październiku- pomyślałem dobre sobie, no ale to był mój długoletni pacjent, co prawda wciskałem mu gówniany preparat, coś z talkiem i środkiem na odrobaczanie dla jeżozwierzy). Tak, czesałem go, no ale z drugiej strony on też jest człowiekiem, poza tym moja natura lekarza nie pozwalała mi nie brać.

    Tak więc otrzymałem bilet lotniczy, ale był jeden warunek ( STANowyczy ten pacjent-pomyślałem), musiałem odbyć wizytę domową u jego znajomego. Gdybym ja to wiedział, do czego to wszystko doprowadzi to bym kulturalnie podziękował, życząc tasiemca albo dziury w dwunastnicy.

    No ale słowo się rzekło to też po 2 dniach od feralnej propozycji, jechałem swoim polonezem FSO( tanio sprzedam), na prawy brzeg Wisły. Ekskluzywna kamienica, okazała się być typową studnią Praską ( nigdy nie wierzy łysemu- stwierdziłem w myślach). Tak więc, po zostawieniu w parkometrze paru złotych ( parkometr jebał na kilometr denaturatem i miał obszczane spodnie), po przejściu 20 m coś mnie tknęło, musiałem się odwrócić, parkometr wyciągnął w tym czasie telefon i w śmiesznym języku zakomunikował osobie po drugiej stronie, że można przestać szukać nowego sponsora, ponieważ on pozyskał środki do zdobycia majstra. Z roztargnieniem przeczesałem włosy, wiem że w Polsce trudno jest o dobrych fachowców, no ale to już była desperacja.

    Dziarskim krokiem wkroczyłem w otchłań. Po godzinie gdy odzyskałem świadomość, zdałem sobie sprawę że złodzieje nie zostawili mi nawet stetoskopu. Kurwa- pomysłem w tym kraju nie ma świętości. Po otrzepaniu z resztek rozbitej na mojej głowie butelki, postanowiłem kontynuować podróż, doszedłem tak daleko szkoda wracać. Drzwi do pierwszej klatki leżały 15 m od wejścia do 2 klatki, to też nie frapowałem się skorzystać z domofonu. Najprawdopodobniej w świecie ,wstrząs mózgu spowodował przypływ odwagi i odpływ mojego wrodzonego tchórzostwa. W zaszczanych i obsranych zakamarkach kamienicy, próbowałem dostrzec logikę postępowania celebryty-biznesmena względem mojej osoby. Czy to on to wszystko wymyślił, żeby, no właśnie w zasadzie po co, ani ja bogaty, ani piękny. Kurwa- a może on domyślił się co jest w tym środku na „porost włosów”. Przepędziłem tę myśl. Moje rozważanie przerwał typ, na ok 17 lat, gruby pryszczaty, ciągle drapał się po kroczu. Z bojowym nastawieniem zapytałem się czy chce w ryj. Odpowiedziało mi ciche pękniecie pryszcza, gdy typ zaczął się uśmiechać.

    To było moje pierwsze spotkani z dzordzem. Sytuacja na klatce dość szybko się wyjaśniła, ponieważ z mieszkania obok całej scenki, wytoczyła się pijana w sztok ok.50 latka, przedstawiła się jako Jowita i zaprosiła mnie do środka. Na dzordza zdążyła tylko przelotnie spojrzeć i splunąć w jego stronę. Miłość rodzicielska nie zna granic- pomysłem, sam nawet nie wiedząc jak bardzo się mylę. Nie chce się rozwodzić nad wystrojem mieszkania, ot kolejna melina, w największym pokoju( prawdopodobnie salon) znajdował się barłog. W rogu pokoju stał równy rząd butelek z mętna lekko złotawą cieczą, nie wiem czy chciałem rzygać z powodu wstrząsu mózgu czy tylko ze względu na ogólna kondycję życiową gospodarzy mieszkania.

    Chciałem uciec, o jak bardzo chciałem uciec no ale trzeba było z nurtem płynąć. To też po krótkim zlustrowaniu gospodarzy zadałem pytanie które miało być hasłem, osoba musiała odpowiedzieć również hasłem. Hasło brzmiało ” Lubisz latać” a odpowiedź ” Tylko z najlepszymi liniami”. Ku mojej obawie, gospodarczyni odpowiedziała poprawnie. Kurwa- zakląłem. Gładząc wąsa uśmiechałem się z politowaniem, nie nie do nich do siebie, jaki jestem głupi- powtarzałem w myślach. To gdzie jest ten pacjent- zapytałem się. Stara lumpernica wskazała na dzordza. Potem potoczyło się standardowo. Zapytałem się więc co mu dolega, lumpernica zaczęła tępo patrzeć się w podłogę, dzordz zaczął nerwowo pocierać okolice krocza. W tej chwili, przed oczami stanęły mi dantejskie sceny. Kurwa, ale się wpierdoliłem- nie tracąc firmowego uśmiechu zakląłem w myślach.

    Dzordz wydmuchując gila, w swoje długie i przetłuszczone włosy, jął spokojnie zacierać ręce ( w głowie kłębiło mi się tysiąc myśli, umierałem ze strachu, co oni mi jeszcze tu zrobią), w tym momencie zauważyłem to, wcześniej nie mogłem, pod warstwą brudu i zaschniętej krwi ( nie chce wiedzieć skąd ona pochodziła) zauważyłem pęcherze odcisków na dłoniach dzordza.

    Po strasznych paru minutach, zrozumiałem że dobrze zrobiłem przyjeżdżając do tego pierdziszewa, dzordz przygotowywał się do triatlonu i co było najstraszniejsze klaskał w samolocie, moja pomoc była konieczna.

    CDN.

  • Paweł

    Nie rozumiem całej tej qatarskiej nagonki na Polaków, jeśli ich zdaniem Polacy zachowują się poniżej ich standardów to proponuje się im z Polski wycofać. Zastanawialiście się przez chwilę dlaczego inne linie latające bezpośrednio z Polski nie zarzucają Polakom chamstwa i buractwa? Nie wierze, że na pokładzie np. Lufy nie dochodzi czasem do podobnych incydentów… oni jednak nie robią z tego „afery” jak Qatar Airways, nie informują ambasady, nie ostrzegają przyszłych pasażerów w całym internecie… Miałem okazje latać Qatar Airways i niestety moja ocena tej linii nijak nie pokrywa się z tymi ich 5 gwiazdkami, którymi tak się chwalą. Przypuszczam, że całe to bicie piany ma zagłuszyć narzekania pasażerów na słaby poziom obsługi na pokładach samolotów jak i w serwisie klienta… spróbujcie napisać do nich jakiś mail – powodzenia w oczekiwaniu na odpowiedź, a jak już dostaniecie odpowiedz w 2 zdaniach to na zasadzie „dziękujemy, tak, tak, jesteś głupi, przepraszamy, mamy nadzieje że niebawem zagościsz na pokładach naszych samolotów”. Miałem nieprzyjemność lecieć aż 4 razy QA i 5 razu nie będzie – naburmuszona załoga, nieporadny serwis, ignorowanie zapytań pasażerów, ciągle czegoś brakuje na pokładzie – raz brakuje pepsi raz brakuje soku. Dla mnie lot powinien być przyjemnością, a w QA miałem wrażenie, że tylko przeszkadzam załodze. Proponuje również wejść na forum SkyTrax, i poczytać ostatnie opinie pasażerów z całego świata… mocno przeciętna linia …

Back to Top ↑