„Szpiedzy w Warszawie”? Chyba „Ziewy w Warszawie”

Opublikowano Styczeń 11, 2013 | przez Fox

Krótka piłka, bo nie chce nam się specjalnie rozwodzić, ale to raczej wpis w ramach przestrogi. Czasem tak jest, że ktoś Wam wmawia – na przykład poprzez nachalną promocję – że musicie coś nabyć, czy obejrzeć, ale potem kończy się, jak w filmie „Czeski Sen”. Za fasadą budynku nie ma żadnego supermarketu, tylko szczere pole. Wszyscy jesteśmy nabrani. Tak jest ze „Szpiegami w Warszawie”. Nie daliśmy rady dotrwać do końca pierwszego odcinka.

Kiedy zaczyna się szukać w serialu czy filmie rzeczy, które pozwolą nam samym przed sobą usprawiedliwić się, że tracimy czas, to pierwszy zły znak.

– No, nic się nie dzieje, ale fajne zdjęcia.

– Nie no, warto to oglądać dla Dorocińskiego.

– Na pewno zaraz się rozkręci.

Kurwa, „Na pewno zaraz się rozkręci” – to NAJGORSZY zwrot, jaki może paść podczas oglądania, ponieważ oznacza on, że gówno się rozkręci. Naprawdę, fajne kostiumy, czy plenery to za mało, by uznać serial za dobry. Oczywiście serial, jak np. „The Killing”, może mieć tzw. klimat i wtedy chociaż obrazy nie są dynamiczne, połykamy w napięciu kolejne odcinki. Klimat buduje jednak scenariusz, a w przypadku „Szpiegów…” nawet nie chce się polubić głównego bohatera. Nie mamy pojęcia, co się dalej wydarzy, bo po prostu już nie będziemy oglądać. Z całym szacunkiem dla brytyjskich twórców, ale milion razy ciekawsza była „Stawka większa niż życie”.

Jeśli w pierwszym odcinku nie wydarza się prawie nic, to jaka to jest zapowiedź kolejnych? Jeżeli jakiś pisarz wydaje książkę i ona jest beznadziejna, to kto kupi kolejne? Zespół nagrywa płytę bez jednego hitu? Szkoda marnować czasu na kolejne próby. Sorry, ale to, że facet idzie na bal i prowadzi jakieś puste dialogi, a potem wciela się w inną postać i znów prowadzi miałkie dialogi, nijak nie jest w stanie utrzymać widza przed telewizorem.

A już kompletną katastrofą jest dubbing. Na przykład Marcin Dorociński mówi w serialu po angielsku, ale na nasz rynek jest to sprzedane tak, że dubbinguje samego siebie po polsku. Inni polscy aktorzy – również Absurd. Nie wróżymy kariery, choćby w programie „Kawa czy herbata” powiedzieli milion razy, jaki to świetny serial. Jeden wielki zieeeeeew. Lepszy jest film o gorylu, który cały dzień siedzi na drzewie na Discovery.

PS Zdjęcie, którym opatrzyliśmy tekst jest dużo bardziej dynamiczne niż cały pierwszy odcinek.

 

Komentarze

Dialogi
Tempo
Oryginalność
Ładne obrazki Warszawy

Podsumowanie: Wolimy "Klan", bo tam przynajmniej pani Stanisława śmiesznie plecie, a Jerzy zawsze w tym samym garniturze je parówki, co też może być zabawne.

2.3


Ocena użytkowników: 1.1 (15 głosów)

Tagi:



Back to Top ↑