Sztuka smakowania życia

Opublikowano Październik 7, 2016 | przez ZP

Życie IMG_0101

Opublikowano Październik 7, 2016 | przez ZP

0

Nieprzypadkowo na każdym kroku otwierają się nowe, tematyczne knajpki, a każde większe miasto organizowało już co najmniej kilka zlotów zmyślnych, coraz bardziej oryginalnych foodtrucków. Jedzenie z konieczności wypełnienia żołądka przekształciło się w sztukę, bo dziś nikomu nie wystarcza już nabicie kawałka bliżej niezidentyfikowanego mięsa na pal, wrzucenie go do buły i zalanie sosem, a następnie pochłanianie go w szybkim tempie na przystanku, byle tylko zdążyć przed kolejnym nocnym.

I bardzo dobrze.

Truizmem zalatuje już mówienie, że dzisiejszy świat jest zagoniony czy coś w tym rodzaju. Ale… taka jest prawda. Ten pęd zwyczajnie nie służy czerpaniu przyjemności z tego, co ją powinno sprawiać. Kto nie sprawdzał nigdy w trakcie filmu w kinie powiadomień na telefonie, nie odświeżał Facebooka podczas piwa ze znajomymi i nie sprawdzał maila na przerwie w pracy, niech pierwszy rzuci kamień.

Podobnie rzecz miała się z jedzeniem. W cenie było to, co szybkie. Wchodzisz, zamawiasz, wychodzisz, a wszystko zamyka się w pięciu, no, maksymalnie siedmiu minutach. W McDonalds jeśli w trzy i pół minuty nie odbierzesz swojego zamówienia, bo ktoś nie nadążył, masz prawo do darmowego ciastka. Raz, dwa. Szybko. Swoista odmiana studenckiej reguły trzech „z”. Zamów. Zjedz. Zapomnij.

To po części wyjaśnia, dlaczego tak ogromną popularność jeden po drugim zyskiwały sobie slow foody. Z jedzeniem, na które poczekasz dłużej, ale i które zapamiętasz na dłużej. Któremu będziesz chciał zrobić zdjęcie i pochwalić się na Instagramie, bo próbujesz czegoś nowego, bo poznajesz nowe smaki. Przypomnij sobie – ile widziałeś ostatnio fotek pulled porków, sushi, ramenów, zmyślnych kolorowych smoothie, a ile w tym samym czasie mignęło ci na Insta płaskich cheeseburgerów, longerów i innych subów.

Przemiana dokonuje się na naszych oczach, bo tak jak w wielu miastach kiedyś za szczyt marzeń uchodził Subway, czy później Starbucks, tak teraz niczym wygłodniałe sępy ludzie wypatrują nowych miejscówek, które ich zaskoczą. Z bułkami własnego wypieku, sosami DIY i sałatkami „homemade”. Gdzie idąc nastawiasz się nie tylko na wypchanie żołądka po brzegi, ale i na doświadczenie. Chłonięcie otoczenia, bo każda z nowo otwartych knajpek ma swój oryginalny wystrój. Tu usiądziesz na zaaranżowanych w tym celu europaletach, tam zamiast tapety znajdziesz ścianę, na której podpisali się wszyscy dotychczasowi klienci, gdzie indziej w miejsce zwyczajowej szklanki otrzymasz menzurkę znaną z lekcji chemii.

I co najważniejsze – nie spotkasz tam ludzi zagonionych, którzy bliscy są zjedzenia własnych palców, tak spieszno im do powrotu do obowiązków. Którzy za pięć minut nie będą pamiętać, gdzie i co jedli, ani jak smakowało. Jedyną pamiątką będzie plama po keczupie na koszuli. Nie, tutaj jedni zabierają pracę ze sobą, wypełniając raporty między kolejnymi łykami niespiesznie pitej kawy, inni – książkę, znajomego czy dziewczynę, żeby trochę dać sobie na wstrzymanie i zresetować przed kolejnymi godzinami za biurkiem czy w trasie. Traktują to w ramach nagrody dla samego siebie. Doświadczenia. Przeżycia, a nie tylko konsumpcji.

Bo czy życie nie jest warte tego, by się w nim rozsmakować?

Komentarze


Tagi: , , ,



Back to Top ↑