Szwedzka historia, czyli ile to kieliszków

Opublikowano Sierpień 10, 2015 | przez lucky bastard

2269451-golab-przysiadl-na-galezi

– Chcemy pomóc ludziom się bawić – mówią bohaterowie tego filmu, obwoźni sprzedawcy zabawek. I, jak przystało na obwoźnych sprzedawców zabawek, przez cały film ani razu się nie śmieją, każdemu opowiadając o swoich produktach dokładnie to samo. Gdziekolwiek się nie pojawią, tam nastrój staje się szary, kompletnie bez życia. Nie żeby wcześniej było tam lepiej – przez cały film absolutnie nikt się nie śmieje. Tylko czasem widać, że ktoś żyje.

„Gołąb przysiadł na gałęzi i rozmyśla o istnieniu” (najlepszy film zeszłorocznego festiwalu w Wenecji) to, cytuję za Filmwebem, komedia i dramat. A tak naprawdę? Ani to, ani to. Jeśli ktoś szuka w filmach akcji, narracji i ogólnego „dziania się”, to może się zawieść. Bo obraz Roya Anderssona jest bardziej od tego, by się przypatrywać, niż wpatrywać w ekran z rozdziawionymi oczami. Ba, uciekanie myślami w trakcie seansu jest raczej wskazane!

Wiele jest filmów podejmujących filozoficzną tematykę. W takim jednak „Łowcy androidów” jest akcja, ale przede wszystkim cały film doczekuje się puenty. U Anderssona tego brakuje, ale to… wcale wadą nie jest. I nie jest też celem.

„Gołąb…” wygląda jak losowy wycinek szwedzkiej rzeczywistości. Kamera, zawsze statyczna (kadry przypominają obrazy Pietera Breugela Starszego), wędruje po barach, sklepach, obskurnych mieszkaniach i pokazuje ludzi smutnych, grubych, starych i zmęczonych. Film w ogóle zaczyna się trzema krótkimi scenkami opowiadającymi o śmierci. W jednej z nich obsługa statku zastanawia się, co zrobić z posiłkiem – kanapką z krewetką i piwem – zamówionym przez nieżyjącego pasażera. Było już zapłacone, więc jeszcze raz sprzedać nie można.

– Ktoś chce? – pyta się nieśmiało ekspedientka.

– Tak, wezmę piwo – odpowiada jeden z pasażerów.

W filmie Anderssona dużo się pije. Zresztą obserwujemy też historię 90-letniego, głuchego staruszka, który od 60 lat jest stałym gościem jednej ze spelun w Goeteborgu – baru „U Kulawej Lotty”.

– Ile to kieliszków… – zastanawia się jeden z klientów.

Żeby widzowi nie było za łatwo połapać się w fabule, Andersson wprowadza też elementy fantastyczne. W jednej ze scen, gdy sprzedawcy zabawek przychodzą do jednego z barów, widzimy przemarsz wojsk Karola XII (XVII-XVIII wiek), któremu zachciało się podbijać Rosję. Kilkanaście minut później zobaczymy te same wojska, ale już pokiereszowane i kulawe. Dumny król ledwo stoi na nogach, upokorzony i zniszczony.

Metafora życia? Być może. Rozliczenie z przeszłością? Niewykluczone. Pewne jest tylko to, że stykamy się w tym filmie z absurdem i możemy się tylko przypatrywać. I rozmyślać o istnieniu, jak tytułowy gołąb.

Komentarze

Absurdalny humor
Podbijanie Rosji przez Szwedów
Filozoficzne rozkminy
Najładniejsza laska jest kulawa

Podsumowanie: Film nie na każdą godzinę, ale jeśli macie ochotę na trochę przemyśleń, to warto zerknąć, tym bardziej, że nie jest jakiś bardzo długi (100 minut).

3


Ocena użytkowników: 4.6 (1 głosów)

Tagi: , , , ,



Back to Top ↑