Ta książka to biblia zła. Musisz ją przeczytać, jest genialna

Opublikowano Sierpień 19, 2013 | przez ZP

jon-roberts

Kiedy czytasz tę książkę, masz ochotę stać się zły. Chcesz ćpać, mordować i dymać ile popadnie.

Jon Roberts to nie był zwykły imprezowy bad boy, który czasem, kiedy przesadził z alkoholem, wdawał się w bójkę z innymi uczestnikami dyskoteki. Nie, to był skurwiel największego kalibru. Bez mrugnięcia okiem mordował swoich wrogów, przyjaciół a także… kobiety i dzieci. Jeśli nie chciał kogoś zabić, fundował mu mega cierpienie poprzez przestrzelenie kolana albo połamanie piszczeli kijem do bejsbola. Jeżeli nie miał akurat weny, żeby zniszczyć kogoś fizycznie, maltretował go psychicznie.

Kiedy nie krzywdził innych, lubił sobie przyćpać, głównie kokainę. Kochał też seks, w każdej postaci. Od spotkań 1×1 – zerżnął jedną z aktorek grających dziewczynę Jamesa Bonda – po orgie. Zdarzały się imprezy podczas których z kumplami-mafiozami wydymał kilkanaście babek na raz, a spermy w pomieszczeniu było pewnie więcej niż alkoholu w butelkach.

Jednym zdaniem – Jon Roberts był najgorszym możliwym kutasiną pod słońcem. I właśnie dlatego jego wspomnienia… czyta się tak dobrze. Więcej: człowiek po prostu nie może oderwać się od książki „Prawdziwy gangster” , napisanej przez Evana Wrighta, który spędził z naszym kryminalistą na rozmowach dłuuuugie godziny.

Roberts przytacza w niej tyle dziwacznych historii, że starczyłoby na tysiąc żyć, a nie na jedno. Jon co chwila opowiada o jakichś wariatach z mafii, którzy ginęli w masakryczny sposób, wspomina też o celebrytach. Z jego historii dowiadujemy się np., że muzyk Jimi Hendrix czy aktor James Caan to zaćpani idioci, którzy osiągnęli sukces niewspółmierny do swojego IQ. Dowiadujemy się, jak nasz bohater przez lata oszukiwał amerykańskie władze transportując do kraju tysiące kilogramów koki made in Kolumbia. Dowiadujemy się wreszcie, jak wyglądały kluby muzyczne w latach 60. i 70. w Nowym Jorku. A działo się tam więcej niż w XXI wieku w słynnej „Enklawie” – kompletnie naćpana, atrakcyjna milionerka, którą ładował na środku parkietu jakiś obleśny hipis to była normalka.

Jon sprzedaje nam te wszystkie historie z dużym dystansem do siebie. Wie, że z niego kawał skurwiela, często o tym wspomina, tak naprawdę wręcz chełpi się tym, że był okropnym człowiekiem. Roberts uważa, że dobro nigdy nie popłaca, a „zło jest dużo prostsze” – ten cytat jest ostatnim, jakże znamiennym zdaniem genialnej autobiografii kolesia, który choć skrzywdził setki ludzi, przesiedział w więzieniu tylko trzy lata. Jakim cudem uniknął 300-letniego wyroku, który chciano mu wymierzyć?

Odpowiedź na te i kilkaset innych, intrygujących pytań uzyskacie podczas lektury. Zachęcam do niej gorąco. Obojętnie, czy jesteście akurat na wakacjach nad morzem, czy nudzicie się w biurze w korporacji, czy po prostu czeka was lot samolotem na drugi koniec świata, warto przeczytać tę książkę. Ręczę, że zrobicie to błyskawicznie, a po wszystkim z zażenowaniem przed samym sobą przyznacie, że tego chuja nie da się nie lubić.

Komentarze

Dupczenie lasek
Śnieg do nosa
Dziwaczne postaci
Agresywność

Podsumowanie: Najlepsza autobiografia jaką czytałem ever.

5


Ocena użytkowników: 1.1 (142 głosów)

Tagi: , , , , , ,



Back to Top ↑