Tajemniczy facet ze wschodnim akcentem zapukał do mojego mieszkania…

Opublikowano Grudzień 14, 2014 | przez lucky bastard

10863718_10152895485569231_1387055490_n

Ponad tysiąc osób co miesiąc zgłasza się do centrali „Tauronu” z prośbą o pomoc, po tym jak zostali nakłonieni – przez nieznanych im domokrążców albo telefonicznych naciągaczy – do podpisania niekorzystnych lub całkiem fikcyjnych umów na dostawę prądu.

Taką informację usłyszałem kilka dni temu w słuchawce, kiedy sam postanowiłem się upewnić czy właśnie ktoś próbował zrobić mnie w wała, czy może jednak mam paranoję i okazałem się przesadnie ostrożny. Historia jest w stu procentach prawdziwa, więc na wszelki wypadek, ku przestrodze, możecie poczytać.

Żyję na tym świecie już chwilę, ale chyba po raz pierwszy spotkałem się z sytuacją, w której ktoś w biały dzień zapukał do drzwi mojego mieszkania i nachalnie próbował mi zaoferować usługę, której najprawdopodobniej wcale nie świadczył.

Środa, około godziny 14.

Ktoś dzwoni do drzwi. Pierwsza myśl: facet wygląda na świadka Jehowy – dość wiekowy garnitur, jakaś trudna do zidentyfikowania plakietka zawieszona na szyi. Ale nie, nic z tych rzeczy. Mówi, że przychodzi w imieniu mojego dostawcy energii i chciałby mi pomóc ograniczyć domowe rachunki.

W jaki sposób? Może mi zaproponować korzystniejsze ceny w nowej taryfie, bo moja (chociaż wybierana ledwie pół roku wcześniej) nie jest już optymalna.

– Po prostu niepotrzebnie traci pan swoje pieniądze, według moich szybkich wyliczeń mógłby pan zaoszczędzić około 200 złotych rocznie – oświadcza już w progu.

No dobra, 200 złotych, żaden majątek, ale można człowieka wysłuchać. Problem w tym, że w najmniejszym stopniu nie wzbudza zaufania. Po pierwsze – raczej nie jest Polakiem. Nieźle mówi po polsku, ale z wyraźnym wschodnim akcentem. Po drugie – skąd on do mnie przychodzi? Bo na pewno nie z samego Tauronu. Nazwa firmy na identyfikatorze nie mówi absolutnie niczego, pierwsze słyszę. Imię i nazwisko na plakietce, tak na marginesie, też mocno dziwaczne i wcale nie wschodnie, w przeciwieństwie do akcentu faceta. Pytam, no więc tłumaczy mi, że pracuje jako pośrednik. Tauron wynajął jego firmę do załatwienia tej sprawy.

Czyli, żeby uświadamiać swoich klientów, że niepotrzebnie płacą za dużo? Nie trzyma się kupy.

Mówię, że dziękuję, że to tylko 200 złotych rocznie, więc chyba nie skorzystam, a jeśli nawet to wcześniej zorientuję się dobrze w temacie. On na to oburzony, że właśnie po to przychodzi, żeby mi całą sprawę wyjaśnić i nie rozumie w czym problem.

Proponuje prosty mechanizm – ja mu podaję dane osobowe, włącznie z PESEL-em, podpisuję parę papierków, a Tauron (jakimś dziwnym trafem już sam dostawca, a nie pośrednik) resztę załatwia.

– W ciągu dwóch tygodni otrzyma pan jeszcze telefon w tej sprawie, moje dane osobowe też pan wtedy potwierdzi. Bez obaw.

Sprawa mi śmierdzi. Nie widzę najmniejszego powodu, by podpisywać jakiekolwiek dokument, na którym nie ma choćby wklejonego w paintcie logo Tauronu. Nie wiem też, czemu miałbym podawać jakiekolwiek dane facetowi, którego trzy minuty wcześniej poznałem i wydaje mi się totalnie niewiarygodny.

Dziękuję po raz kolejny, więc scenka znów się powtarza. Ja mówię „nie”, on zdziwiony jak może to do mnie nie trafiać, ale w końcu odpuszcza. Chwilę później z czystej ciekawości dzwonię na infolinię, zapytać co jest grane, czy rzeczywiście coś mogę pozmieniać i czy wysyłają kogoś w takich sprawach do domów.

– Nie, proszę pana. Nasza firma NIE WYSYŁA DO DOMÓW ŻADNYCH POŚREDNIKÓW HANDLOWYCH. Ostatnie zmiany nie wymagają też podpisywania żadnych nowych dokumentów – słyszę od razu.

Aż jestem ciekawy, na co – składając nieświadomie ten podpis albo udostępniając swoje dane – mógłbym się zgodzić…

Komentarze


Tagi: , , , ,



Back to Top ↑