Takiego roku w polskim rapie nie było od dawna

Opublikowano Czerwiec 7, 2015 | przez lucky bastard

rasmentalism1

Rap już na dobre wyszedł z osiedli na salony. Wizerunek łysego gościa, w szerokich dresach i koszulce na ramiączkach zastąpili młodzi, całkiem obrotni ludzie, po których widać, że całkiem nieźle poradziliby sobie w biznesie. Kilku z nich – zanim płyty trafiły na sklepowe półki – już wygodnie rozsiadło się w fotelu lidera listy OLiS.

2015 rok. Odpalamy Dzień Dobry TVN, a tam na temat kultury języka wypowiada się Eldo. W programie Wojewódzkiego gościli już Fokus, Rahim, Pezet, Peja, czy Donatan, a swego czasu telewizyjnego programu doczekali się Tede i Waldemar Kasta. Powoli oswajajmy się z myślą, że wykonawcę, którego poznaliśmy na YouTube, zaraz zobaczymy na szklanym ekranie. I słusznie, bo ten gatunek muzyki – szczególnie w obecnym roku – broni się, jak żaden inny.

O.S.T.R. – „Podróż zwana życiem”

„Ostry” chyba zdał sobie w końcu sprawę z tego, że wydawanie płyt co pół roku wprawdzie poprawia stan jego portfela, ale jakościowo nie wróży niczego dobrego. Raper z Bałut wrócił z solowym albumem po czterech latach przerwy i od razu pozamiatał konkurencję. Na przełomie lutego i marca „Podróż zwana życiem” była najlepiej sprzedającą się płytą w Polsce. Do bólu szczere, czasem i intymne, teksty to największy atut tego krążka, a dla autora stanowią podsumowanie kariery. Ciężko przypuszczać, ile jeszcze albumów wyda „Ostry”, ale lepszego pod warstwą tekstową niemal na pewno już nie będzie. W 2015 roku raper z Łodzi przeskoczył poprzeczkę, którą postawił sobie w ostatnich latach. Pytanie tylko, czy nie była ona na za niskim poziomie?

 

Kękę – „Nowe rzeczy”

32-latek z Radomia, który przez lata pisał po godzinach. Etacik trzeba było wyrobić jako listonosz. Dzień po zwolnieniu z poczty, Kękę odebrał telefon od Sokoła i trafił do wytwórni Prosto. W tegorocznym albumie przykuwają naszą uwagę głównie te patriotyczne kawałki, jak „Młody Polak”. Na płycie gość z Radomia zwierza się ze swoich pijackich wybryków, podkreślając jak wielką rolę w jego życiu odegrał hip-hop („Rok bez wódy, lecę drugi, uśmiech mówi – było warto”). Co tu dużo podsumowywać, Kękę rzucił alkohol w pizdu i zrobił płytę, która na dobre wprowadziła go do pierwszej ligi. Z końcem marca wygrał notowanie OLiS, zostawiając za plecami Melę Koteluk, czy wyżej opisywany album „Ostrego”.

TUTAJ PRZECZYTASZ WIĘCEJ O KĘKĘ: http://wyszlo.com/takie-rzeczy-czyli-po-prostu-takie-zwykle-rzeczy/

Rasmentalism – „Wyszli coś zjeść”

Naszym zdaniem to duecik z Lublina ma całkiem przystępne kawałki na poderwanie dupeczki. „Wyszli coś zjeść” to drugi legalny album w ich karierze, a po sukcesie poprzedniego, trzeba trochę ponawijać o wygrywaniu życia w teorii Rasmentalismu. Ale oprócz tego Ras układa całkiem spójną przestrogę dla młodszego pokolenia. Od wejścia w dorosłość („Wyjdziesz na dwór?”), przez nieprzespane noce („Budzik na 13:00”), po niedosyt związany z wypracowanym stanem rzeczy („Film o nikim”). Przystępne teksty, fajnie się ich słucha i nawet przy teściowej nie ma potrzeby ściszać płyty, bo średnia „kurw” na jeden utwór jest mocno ograniczona. Naprawdę, przekonacie się do muzyki tych gości.

 

Dwa Sławy – “Ludzie sztosy”

Dwa sławy, czyli Radosław i Jarosław. Bekowi goście, którzy od czasu do czasu potrafią napisać śmiertelnie poważny kawałek. – Wiadomo, że fajnie wydaje się płyty pod koniec roku, ale gdy przypierdolisz z grubej rury, to i w styczniu będzie efekt. My przypierdoliliśmy – argumentował datę premiery Jarosław Astek. 9 stycznia to faktycznie data, o której przy całorocznych podsumowaniach można zapomnieć, zwłaszcza, gdy mówimy o przeciętnym materiale. Dwa Sławy przeciętności nie znają, stąd taki sukces nowego krążka. Większość z was nawet tych gości nie znała, a oni sami marzyli o sprzedaży płyty w pięciu tysiącach egzemplarzy. Do tej pory opchnęli ponad dwa razy tyle krążków.

1emb04

Quebonafide – “Ezoteryka”

Jeden z młodych wilków na polskiej scenie. Gdy chcieliśmy się z nim spotkać w hotelowej kawiarni, recepcjonistka poinformowała nas, że nikt taki nie jest zameldowany. Wystarczyło pani napisać na kartce ksywę rapera, by jednak potwierdziła jego obecność. „Quebo” od imienia Kuba, a „bonafide” oznacza tyle, co „w dobrej wierze”. Kuba w marcu miał po raz pierwszy trafić na sklepowe półki, ale problem był tej materii, że w preorderze wyczerpano cały nakład płyty. Fejmu zyskał przy okazji kawałka „Euforia”, a w drodze na szczyt OLiSu wyprzedził Andrzeja Piasecznego, Melę Koteluk, czy Artura Andrusa.

 

Pięć mocnych płyt mamy już w schowku auta, z czego trzy absolutnie zdominowały notowania sprzedaży. Gdybyśmy mieli wymieniać kolejne dobre płyty, najprawdopodobniej siedzielibyśmy przy tym tekście całą sobotę. Nie minęło jeszcze pół roku, a raperzy rozpieścili nas, jak mało kiedy. A co najlepsze, to już stały trend. Obecnie ta branża jest tak wymagająca, że po jednym słabszym albumie na kilka miesięcy osuniesz się w cień. A przecież hajs się musi zgadzać.

Komentarze


Tagi: , , , ,



Back to Top ↑