Taksówkarze to najbardziej marudni ludzie w Polsce

Opublikowano Luty 6, 2015 | przez Dżordż

tax

W tym kraju istnieje jedna grupa zawodowa, która irytuje mnie bardziej niż górnicy, mianowicie taksówkarze. W żadnej innej nie spotkałem tylu marudnych ludzi, serio.


Jeżdżę taksówkami po Warszawie regularnie, trzy-cztery razy w tygodniu. Robię to tylko z jednego powodu: bo tak jest szybciej, a jestem ostatnio naprawdę zajęty. Gdybym miał trochę mniej roboty, z dziką rozkoszą przesiadłbym się do metra/tramwajów/autobusów.

W środkach komunikacji miejskiej nie przeszkadzałyby mi ani wymuszające miejsca siedzące babcie, ani capiący moczem bezdomni. Przyjąłbym ich na spokojnie, zadowolony z faktu, że mam czas, aby wreszcie poczytać książki i gazety. I – przede wszystkim – że nie muszę słuchać narzekań panów taksówkarzy.

W ostatnich dwunastu miesiącach wsiadłem do auta z około stoma taryfiarzami i powiem wam jedno: w 99% ci goście są gorsi niż wstawiony, sfrustrowany wujek na imieninach. Złotówy w tym kraju narzekają absolutnie na wszystko, a najczęściej na: zarobki, rząd, ceny paliwa, pogodę, poziom polskich sportowców, jakość dróg, mentalność (ha ha) rodaków i godziny pracy. Gdyby sugerować się ich spojrzeniem na kraj, Polskę powinno się podpalić. Całą. Od południa do północy, od wschodu do zachodu.

Oczywiście: rozumiem, że taryfiarzom nie jest łatwo. Że nie zarabiają kokosów i nie są królami życia. Że czasem ledwie starcza im do pierwszego. To jasne, ale umówmy się: większość naszego społeczeństwa też nie „cierpi” na dobrobyt. A mimo to potrafi jakoś współżyć z innymi. Wierzcie lub nie, ale pośród urzędników, ekspedientów, kelnerów czy kasjerów spotykam o wiele więcej miłych ludzi, niż wśród taksówkarzy. Przypadek? Nie sądzę.

Naturalnie da się z nimi „walczyć” podczas podróży. Czytaj: sprawić, ze zamilkną. Jak? O tym za chwilę. Na razie napiszę, że zanim znalazłem swój sposób, poniosłem kilka sromotnych klęsk.

Wyjęcie gazety i ostentacyjne odgrodzenie się nią od taksiarza nic nie daje. Kierowca i tak zagada, przeważnie niewinnie, w stylu: – A co szanowny pan czyta?

Rzecz jasna dwie minuty później rozpocznie się recytowanie litanii problemów.

Nie polecam też rozmowy telefonicznej w trakcie kursu. Albowiem w końcu odłożycie słuchawkę, a wtedy usłyszycie: – Przepraszam, że podsłuchałem, ale chciałbym wtrącić… bla, bla, bla, kolejne smęcenie.

Tępe wgapianie się przez okno lub w monitor smartfona także nie odstraszy złotówy od narzekań. Więcej: zachęci go do wynurzeń, bo pewnie uzna, że pasażer akurat się nudzi, więc wypada „zabawić go” rozmową.

Co więc pomaga? Szczerość. Dosadność. Szybkie działanie. Wsiadasz do taryfy i na dzień dobry oznajmiasz zdecydowanym głosem: – Pan wybaczy, chciałbym odbyć podróż w spokoju. Nie mam ochoty rozmawiać.

Nie jest to najmilszy początek znajomości na świecie, atmosfera w aucie gęstniej tak, że można by ją pokroić nożem, ale przynajmniej będzie w nim CICHO.

Komentarze


Tagi: , , , , , , ,



Back to Top ↑