Mądry rock’n’roll. Debiut Organka zawstydza polską muzykę

Opublikowano Czerwiec 17, 2014 | przez MB

organek

Nie tylko The Black Keys i Jack White troszczą się o tradycję amerykańskiego rocka. Mamy w Polsce gościa, który stara się dotrzymać im kroku.

Zanim światło dzienne ujrzał „Głupi”, Tomasz Organek najbardziej kojarzony był z zespołem SOFA, który zakładał. Po drodze pojawiał się gościnnie na płytach Smolika, Kayah i O.S.T.R.’a. Współpracował z Foxem, zdobywał nagrody i uznanie, ale samodzielnie wypowiadał się jedynie pisząc opowiadania. Teraz wyszła jego solowa płyta, na której odnalazł się w rock’n’rollu.

Gra na niej jak szaman. Opętany muzyką, dźwiękiem i słowem. Jest dziki, nieokiełznany i nieokrzesany. Nie lubi mężczyzn, którzy pachną mydliną, zadaje się z niebezpiecznymi kobietami, podróżuje autostradą 666. Pije alkohol i pali dużo szlugów. Jest samotnym jeźdźcem, tańczącym z wilkami, Marlondem Brando. Na rodzimej scenie wypełnił niszę i wiemy, że tylko on był w stanie to zrobić. Mimo, że polski rock ma spore tradycje, to jeszcze żaden mainstreamowy wykonawca w Polsce nie był tak mocno zakorzeniony w amerykańskim brzmieniu. Doceniamy Perfect, szanujemy Lady Pank, lubimy bawić się przy T.Love, ale to właśnie Organek wzbudza sentyment do podróży w kierunku zachodzącego Słońca.

Mimo że śpiewa przeważnie po polsku. Ale tak jakoś inaczej akcentuje sylaby i łączy wersy. Trudno odmówić mu literackiego zmysłu. Po „Głupim” z ciekawością sięgniemy po „Beat Box w Stylu Emo” albo „Pepe wróć” (opowiadania Organka). Płycie towarzyszy bardzo bliska nam poetyka, czyli poetyka knajpiana. Organek snuje historie o życiowych wykolejeńcach, postaciach smutnych, umorusanych i zdezelowanych jak stary ogrodowy sprzęt. Dobiera wyłącznie potrzebne słowa i zawsze trafia w sedno. Pisząc teksty Organek nie przebiera w środkach. Jest dosadny i niezakłamany, ale przede wszystkim mądry. Takich artystów dawno u nas nie było.

 

Sama muzyka jest brudna, soczysta, pokryta trzydniowym zarostem i toną żwiru. Jej podstawą są dobre riffy. Melodie raczej trudno zanucić. Kawałki Organka to przede wszystkim zagrane z werwą i pazurem szybkie strzały w ryj. Muzyka-konkret. Nawet w bluesowych balladach pozostaje prawdziwym macho. Czerpie też z country, southern rocka, chwilami wdzięcznie płynie z aranżacjami i solówkami, by nagle wyskoczyć zza krzaka jak lew. Mało ceregieli, dużo życia. Wielu kawałków z „Głupiego” nie powstydziłby się Dan Auerbach.

W Organku najbardziej podoba nam się, że jest to artysta myślący (ewidentnie przekorny tytuł płyty). Dzięki temu stworzył płytę, która trzyma się kupy od początku do końca i praktycznie nie ma słabych punktów. Gość powoli pnie się w górę, być może niedługo będzie dzielił scenę z Jackiem Whitem. Na świecie takich jak on jest już zaledwie kilku, w Polsce nie ma żadnego. Zasłużenie dołączył do eklektycznego line-upu Orange Warsaw Festival, ale prawda jest taka, że jego muza już teraz brzmi na miarę Glastonbury czy Roskilde.

Muzyka Organka to doskonała odtrutka na zalegający w polskiej muzyce syf. Gdyby urodził się w Stanach, po tej płycie byłby gwiazdą.

Komentarze


Tagi: , , , , , , , , ,



Back to Top ↑