Tańczące pieski na niedzielnego kaca

Opublikowano Maj 12, 2013 | przez Diabeu

Comical-Chihuahua

Tytuł nie jest żartem. Po prostu są takie dni, w których człowieka nie stać na nic, poza leżeniem w łóżku, piciem zimnej wody z cytryną i oglądaniem śmiesznych filmików z internetu. W moim przypadku takim dniem jest niedziela. Jedni zapieprzają do kościoła, ja oglądam tańczące pieski.

Czuję to w kościach. W komentarzach pod tym tekstem pojawi się zatrzęsienie negatywnych słów, bo przecież „ludzie, którym wyszło, nie zajmują się takimi bzdurami”. Jeśli mam być szczery, to kompletnie mnie to nie obchodzi, bo gdybym miał przejmować się każdą obelgą ze strony czytelników tego serwisu, to byłbym już niezłym świrem. Na szczęście są tu też tacy, dla których zdecydowanie warto pisać, a ci sfrustrowani tylko dodają kolorytu, więc… nie ma problemu.

Czworonogi, które zaraz zobaczycie, są, przynajmniej dla mnie, milion razy bardziej atrakcyjnym i, przede wszystkim, prawdziwszym zjawiskiem niż te wszystkie pizdy z „Tańca z gwiazdami”. Jeśli więc jeszcze tego nie załapaliście, to ostatni raz wyjaśniam: tak, w tym artykule naprawdę chodzi o tańczące pieski. Osoby z bólem dupy odpalają TVN Player, by na powtórkach podziwiać erudycję Wodeckiego i Czarnej Mamby. Zdystansowani ludzie z sympatią do zwierząt – śmieją się razem z nami.

 

Do napisania tekstu o tak nietypowej tematyce skłonił mnie materiał, który możecie podziwiać powyżej. Budzę się w niedzielę na mega kacu i odbieram wiadomość od kolegi, z którym piłem dnia poprzedniego. Przesyła mi filmik z tym psem. Po 21 sekundach jestem autentycznie wzruszony pięknem tego świata, chcę adoptować wszystkie bezdomne psy i zostać ich przyjacielem, chcę tańczyć razem z nimi. Na kacu jestem strasznie delikatny. Co prawda choroba poalkoholowa nie przechodzi, a głowa napierdala nadal, ale przynajmniej czuję się lepszym człowiekiem.

 

Gdyby ktoś powiedział mi kiedyś, że w wieku dwudziestu kilku lat będzie mi dane zobaczyć chihuahuę tańczącego flamenco, popukałbym się w czoło i powiedział mu: no chyba cię pojebało!

Jak widać, życie szybko ten pogląd zweryfikowało. A ta przerażająca piosenka śni mi się po nocach, bo z niewiadomych przyczyn upodobał ją sobie mój 3-letni bratanek. Gdy wpada w odwiedziny, a ja nie chcę puścić mu pieska tańczącego flamenco, bo np. jestem bardzo zajęty, atmosfera się zagęszcza i mam przejebane.

 

Teraz chciałbym przedstawić wam Stuarta. Stuart to kolejny chihuahua ruszający się w rytm muzyki, którą zrozumieć mogą wyłącznie ludzie w dużych, owalnych kapeluszach. I w sumie nie wiem, co jest tu śmieszniejsze – sam tańczący piesek, czy ten pokrzykujący koleś? Uprzedzając ewentualne pytania: tak, Stuart jest na smyczy (nie na sznurku), bo pomaga mu to w utrzymaniu równowagi. Poza tym, jak wyjaśnia jego właściciel w opisie filmu na YouTube, Stuart nigdy nie był do niczego zmuszany i sam nauczył się tego fikuśnego tańca. Nie wiem jak wy, ale ja mu wierzę. Piesek wygląda na zadowolonego.

 

Tutaj mamy do czynienia z bardzo ciekawym przypadkiem osobnika, który tańczy tylko wtedy, kiedy nikt nie patrzy. Trzeba jednak przyznać, że wychodzi mu to zacnie, więc zdecydowanie powinien przestać się wstydzić i wyjść ze swoim talentem do ludzi. Wyczucie rytmu – pierwsza klasa. Można nawet powiedzieć, że chłop w tańcu to się nie pierdoli. Szacunek!

 

Ten ubrany w sukienkę psiak prezentuje już tak zwaną wyższą szkołę jazdy, więc celowo zostawiłem go na koniec. Czego tutaj nie ma – przysiady, piruety i pełna synchronizacja z prowadzącym. Ręce same składają się do braw. I znowu ta meksykańska muzyka – coś musi w niej być! Na koniec jeszcze taka skromna liczba: szesnaście milionów wyświetleń na YouTube. Gdyby tańczących psów było więcej, z pewnością podbiłyby świat.

Komentarze


Tagi: , , ,



Back to Top ↑