Ten film to spełnienie marzeń wszystkich samców alfa

Opublikowano Kwiecień 19, 2015 | przez Gofrey

Szybcy-i-wsciekli-7-Paul-Walker-po-raz-ostatni-na-ekranie

Wbija w fotel mniej więcej po 120 sekundach. Trzyma w nim przez 120 minut. Na koniec puszcza wzruszające podsumowanie dotychczasowych filmów serii z jasnym przekazem – dalej jedziemy już bez naszego brata, Paula Walkera. „Furious 7”. Dzieło, które od tragicznej śmierci odtwórcy głównej roli we wszystkich siedmiu częściach, było oczekiwane przede wszystkim jako jego godne pożegnanie. I jako pożegnanie, hołd oraz wyciśnięcie tego, co w całej serii najlepsze – zdecydowanie nie zawiodło. Znów dostaliśmy bilet na karuzelę, która przez bite dwie godziny hamowała wyłącznie na krótkie urywki z tradycyjnym przekazem: nie ma nic cenniejszego niż przyjaźń i rodzina.

Paradoks, prawda? Z jednej strony imponujące tempo, miliony efektów specjalnych, latające auta (w tej części chyba motyw przewodni), drony i wysokościowce w Abu Dabi, a z drugiej ponadczasowy przekaz o tym, że lojalność i braterstwo są silniejsze niż cała armia najemników. A jednak, twórcom siódmej części „Szybkich i wściekłych” udało się zatrzymać tuż przed granicą kiczu. Mamy więc minuty ujmujących pogadanek o tym, co jest w życiu najważniejsze i najpiękniejsze, ale przeplatają je całe kwadranse szczelnie zapełnione wybuchami, pościgami, strzelaninami i naturalnie mordobiciem.

W ogóle cały film wygląda jak spełnienie marzeń wszystkich samców alfa. Sile, mocy i mięśniom wszystkich męskich bohaterów towarzyszą eleganckie, szybkie i kuloodporne samochody oraz piękne, wyszczekane i kuso ubrane kobiety. Sen na jawie. Do tego jeszcze wspomniane huki wystrzałów, świszczące kule, z których szydzą nawet sami twórcy filmu wciskając je do dialogów oraz oczywiście rzucanie się po ścianach w licznych scenach walki.

Wszystko ma tempo muzycznego teledysku, w pewnych momentach zresztą nawet montaż i to, co dzieje się na ekranie, wygląda właśnie jak kolejny klip występującego w filmie Ludacrisa czy innego przedstawiciela tego gatunku muzycznego. Przepych, niesamowite bogactwo, barokowe nasycenie gadżetami wartymi fortunę. Wszystko wylewa się z ekranu. Na szczęście odpuszczono sobie jakiekolwiek zwracanie uwagi na realizm, dzięki czemu całość jest jeszcze bardziej efektowna, jeszcze mocniejsza, jeszcze szybsza i jeszcze bardziej wściekła.

Jasne, można narzekać, że całość staje się sztampowa do bólu, a fabuła stanowi jedynie dodatek do pokazywania kolejnych diabelnie pięknych miejsc, ludzi i samochodów. Jeśli jednak od początku przyjmiemy tę konwencję szalonej przejażdżki w świecącym i błyszczącym lunaparku – dlaczego nie dać się porwać? Jak tryb arcade w ukochanej grze wyścigowej. Jaką frajdę mielibyśmy z serii „Need for speed” jeśli zderzenie z bandą kończyłoby wyścig i odsyłało auto do trwającej wiele tygodni naprawy?

A warto przecież pamiętać, że pomimo tych wszystkich efekciarskich sztuczek – film niesie jednak za sobą solidny przekaz. Prosty, banalny, odpowiedni dla dzieciaka z podstawówki, ale czy przez to mniej ważny i mniej prawdziwy? Prawie sto trzydzieści minut eksplozji, soczystych sierpowych, przekraczania prędkości i hakowania komputerów w imię przyjaźni.

Który mężczyzna nie chciałby tego obejrzeć!?

Komentarze

Pościgi, strzelaniny, wybuchy
Zwroty akcji
Zaskoczenia
Pożegnanie Paula Walkera

Podsumowanie: Typowe męskie kino, w którym natężenie kostiumów kąpielowych, samochodów, strzelanin, pościgów i walk jest większe niż w licealnych fantazjach.

3.5


Ocena użytkowników: 2.6 (24 głosów)

Tagi: , , , , , , ,



Back to Top ↑