Test Wyszło: 100 dni bez alkoholu

Opublikowano Luty 14, 2016 | przez lucky bastard

Pod koniec zeszłego roku napisaliśmy tekst : Alkohol? W tym miesiącu nie piję. I nie były to z naszej strony puste słowa, bo postanowiliśmy sprawdzić efekty takiego rozwiązania na sobie. A konkretnie, naszym królikiem doświadczalnym został lucky bastard. Co mu z tego wyszło?

***

Nie piję od pierwszego listopada, ani kropli. Założyłem sobie cztery miesiące pełnej abstynencji, więc dziś – w połowie lutego – jestem już na ostatniej prostej. Inna sprawa, że im dłużej nie piję, tym mniejszą mam ochotę na ponowne włączenie alkoholu do swojej diety. Na początku wydawało mi się, że będę odliczał dni, wyrywał kartki z kalendarza, a pierwszego marca zrobię wielką imprezę, na której porządnie ruszę. Dziś bliżej mi jednak do przesunięcia daty powrotu na kwiecień.

W poniedziałek stuknęło mi sto dni bez picia, więc w jakiejś grupie AA mógłbym nawet dostać pierwszy medal. Sto dni! Odkąd w podstawówce napiłem się pierwszego piwa, czyli od jakichś osiemnastu lat, nie zanotowałem tak długiej przerwy w piciu. Rzecz jasna jako uczniak też brutalnie nie napierdalałem alkoholu, ale te kilka razy w roku z wypiekami na twarzy wypijałem piwo czy dwa. Czyli nawet wtedy studniowej przerwy już nie miałem. To dla mnie absolutny rekord.

Dziś właściwie nie mam specjalnej ochoty wracać do picia, nawet do takiego delikatnego. Mam też pewne obawy związane z liczbą czekających mnie spotkań ze znajomymi, które z wiadomych przyczyn odsuwałem na marzec. W tym kontekście wspomniany pomysł zrobienia imprezy na koniec abstynencji nabiera pewnego sensu. Nie byłoby to jednak huczne otwarcie sezonu alkoholowego, ale jedno wspólne napicie się ze wszystkimi. Rzecz jasna, z zachowaniem umiaru. W ogóle będę teraz pić zdecydowanie mniej, a przynajmniej taki mam plan.

No dobra, a co się zmieniło w moim życiu? Przede wszystkim w najbardziej ponure jesienne i zimowe miesiące nastawiłem swój organizm na sport. Cztery razy w tygodniu, z sobotami włącznie, wstaję o szóstej rano i chodzę na basen lub siłownię. Kiedyś, na myśl o tak wczesnej pobudce w weekend, popukałbym się tylko w czoło. A dziś to dla mnie fantastyczne rozpoczęcie dnia. Poza tym, w kontekście soboty uświadomiłem sobie jeszcze jedną rzecz – jaki to długi dzień…

Ponadto świetnie się czuję, nie mam problemów z koncentracją i – co wcześniej mi się po prostu nie zdarzało – w okresie zimowym nawet nie otarłem się o jakąś chorobę czy infekcję. Obserwuję też szybkie efekty wdrożonego sportowego trybu życia. Gdzie trzeba rośnie, a gdzie trzeba maleje. Jednym słowem – bajka.

Długi okres niepicia wiąże się u mnie jeszcze z jednym odkryciem. Konkretnie, z czerwoną Bawarią 0,0%, czyli z jedynym piwem bezalkoholowym, które naprawdę mi smakuje. Jeśli wiec nachodzi mnie ochota na zimny browarek, który przecież tak lubię, sięgam właśnie po Bawarię. Do dobrego meczu czy filmu potrafię wypić tego nawet całą zgrzewkę. A największa różnica w porównaniu z alkoholowym piwem, po które wcześniej sięgałem przy takich okazjach, to lepsze samopoczucie i brak kaca. No dobra, nie jestem też zakręcony, chociaż przy takich ilościach przysiągłbym, że doświadczam na własnej skórze efektu placebo…

Piwo bezalkoholowe idealnie też spełnia swoją rolę podczas spotkań towarzyskich. Kiedy wpadają znajomi, podaję im Bawarię i nie rejestruję zupełnie żadnej różnicy. Sam fakt picia, trzymania butelki i częstego przystawiania jej do ust już spełnia swoją rolę. Goście czują się raźniej, są bardziej ośmieleni i momentalnie się rozkręcają. Innymi słowy, jest dokładnie tak samo, jak przy alkoholowych spotkaniach.

Piwo bez bąbelków sprawdza się też na zwykłych imprezach, gdzie pije się normalnie. Trzymana w dłoni butelka sprawia, że pijący procenty znacznie chętniej akceptują obecność trzeźwego, dopuszczają go do siebie. Natomiast przelanie piwa bezalkoholowego do szklanki rozwieje już jakiekolwiek wątpliwości kompanów z imprezy. W takim przypadku pijący orientują się w wydarzeniach dopiero, kiedy odwożę ich do domów. A i to nie zawsze…

*** 

Nie zamierzam trwale odchodzić od picia, bo nie uważam, że jakakolwiek skrajność jest dobra. Przeszło studniowa przerwa pozwala mi jednak spojrzeć na sprawy z pewnego dystansu i przemyśleć to i owo. Tak jak nie mam nic do pijących, i jak będzie mnie można jeszcze spotkać przy niejednym barze, tak wszystkim polecam tego typu przerwę. Zróbcie to dla siebie samych. A ja wam gwarantuję, że nie będziecie żałować.

Komentarze


Tagi: , , , , , , ,



Back to Top ↑