Test Wyszło: Które apki na Androida to must have?

Opublikowano Styczeń 7, 2016 | przez lucky bastard

contact1-1

W dzisiejszym teście zgłębiamy świat androida i szukamy aplikacji, dzięki którym życie stanie się choć odrobinę prostsze. Z tysiąca nikomu niepotrzebnych zabawek, przeróżnych zabijaczy czasu pokroju Pou czy innych bezsensownych gierek, odsiewamy perełki. Apki, dzięki którym częstotliwość wypowiadania przez was klasycznego „dżizas, kurwa, ja pierdolę” zmniejszy się jakieś dwa-trzy razy. Rzecz jasna bez oczywistych wyborów typu latarka czy mapy google – to w swoich smartfonach mamy chyba wszyscy.

Viber

Przydatny szczególnie, kiedy masz znajomych za granicą, lubisz z nimi rozmawiać, a nie chcesz brać drugiej roboty, żeby mieć za co na te rozmowy wybulić. Zasada działania jest prosta – ty i twój ziomek z Australii instalujecie Vibera i gadacie ze sobą bez żadnych ograniczeń.  Jedyny warunek – musisz być podłączony do internetu. Fajne jest to, że nie musisz bawić się w zakładanie kont – wystarczy, że skojarzysz Vibera ze swoją książką telefoniczną, a otrzymasz listę twoich znajomych, do których możesz zadzwonić przez tę aplikację. Szybko i przyjemnie.

Yanosik

Aplikacja, którą powinien mieć u siebie każdy, kto ma już więcej niż dziesięć punktów na prawie jazdy. A – umówmy się – jest nas wielu. Apka zbiera informacje od użytkowników o różnych zdarzeniach drogowych, patrolach, ma wbudowaną lokalizację fotoradarów, więc teoretycznie nic na drodze nie powinno nas zaskoczyć. Udaliśmy się w małą przejażdżkę z Yanosikiem i zdarzyło się, że minęliśmy patrol policji, o którym nie dostaliśmy żadnego komunikatu. I to jest właśnie główna wada apki – korzysta z niej dość mało osób, nie wszystkie informacje są wiarygodne, albo ich po prostu… nie ma. Mimo wszystko warto wybrać Yanosika, bo oprócz alarmów drogowych oferuje standardową, nie najgorszą nawigację, info o fotoradarach jest zawsze pewne, a zdarzenia drogowe – cóż, na dwoje babka wróżyła.

To co moje

Zapewne znasz ten ból: kupujesz jakiś wypasiony gadżet, słuchawki za trzy stówy albo buty z najnowszej kolekcji, ale po jakimś czasie się on rozwala, a ty nie masz pojęcia, gdzie posiałeś paragon. A wtedy o rozpatrzeniu gwarancji możesz sobie pomarzyć. Albo – to prawdziwa zmora – paragon robi się wyblakły i nic z niego nie dasz rady odczytać. Klasyka. To co moje to twoja nowa baza paragonów. Musisz tylko pstryknąć przy kasie fotkę i już masz pewność, że paragon nigdzie ci nie uleci. Wygodna rzecz.

Drunk Lock

Klasyk opcja u wszystkich romantyków, których uczucie ujawnia się szczególnie po parunastu głębszych, kiedy ich wybranka od paru godzin wygodnie śpi w swoim łóżku. Zaczyna się niewinnie, od jednego telefonu. Za chwilę próbujemy po raz drugi, trzeci i… nadchodzi cała lawina SMS-ów. Na drugi dzień potworny kac (nie tylko ten alkoholowy) i chęć zapadnięcia się pod ziemię. Znacie to, nie? Każdy choć raz pewnie przeżył taką desperacką próbę. Jeśli boisz się powtórki z rozrywki, możesz zainstalować sobie Drunk Lock. Apkę, która blokuje połączenia do osób, do których mógłbyś dzwonić o dziwnych porach w niejasnym celu (rzecz jasna sam wybierasz, co to za ludzie). Odpalasz ją przed melanżem i masz pewność, że nie zaatakujesz o drugiej w nocy Marty czy innej Renaty z prośbą o randkę tu i teraz.

Rumblr

Jeśli jesteś wolontariuszem dresem poszukującym ludzi, którzy mają problem – ta apka jest dla ciebie. Działa na podobnej zasadzie, co Tinder, z tym, że zamiast dupeczek szukasz… sparingpartnerów. Chcesz komuś dać w ryj – szukasz chętnej osoby w Rumblru. Rzecz jasna nie ma tam chłopców do bicia – decydując się na pojedynek równie dobrze i ty możesz dostać po zębach.

I’m rich

No dobra – od tej apki życie wcale nie stanie się łatwiejsze, wręcz przeciwnie – możesz sobie je skomplikować, a na pewno jeśli chodzi o twoją płynność finansową. Gratka dla szpanerów, którzy nie wiedzą, co robić z kasą. Zamiast kupowania kolejnego auta, biżuterii, ekstrawaganckiego futra możesz nabyć… wirtualny diament. Po co? Wszyscy posiadacze aplikacji widzą, że go masz. I tyle. Nie ma żadnego zastosowania, niczego nie umożliwia. Najtańszy kosztuje 13$. Najdroższy – 200$.

Bra Scanner

Apka, która przyda ci się w momencie, w którym będziesz chciał sprawić swojej partnerce seksowny biustonosz. Jeśli znasz jej rozmiar – wtedy nie ma problemu. Ale… jeśli nie? Przecież nie zapytasz, czy nosi „c” czy „d”. Po pierwsze – spalisz niespodziankę. Po drugie – istnieje ryzyko, że dziewczyna swój rozmiar nieco podkoloryzuje, a wtedy prezent nie uda się tym bardziej. Bra Scanner rozwiązuje twój problem. Musisz tylko ukradkiem zrobić zdjęcie cycków twojej kobiety, a aplikacja poda, jaki to rozmiar. Proste?

Komentarze


Tagi: , , ,



Back to Top ↑